01.11.2025, 22:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.11.2025, 22:48 przez Lorien Mulciber.)
Odchodzi od Oleandra, aby wziąć udział w finałowym tańcu z Morpheusem.
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Lorien Mulciber nie lubowała się w atencji jak każda mała sroka.
Czuła na sobie ciężkie spojrzenie Aarona, ale przez cały ten czas tylko raz odwróciła wzrok od młodego Croucha, z którym przyszło jej prowadzić całkiem przyjemną konwersację. Krótką, bo krótką, ale wyjątkowo jak na tą dwójkę przyjemną.
Ustawiła się tak by poświęcając krewnemu niemal pełnię uwagi, zachować najbardziej optymalną odległość. Oleander mógł nie mieć o tym pojęcia, ale każdy krok się liczył. Odpowiednio daleko by rozmowa pozostała poza ciekawskimi uszami co poniektórych. Odpowiednio blisko, by nadal przebywać w zasięgu wzroku swojego… ochroniarza?
Tak, to było dobre słowo. Smakowała je przez chwilę na języku. Niewiele innych na to miejsce by pasowało. A te które pasowały... nie chciała o nich myśleć akurat teraz.
Wybicie północy przyniosło kres wszystkim rozmowom. Stała wyprostowana, kulturalnie choć nieco obojętnie przyklaskując dobieranym parom. Nie jej oceniać czy dobrze czy źle podbieranym. Los tak chciał. Może odrobinę drgnęła jej powieka, gdy usłyszała imię Aarona do duetu z nową panią Greengrass. Wróć. Greengrass-Yaxley. Ale miała przeczucie, że i Geraldine wolałaby kogo innego.
Pożegnała się milczącym skinieniem głowy z Crouchem, któremu przypadła seniorka rodu Mulciber. Nie życzyła mu nawet powodzenia, bo tutaj to potrzeba było czegoś więcej niż połamania nóg.
Prześlizgnęła się między gośćmi, nie tracąc czasu na dłuższe konwersacje; zaczepiona odpowiadała półsłówkami. Znalezienie Niewymownego w tłumie gości nie było aż tak trudne. Zwłaszcza, gdy wszyscy szykowali się do tańca.
- Panie Longbottom. Morpheusie.- Odezwała się, podchodząc tak, żeby go nie przestraszyć. Widziała jak niektórzy wciąż nie mogą się otrząsnąć po wydarzeniach z 8. września. Nie mieli okazji rozmawiać od tego czasu, nie dręczyła też Anthony'ego pytaniami o jego najbliższego przyjaciela, ale słyszała o Warowni. Oparła ostrożnie dłoń o przedramię czarodzieja. Zniżyła głos do szeptu.- Jeśli wolisz przeczekać ten taniec, nie będę mieć nic przeciwko.
Uśmiechnęła się, pozwalając Longbottomowi zdecydować czy udadzą się za Ministrą Magii na parkiet.
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Lorien Mulciber nie lubowała się w atencji jak każda mała sroka.
Czuła na sobie ciężkie spojrzenie Aarona, ale przez cały ten czas tylko raz odwróciła wzrok od młodego Croucha, z którym przyszło jej prowadzić całkiem przyjemną konwersację. Krótką, bo krótką, ale wyjątkowo jak na tą dwójkę przyjemną.
Ustawiła się tak by poświęcając krewnemu niemal pełnię uwagi, zachować najbardziej optymalną odległość. Oleander mógł nie mieć o tym pojęcia, ale każdy krok się liczył. Odpowiednio daleko by rozmowa pozostała poza ciekawskimi uszami co poniektórych. Odpowiednio blisko, by nadal przebywać w zasięgu wzroku swojego… ochroniarza?
Tak, to było dobre słowo. Smakowała je przez chwilę na języku. Niewiele innych na to miejsce by pasowało. A te które pasowały... nie chciała o nich myśleć akurat teraz.
Wybicie północy przyniosło kres wszystkim rozmowom. Stała wyprostowana, kulturalnie choć nieco obojętnie przyklaskując dobieranym parom. Nie jej oceniać czy dobrze czy źle podbieranym. Los tak chciał. Może odrobinę drgnęła jej powieka, gdy usłyszała imię Aarona do duetu z nową panią Greengrass. Wróć. Greengrass-Yaxley. Ale miała przeczucie, że i Geraldine wolałaby kogo innego.
Pożegnała się milczącym skinieniem głowy z Crouchem, któremu przypadła seniorka rodu Mulciber. Nie życzyła mu nawet powodzenia, bo tutaj to potrzeba było czegoś więcej niż połamania nóg.
Prześlizgnęła się między gośćmi, nie tracąc czasu na dłuższe konwersacje; zaczepiona odpowiadała półsłówkami. Znalezienie Niewymownego w tłumie gości nie było aż tak trudne. Zwłaszcza, gdy wszyscy szykowali się do tańca.
- Panie Longbottom. Morpheusie.- Odezwała się, podchodząc tak, żeby go nie przestraszyć. Widziała jak niektórzy wciąż nie mogą się otrząsnąć po wydarzeniach z 8. września. Nie mieli okazji rozmawiać od tego czasu, nie dręczyła też Anthony'ego pytaniami o jego najbliższego przyjaciela, ale słyszała o Warowni. Oparła ostrożnie dłoń o przedramię czarodzieja. Zniżyła głos do szeptu.- Jeśli wolisz przeczekać ten taniec, nie będę mieć nic przeciwko.
Uśmiechnęła się, pozwalając Longbottomowi zdecydować czy udadzą się za Ministrą Magii na parkiet.