• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other

[09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#9
01.11.2025, 05:27  ✶  
Bardzo chciała nigdy nie popełnić błędów, które doprowadziły ją do tego miejsca. Gdyby tylko mogła, cofnęłaby się w czasie i podjęła zupełnie inne decyzje. Mniej radykalne, nie przepełnione taką desperacją, a może i nawet odrobinę logiczne. Nie dbałaby o jakieś dylematy, że coś takiego mogłoby zmienić bieg czasu i zrujnować życia, bo czy w ogóle żyła przez te ostatnie lata?

Doskonale znała odpowiedź na to pytanie, bo już nie raz, nie dwa je sobie zadawała. Ile jednak można było dochodzić do tych samych wniosków? Ile szukać po omacku czegoś, co praktycznie nie istniało i zdawało się egzystować tylko głowie, krainie marzeń i ułud, które nie chciały dać spokoju?

Najgorsze było w tym wszystkim to, że doskonale pamiętała, jak to było móc swobodnie nabrać powietrza w płuca. Jak to było być kochaną. Nie, nie być - czuć się. To był chyba jej największy problem, że jedną trzecią swojego życia spędziła, goniąc za czymś co rozpaczliwie próbowało wyrwać się jej z pomiędzy palców. Nie miała nad tym kontroli, a to chyba doprowadzało ją do większej rozpaczy jak cokolwiek innego. Nie ważne czy płakała, cieszyła się, czy była sama czy może schowana w objęciach osoby, którą kochała najbardziej na świecie - nic się nie zmieniało.

Chciała go dotknąć, bo miała nadzieje że dzięki temu poczuje, ze jest bardziej prawdziwy niż jej się to wydawało. Coś wewnątrz rwało się do tego, żeby zarzucić mu na szyję ramiona, ale nie w próbie desperackiego uniknięcia rozmowy, a zwykłego poczucia jego ciepła. Zapewnienia siebie samej, że nie jest to kolejne spotkanie, które zakończy się skrzypnięciem drzwi i niepewnością, czy jeszcze kiedyś znowu się otworzą.

Kim był Alexander, a kim był Louvain? Który z nich był naprawdę tym, kim nigdy nie był, albo kim nigdy nie mógł się stać? Wypowiedziała te słowa jak najoczywistszą prawdę w której brakowało chęci obrazy lub wytknięcia błędów, ale gdyby ktoś kazał jej wskazać konkretne punkty w tym podobieństwie, to nie była już taka pewna czy dałaby radę. Oboje tak samo znikali, pozostawiając za sobą niepewność. Obu wolała mieć przy sobie, bo kiedy tylko odwracała się i już ich nie było, przychodziło jej tylko się zastanawiać, kiedy tym razem pojawią się w jej życiu. I kiedy tak myślała sobie o tym dalej, brnąc w meandry własnego, pogubionego okropnie umysłu, zaczynała pytać samą siebie; czy nie zaczęła w pewnym momencie cenić bardziej tej brutalnej afekcji niż zobojętniałą miłość.

Louvain kiedyś trafnie zauważył sam przed sobą, że jej miłość mogłoby być piękna. Bo Ambrosia chciała kochać. Chciała kochać całym sercem, bez ograniczeń i nie zważając na to, co działo się dookoła. Chciała żyć i to życie przeżywać, ale kiedy Alexander zajęty był odkrywaniem, kim tak naprawdę jest, kiedy karmił się swoim zwycięstwem sam przed sobą, mordował tę miłość kawałek po kawałeczku i nawet tego nie zauważał.

Ściągnęła na mgnienie oka brwi, słysząc jego odpowiedź i jej dłoń zastygła na moment, zanim z pewną niepewnością nie cofnęła się. Skierowała się do szyi, wodząc palcami po uwieszonej na szyi biżuterii, wśród której połyskiwało tak samo złote słoneczko, jak i naszyjnik który nie tak dawno założył jej Lestrange. Czuła jego uspokajający chłód pod palcami, ale jedyne o czym mogła przez chwilę myśleć to to, jak łatwo by było gdyby w tym momencie zacisnął się na jej szyi, skracając to całe bezsensowne cierpienie.

Zadane przez nią pytanie było proste. Chciała usłyszeć na nie odpowiedź, może żeby zwyczajnie nadać sobie odwagi, a może by upewnić się w przekonaniu, że robiła dobrze. Wystarczyły dwa słowa. Proste, pięknie brzęczące i przepełnione prawną, a ona wtedy z ochotą wyciągnęła by przed siebie ręce ze wszystkim, co leżało jej na sercu. Przeprowadziłaby Alexandra przez cały atlas bólu i poniżenia, który oferował jej Louvain. Ale powiedziałaby też, ze cokolwiek nie robił, nie był przecież w stanie jej złamać. Mógł ją bić, uwłaczać jej, traktować jak kurwę i grozić, że nie skrzywdzi jej, a jej ukochanego. To nie miało większego znaczenia, bo nie ważne jak bardzo Lestrange próbował, nie był w stanie w pełni wejść do jej głowy i rozsiąść się tam poprawnie. Dlatego wciąż zadzierała przy nim głowę i dlatego wciąż była taka butna.

Alexander jednak postanowił mówić.

Patrzyła na niego z pewnym niedowierzaniem, czując jak serce bije jej nieco szybciej. Wziął sobie za punkt honory powiedzieć jej wszystko to, co powtarzał jej od lat, a co jego zdaniem najwyraźniej było jakimś wielkim, męczenniczym gestem wobec miłości. Siedział z nią pośrodku jej własnego saloniku, w którym osmalono zaledwie szybę - co było ponoć jego zasługą - i mówił jej że powinna zniknąć.

Atlas, który chciała mu pokazać, zamknął się w jej głowie z trzaskiem rozczarowania. Miała wrażenie, że czuje wszystko i nic. Że czuje się nagle dokładnie tak samo, jak siedem lat temu, bo jeszcze przed chwilą wychodziła z siebie, mając wrażenie że najdroższa jej na świecie osoba umrze jej w ramionach pod francuskim niebem, ale teraz ten sam człowiek pewnym siebie głosem mówił, że powinna zniknąć.

Już parę razy tego próbowała, ale nigdy jej nie wyszło. Zawsze ktoś ją ratował.

- Co ty mówisz? - zapytała cicho, kiedy przez jej twarz przebiegały drobne skurcze, gdy twarz nie potrafiła się zdecydować jaką właściwie emocję powinna przybrać. - Dlaczego to robisz? Dlaczego... Czego chciałam to żebyś mnie kochał i żebyś dał się kochać. Dlaczego nie możesz mi na to pozwolić? Dlaczego chcesz żebym zniknęła, jakby ta wojna niszczyła tylko mnie? Pamiętasz jeszcze, czy już może zapomniałeś, że wszystko było mi jedno gdzie jestem i kim jesteś, kiedy byłeś obok mnie? Ale ciebie nie ma nawet tutaj, nawet w tym pokoju, nawet teraz, jest tylko połowa. Połowa, którą z jakiegoś powodu decydujesz się mi pokazać, uważając że ta druga na moment nie istnieje, albo że ja nie wiem że istnieje... - cofnęła dłonie, nagle wzdrygając się na sam dźwięk swojego głosu, wodząc niespokojnym spojrzeniem dookoła, jakby mogła znaleźć jakąkolwiek koherentną myśl leżącą na dywanie, stoliku czy może ustawioną na którejś półce. - Wiesz, że nie mogę bez ciebie żyć, a każesz mi umrzeć - wyszeptała, czując jak jej ciężko i duszno. Louvain nie mógł jej złamać, ale Alexander już owszem. Oddychała ciężko, z jakąś rozpaczą, chociaż o wiele chętniej przywitałaby teraz zwykły gniew, a dłoń która wcześniej bawiła się biżuterią, teraz błądziła po niej szybciej. Palce wodziły pod łańcuszkiem naszyjnika, który sprawił jej Louvain, ale nie były w stanie go zerwać, czując zamiast tego jak powoli i systematycznie zmniejsza swój obwód. Skoro Alexander chciał ją porzucić, to po co była ta cała farsa?


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7219), Ambrosia McKinnon (4741)




Wiadomości w tym wątku
[09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 02.08.2025, 00:02
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 02.08.2025, 18:11
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 02.08.2025, 21:13
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 09.08.2025, 10:14
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 01.10.2025, 06:32
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 10.10.2025, 19:03
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 15.10.2025, 03:46
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 27.10.2025, 17:02
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 01.11.2025, 05:27
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 01.11.2025, 10:07
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 27.11.2025, 05:29
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 27.11.2025, 12:29
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 26.12.2025, 16:04
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 27.12.2025, 11:03
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Ambrosia McKinnon - 21.01.2026, 21:33
RE: [09.09.1972] Once I dreamed that we were close to each other - przez Alexander Mulciber - 24.01.2026, 18:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa