22.02.2023, 23:31 ✶
Uniosła dość wysoko brew. To nie tak, owszem, że do reguł podchodziła z jak największą starannością – co przecież wyssała z mlekiem matki (tak, trąciło ro mocno hipokryzją) – tyle że w tym konkretnym przypadku ich nietrzymanie się mogło sprowadzić na jej głowę kłopoty.
A tych zdecydowanie nie chciała, tak samo jak też nie pragnęła, żeby Dom stracił punkty w corocznej rywalizacji o Puchar. Tak, punkty w tej chwili były dla niej ważniejsze niż problemy Edgara. Zwłaszcza że na dobrą sprawę pozostawały one bliżej nieokreślone, bowiem nienazwane na głos.
- Naprawdę myślisz, że przez trzysta lat nie zmieniły się żadne reguły? Nawet prawo się zmienia, a co dopiero szkolne zasady – wytknęła. Nie planowała raczej iść w ślady matki, toteż nieszczególnie kwapiła się do przeglądania zapisów z kilku wieków, byleby tylko udowodnić, że z cała pewnością zachodziły zmiany. Zresztą. Czy naprawdę musiała to robić?
W swojej własnej opinii – zdecydowanie nie.
- … i jesteś pewna, że nie możesz spróbować ponegocjować z Ministerstwem? Nie wiem, jak długo tu jesteś, ale chyba już trochę upłynęło…? Wiesz, cała wieczność wydaje się być… niezbyt adekwatną karą – podsunęła dość ostrożnym tonem. W końcu coś w domu podłapała, bo podłapała, ale nie orientowała się aż tak, żeby móc zasugerować konkretne paragrafy i tak dalej, i tak dalej.
Tak, zdecydowanie żaden z niej był prawnik.
Być może poczyniłaby parę interesujących spostrzeżeń, gdyby podczas tej rozmowy choć na chwilę zainteresowała się bliżej Edgarem i mową jego ciała. Być może. Ale nie – skupiała się w pełni na Marcie, uważnie obserwując panią duch i wysłuchując jej historii. W Hogwarcie umarł uczeń – brzmiał dość niepokojąco jak na miejsce, które miało być bezpieczne. Zwłaszcza że młodzi ludzie mieli wiele przeróżnych rzeczy w głowie, magia zaś stanowiła… cóż, dawała naprawdę wiele możliwości.
- Przepraszam, ale to brzmi trochę... dziwnie. Nie to, że ci nie wierzę – tylko no. Same oczy i nic więcej? Żadnych słów, żadnego błysku zaklęcia? – zdumiała się Eunice. Ba, nie tyle dziwnie, co niepokojąco, bo jak się bronić przed takim czymś? Ale jeśli to było dawno, a chłopiec rzeczywiście chłopcem, to może już nie przebywał w murach Hogwartu…
… chyba że został nauczycielem. Ale znów, pedagogiczne grono nie należało do znowu takich młodych (ach, to nastoletnie postrzeganie wieku!), no i nie miała informacji, kiedy w ogóle doszło do śmierci Marty. A to mogło być wskazówką.
- W każdym razie tu się zgodzę, nie darowałabym mu – wyjątkowo zgodziła się z Edgarem. I może by coś jeszcze powiedziała, tyle że…
… klamka łazienkowych drzwi się poruszyła.
A tych zdecydowanie nie chciała, tak samo jak też nie pragnęła, żeby Dom stracił punkty w corocznej rywalizacji o Puchar. Tak, punkty w tej chwili były dla niej ważniejsze niż problemy Edgara. Zwłaszcza że na dobrą sprawę pozostawały one bliżej nieokreślone, bowiem nienazwane na głos.
- Naprawdę myślisz, że przez trzysta lat nie zmieniły się żadne reguły? Nawet prawo się zmienia, a co dopiero szkolne zasady – wytknęła. Nie planowała raczej iść w ślady matki, toteż nieszczególnie kwapiła się do przeglądania zapisów z kilku wieków, byleby tylko udowodnić, że z cała pewnością zachodziły zmiany. Zresztą. Czy naprawdę musiała to robić?
W swojej własnej opinii – zdecydowanie nie.
- … i jesteś pewna, że nie możesz spróbować ponegocjować z Ministerstwem? Nie wiem, jak długo tu jesteś, ale chyba już trochę upłynęło…? Wiesz, cała wieczność wydaje się być… niezbyt adekwatną karą – podsunęła dość ostrożnym tonem. W końcu coś w domu podłapała, bo podłapała, ale nie orientowała się aż tak, żeby móc zasugerować konkretne paragrafy i tak dalej, i tak dalej.
Tak, zdecydowanie żaden z niej był prawnik.
Być może poczyniłaby parę interesujących spostrzeżeń, gdyby podczas tej rozmowy choć na chwilę zainteresowała się bliżej Edgarem i mową jego ciała. Być może. Ale nie – skupiała się w pełni na Marcie, uważnie obserwując panią duch i wysłuchując jej historii. W Hogwarcie umarł uczeń – brzmiał dość niepokojąco jak na miejsce, które miało być bezpieczne. Zwłaszcza że młodzi ludzie mieli wiele przeróżnych rzeczy w głowie, magia zaś stanowiła… cóż, dawała naprawdę wiele możliwości.
- Przepraszam, ale to brzmi trochę... dziwnie. Nie to, że ci nie wierzę – tylko no. Same oczy i nic więcej? Żadnych słów, żadnego błysku zaklęcia? – zdumiała się Eunice. Ba, nie tyle dziwnie, co niepokojąco, bo jak się bronić przed takim czymś? Ale jeśli to było dawno, a chłopiec rzeczywiście chłopcem, to może już nie przebywał w murach Hogwartu…
… chyba że został nauczycielem. Ale znów, pedagogiczne grono nie należało do znowu takich młodych (ach, to nastoletnie postrzeganie wieku!), no i nie miała informacji, kiedy w ogóle doszło do śmierci Marty. A to mogło być wskazówką.
- W każdym razie tu się zgodzę, nie darowałabym mu – wyjątkowo zgodziła się z Edgarem. I może by coś jeszcze powiedziała, tyle że…
… klamka łazienkowych drzwi się poruszyła.
410/2051
Koniec sesji