31.10.2025, 19:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.10.2025, 19:22 przez Anthony Shafiq.)
Rozproszenie IV + Oklumencja na mizianie po mózgu
Rzut PO 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Były takie dni, zwłaszcza po tym, jak z Morpheusem pierwszy raz wypuścili na wolność swoje patronusy, że czuł się smokiem. Bezskrzydłym, beznogim, ale przecież wiele smoczych gatunków zamieszkiwało ziemię a i tacy władcy przestworzy mogli poszczycić się swoją potęgą. Na nic zdały się tłumaczenia, że patronusy nie mogły być istotami magicznymi, utkwione w symbolice współdzielonej pamięcią pokoleń nie tylko czarodziejskich ale też mugolskich. On miał smoka, Morpheus feniksa. Było to bardzo oczywiste.
Podobnie też Anthony wyobrażał sobie swój umysł - mieszkanie owej eterycznej istoty, ucieleśnienia jego energii życiowej - jako smoczą pieczarę. Bezpieczną, o grubych, nieprzebytych skalistych ścianach, która wewnątrz mieniła się błękitem tysięcy półprzezroczystych kryształów, pieczołowicie kolekcjonowanych wspomnień i słów tych wypowiedzianych i otrzymanych. Z zewnątrz śliski, lekko wilgotny i odpychający szarą granią. Wewnątrz piękny i spokojny, choć... z oczywistych względów ów spokój został w ostatnim czasie wzburzony, a kryształy ubrudzone sadzą i krwią. Wciąż jednak kamień otulający to zmęczenie był taki sam. Był. Taki. Sam.
Dotyk jasnowidza był spodziewany, wciąż jednak niemile widziany. Utkwione w Alexandrze, pozornie zobojętniałe stalowe oczy, zdawały się odbiciem w ciele jego duchowej i umysłowej ochrony. Ochrony prywatności, którą opanował przecież jeszcze jako nastolatek.
Nikt nie może się dowiedzieć
Wtedy chodziło o miłość. O zauroczenie. O świadomość własnej odmienności i przemożny strach, że ta odmienność może zniweczyć wszystko, o czym Anthony marzył i co chciał osiągnąć.
Dziś chodziło o kontrolę.
– Bardzo chętnie. Lubię tego typu szarady, choć może zajrzyjmy tam później, gdy Pani Domu wysyci się tym niecodziennym spotkaniem. – Uśmiechnął się do Lorien, dla której w ogóle narażał się na ryzyko, nie bacząc na otwartość w okazywaniu bliskości pary. Zamiast tego poddał się tematyce rozmowy, o zrujnowanej kamienicy i niecodziennym znalezisku. Karty... Wszystkie talie Morpheusa, jego piękna kolekcja... Sam gdy był wczoraj w Dolinie Godryka odważył się podejść do płotu Warowni by zobaczyć tę ruinę. Nie czuł przy tej okazji zbyt wiele, poza troskę o przyjaciela, który w tej wojnie tracił absolutnie wszystko. Brata. Majątek. Poczytalność. – Patrząc teraz na Was nie mam pewności, czy ta piątka... nie, to była szóstka, prawda? Sześć kielichów, zdaje się być bardziej waszą kartą, niż... kartą kwiatów i wina. Szczególnie, że nic co bym przyniósł tutaj dzisiaj nie mogłoby konkurować z tym łanem wrzosów na zewnątrz. Pięknie się prezentują te wzgórza...
Podobnie też Anthony wyobrażał sobie swój umysł - mieszkanie owej eterycznej istoty, ucieleśnienia jego energii życiowej - jako smoczą pieczarę. Bezpieczną, o grubych, nieprzebytych skalistych ścianach, która wewnątrz mieniła się błękitem tysięcy półprzezroczystych kryształów, pieczołowicie kolekcjonowanych wspomnień i słów tych wypowiedzianych i otrzymanych. Z zewnątrz śliski, lekko wilgotny i odpychający szarą granią. Wewnątrz piękny i spokojny, choć... z oczywistych względów ów spokój został w ostatnim czasie wzburzony, a kryształy ubrudzone sadzą i krwią. Wciąż jednak kamień otulający to zmęczenie był taki sam. Był. Taki. Sam.
Dotyk jasnowidza był spodziewany, wciąż jednak niemile widziany. Utkwione w Alexandrze, pozornie zobojętniałe stalowe oczy, zdawały się odbiciem w ciele jego duchowej i umysłowej ochrony. Ochrony prywatności, którą opanował przecież jeszcze jako nastolatek.
Nikt nie może się dowiedzieć
Wtedy chodziło o miłość. O zauroczenie. O świadomość własnej odmienności i przemożny strach, że ta odmienność może zniweczyć wszystko, o czym Anthony marzył i co chciał osiągnąć.
Dziś chodziło o kontrolę.
– Bardzo chętnie. Lubię tego typu szarady, choć może zajrzyjmy tam później, gdy Pani Domu wysyci się tym niecodziennym spotkaniem. – Uśmiechnął się do Lorien, dla której w ogóle narażał się na ryzyko, nie bacząc na otwartość w okazywaniu bliskości pary. Zamiast tego poddał się tematyce rozmowy, o zrujnowanej kamienicy i niecodziennym znalezisku. Karty... Wszystkie talie Morpheusa, jego piękna kolekcja... Sam gdy był wczoraj w Dolinie Godryka odważył się podejść do płotu Warowni by zobaczyć tę ruinę. Nie czuł przy tej okazji zbyt wiele, poza troskę o przyjaciela, który w tej wojnie tracił absolutnie wszystko. Brata. Majątek. Poczytalność. – Patrząc teraz na Was nie mam pewności, czy ta piątka... nie, to była szóstka, prawda? Sześć kielichów, zdaje się być bardziej waszą kartą, niż... kartą kwiatów i wina. Szczególnie, że nic co bym przyniósł tutaj dzisiaj nie mogłoby konkurować z tym łanem wrzosów na zewnątrz. Pięknie się prezentują te wzgórza...