• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera

[24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#10
01.11.2025, 13:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 17:23 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Nawet słysząc odpowiedź, nie miał zielonego pojęcia, kogo tak naprawdę szukali. To znaczy, może inaczej. Imię Yaskhier po prostu nic mu nie mówiło, choć jednocześnie musiał przyznać, że było dosyć oryginalne. Kiedy jednak cofał się pamięcią do tych wszystkich poprzednich wizyt w Snowdonii, nie był w stanie skojarzyć twarzy legendarnego poszukiwacza smoka z konkretnymi ze wspomnień. Doszedł zatem do najprostszego z możliwych wniosków, że nigdy nie poznał ich wesołej zguby. W innym wypadku, nie wątpił w to, że była to raczej na tyle barwna postać, iż nie dałoby się jej zapomnieć.
Być może niezbyt uważnie śledził przebieg całej rozmowy pomiędzy paniami, wychodząc raczej z założenia, że dopóki nie padło nic, co konkretnie wskazywałoby na sugestię włączenia się do dyskusji, chyba nie powinien im przerywać (obie i tak znajdowały się znacząco z przodu), jednakże gdy do jego uszu dotarły te niezmiernie pewne swego słowa Geraldine. Cóż, odruchowo kaszlnął, tłumiąc parsknięcie i w efekcie krztusząc się kropelkami śliny zgromadzonej w ustach.
Nietrudno było domyślić się, że nie był to zwykły napad kaszelku po zbyt długim przebywaniu na świeżym powietrzu. Ba, mimo tego, że nijak nie skomentował wymiany zdań na temat sukni ślubnej, nawet nie starał się ukryć rozbawienia, jakie towarzyszyło posłaniu znaczącego spojrzenia spod uniesionych brwi w kierunku przyjaciela. Mhm. Nie to, żeby nie wierzył w zdolności, przewagi i wpływ małżonki, ale w tym wypadku nie sądził, by miało jej się powieść. A przynajmniej nie tak łatwo i gładko jak usiłowała to przedstawiać.
Z jednej strony wyjątkowo mocno chciałby to zobaczyć. Z drugiej? Chyba lepiej byłoby, żeby żadna suknia nie została dziś zniszczona. Był jednak realistą i nawet jeśli mógł trzymać za to mentalne kciuki, jakoś nie wydawało mu się to zbyt prawdopodobne. Szli w końcu do lasu, mimo pełni księżyca, prowadząc poszukiwania w niemalże całkowitej ciemności, częściowo już teraz brudząc sobie buty w mokrej trawie i w błocie, którego nad brzegiem jeziora miało być jeszcze więcej. Do tego te wszystkie małe krzaki... Ba, nawet liście paproci, w które weszli, a które najwyraźniej skrywały w sobie nieprzewidziane atrakcje.
Całe szczęście, Brenna zdążyła zauważyć pułapkę, dzięki czemu mogli ominąć dziurę, przechodząc wokół niej na tyle ostrożnie, na ile to tylko było możliwe w tych warunkach.

[+]Spoiler
Kostki – efekty
Gdzie jest mój wujek? (Na modłę: Gdzie jest moja krówka?)
1 - dostrzegasz ślady, które wiodą w stronę krzaków, ale gdy się zbliżacie, rozlega się pisk i ucieka stamtąd jakaś para - nie widzicie kto to, na pewno jednak nie był to wujek…
2 – dostrzegasz światło między drzewami. W miarę jak wędrujecie w jego stronę, grunt staje się jednak niepewny, a Geraldine przypomina sobie, że dalej zacznie się bagnisty teren – to prędzej zwodnik niż wujek!
3 – wśród liści leży kawałek ciasta weselnego, nieco nadgryziony, obok dostrzegasz ślady bosych stóp z dwoma znacznie dłuższymi paznokciami
3 – znajdujesz na ziemi charakterystyczne piórko – może zgubił je ptak, ale… wygląda prawie identycznie jak to od kapelusza wujka
4 – pusta butelka porzucona w krzakach bez wątpienia została zabrana z weselnego stołu – zgubił ją wujek czy ktoś jeszcze udał się tą drogą…?
Rzut 1d5 - 1




Zatrzymał się, unosząc dłoń w górę, by dać znak reszcie, że coś zwróciło jego uwagę. Pochylił się nieco, przyglądając się odciskom butów w miękkiej ziemi. Zmarszczył brwi, rozpoznając również charakterystyczne wgniecenia wśród paproci. Ktoś tędy przeszedł i to niedawno. Ślady były świeże, zbyt wyraźne, by pochodziły sprzed dnia czy dwóch.
- Tutaj - rzucił krótko, po czym ruszył w stronę krzaków, stawiając jak najostrożniejsze kroki, aby nie wpaść przypadkiem w jakiś kolejny ukryty dół.
Nie spodziewał się zupełnie tego, co rozegrało się w kolejnej sekundzie. Rozległ się nagły, przenikliwy pisk, a zaraz potem z gęstwiny wypadła jakaś para. Kobieta z liśćmi we włosach i rumieńcem na policzkach wyglądała na kogoś, kto wolałby znaleźć się w dowolnym innym miejscu. Towarzyszący jej mężczyzna, z rozchełstanym kołnierzem, częściowo rozpiętymi spodniami i wyraźnymi śladami pocałunków na szyi, próbował zachować resztki godności, choć efekt był marny.
Roise zatrzymał się gwałtownie, niemalże sięgając już po różdżkę, ale w ostatniej chwili rezygnując z tego pomysłu. Zamiast tego, odruchowo cofnął się o pół kroku, unosząc brew z lekkim niedowierzaniem. Przez moment wpatrywał się w poruszające się chaotycznie krzaki, nawet nie mrugając. Aż wreszcie ludzie, którzy się z nich wyłonili rzucili się do panicznej ucieczki w przeciwną stronę.
Kobieta potykała się o spódnicę własnej sukni, co chwilę błyszcząc halką. Miała naprawdę dużą pajęczynę zaczepioną na rudych, mocno zwichrzonych włosach, które w tym świetle i zważywszy na okoliczności wyglądały przez to niczym przykryte welonem. Jej z pewnością świeży małżonek (wersja kaznodzieja friendly) prezentował się trochę mniej dramatycznie, ale także potykał się o własne nogi. Rozpięty pasek bujał się przy jego udach, wydając z siebie metaliczne dzyń za każdym razem, gdy klamra uderzała o coś w kieszeni mężczyzny, zapewne o zapalniczkę. I to małą.
Zaczerwienione twarze rozmyły się w pośpiechu, gdy para aktorów wykonała swój taktyczny odwrót. Zażenowane lica ledwie błysnęły w półcieniu, zanim oboje zniknęli w kierunku zabudowań, niczym sarenki kopytkując w stronę namiotów.
Z ustami wykrzywionymi w czymś pomiędzy rozbawieniem a niedowierzaniem, Ambroise odprowadził ich wzrokiem. Dopiero moment później opuścił rękę, którą prawie sięgnął po różdżkę, odchrząknął i powoli wypuścił powietrze przez nos.
- Cóż - odezwał się w końcu, unosząc brew. - Wygląda na to, że ktoś inny też wpadł na pomysł dogłębnej eksploracji terenu - spojrzał po towarzyszach, a kąciki jego ust drgnęły w uśmiechu.
Nie próbował ukryć rozbawienia. Sytuacja była trochę zbyt absurdalna, by mógł zachować powagę.
- Przynajmniej wiemy, że wesele było udane - dodał z udawaną powagą, poprawiając mankiet.
Zatrzymał spojrzenie na krzakach, które wciąż jeszcze poruszały się pod wpływem wcześniejszego zamieszania. Nie wyglądał na szczególnie zgorszonego, odchrząkując raz jeszcze, jakby nic się nie stało, choć na jego twarzy wciąż czaił się cień uśmiechu. Niby nie Noc Świętojańska, a paprocie kwitły aż miło.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2108), Benjy Fenwick (1696), Brenna Longbottom (1970), Geraldine Greengrass-Yaxley (1710), Pan Losu (69), Sebastian Macmillan (1249)




Wiadomości w tym wątku
[24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 28.10.2025, 09:45
RE: [24.09, nad ranem] Polowanie na Yaskhiera - przez Pan Losu - 28.10.2025, 09:45
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.10.2025, 14:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 28.10.2025, 23:06
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.10.2025, 19:09
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 30.10.2025, 17:35
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Pan Losu - 30.10.2025, 17:35
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 31.10.2025, 12:57
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.10.2025, 13:48
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.11.2025, 13:42
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 01.11.2025, 19:06
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 04.11.2025, 23:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 05.11.2025, 10:51
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.11.2025, 16:59
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 18:02
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Benjy Fenwick - 11.11.2025, 19:07
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Sebastian Macmillan - 14.11.2025, 22:16
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Brenna Longbottom - 15.11.2025, 12:56
RE: [24.09, nad ranem, Snowdonia] Polowanie na Yaskhiera - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2025, 22:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa