01.11.2025, 19:27 ✶
– Tak. Ja też – mruknęła, nie do końca wiedząc, czy będzie lepiej jeśli będzie próbowała być nastawiona wobec sytuacji Alice pozytywnie, czy może wręcz przeciwnie. Może jeśli z góry założy wszystko co najgorsze, to wtedy wszechświat postanowi spawić, że wszystko będzie dobrze. Ehh... Co ona się oszukiwała? Jeśli zacznie myśleć o wszystkim co najgorsze to jedynie co psiągnie to swój płacz, a wtedy to już w ogóle nikomu nie pomoże.
– Na pewno? – zapytała nie zamierzając jednak z nim się na ten temat kłócić. – Wiesz, nie zrozum mnie źle, ale w sumie to nie wyglądasz najlepiej, więc serio możemy poszukać jakiegoś bezpiecznego miejsca i przeteleporotować cię do Munga. – Z drugiej strony w szpitalu zapewnie były obecnie tłumy, a stan Henry'ego zapewne nie stanowił zagrożenia dla jego życia, więc czarodziej pewnie jedyne co to czekałby w chaosie. – Masz racje. Lepiej będzie sprawdzić twoje mieszkanie. Oczywiście, że z tobą pójdę.
Musiała przecież pomagać innym, zwłaszcza że jej samej nic nie było. A skoro nic jej nie było to mogło oznaczało to, że powinna jeszcze bardziej skupić na pomaganiu tym, dla których życie nie było dzisiaj aż tak łaskawe. Nie że dla kogokolwiek było ono łaskawe. Zaraz...Czy wypadało jej w ogóle tak myśleć skoro ona wyraźnie miała szczęście w przeciwieństwie do wszystkich wokół? Ugh...
Coś huknęło w oddali. Hestia cała się napięła i od razu rozejrzała się po okolicy w pierwszej chwili pewna, że los właśnie postanowił się wyzłośliwić i pokazać, że jednak nie miała tyle szczęścia. Cokolwiek to jednak było (może okno?) było na tyle daleko, że pozostało dla nich tajemnicą.
– No dobrze. Lepiej szybko tam chodźmy. W którym to kierunku? Potrzebujesz jakieś pomocy w przemieszczeniu się tam? Jak twój ból?
– Na pewno? – zapytała nie zamierzając jednak z nim się na ten temat kłócić. – Wiesz, nie zrozum mnie źle, ale w sumie to nie wyglądasz najlepiej, więc serio możemy poszukać jakiegoś bezpiecznego miejsca i przeteleporotować cię do Munga. – Z drugiej strony w szpitalu zapewnie były obecnie tłumy, a stan Henry'ego zapewne nie stanowił zagrożenia dla jego życia, więc czarodziej pewnie jedyne co to czekałby w chaosie. – Masz racje. Lepiej będzie sprawdzić twoje mieszkanie. Oczywiście, że z tobą pójdę.
Musiała przecież pomagać innym, zwłaszcza że jej samej nic nie było. A skoro nic jej nie było to mogło oznaczało to, że powinna jeszcze bardziej skupić na pomaganiu tym, dla których życie nie było dzisiaj aż tak łaskawe. Nie że dla kogokolwiek było ono łaskawe. Zaraz...Czy wypadało jej w ogóle tak myśleć skoro ona wyraźnie miała szczęście w przeciwieństwie do wszystkich wokół? Ugh...
Coś huknęło w oddali. Hestia cała się napięła i od razu rozejrzała się po okolicy w pierwszej chwili pewna, że los właśnie postanowił się wyzłośliwić i pokazać, że jednak nie miała tyle szczęścia. Cokolwiek to jednak było (może okno?) było na tyle daleko, że pozostało dla nich tajemnicą.
– No dobrze. Lepiej szybko tam chodźmy. W którym to kierunku? Potrzebujesz jakieś pomocy w przemieszczeniu się tam? Jak twój ból?