• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence

[22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
02.11.2025, 00:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 18:03 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Prudence Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


Wpatrywałem się w swoje odbicie tak długo, aż kontury mojej twarzy zaczęły się rozmywać.
W świetle z przedpokoju moja skóra wyglądała na bardziej bladą niż zwykle, pomimo nietypowej, jak na Wielką Brytanię, opalenizny, oczy były zbyt ciemne, jakby wchłonęły resztki światła z mieszkania. Wszystko inne było właściwe - te same ostre rysy, ten sam cień pod oczami, którego nawet sen nie potrafiłby zetrzeć. Tylko oczy… Cholera, te oczy - spokojne, zbyt spokojne, jak tafla wody po kimś, kto już dawno utonął. Nie było w nich nic - ani cienia radości, ani nawet zmęczenia, tylko to wyciszone coś, co kłamało lepiej niż ja sam.
To nie powinno być takie trudne, prawda? Sprawianie wrażenia kogoś, kto nie rozsypuje się na drobne. Tak, byłem spokojny, zatrważająco spokojny, ale nie jak ktoś, kto cieszył się na wizytę, tylko już dawno pogodził się z czymś, z czym nie powinien. Z zewnątrz wszystko wyglądało w porządku, koszula była dopasowana, mankiety zapięte, włosy przygładzone, tylko że wewnątrz coś się we mnie kruszyło - drobny pył emocji, wewnętrzny syf sypał się bezgłośnie, gdzieś między oddechami. Chciałem dziś wyglądać jak ktoś… Normalny, jak facet, który zasługuje na swoją dziewczynę. Chciałem, żeby rodzice Prudence zobaczyli we mnie coś więcej niż tego klątwołamacza z Nokturnu, który pewnie pije za dużo i śpi za mało. Miałem wyglądać przyzwoicie. Uprzejmie. Wzbudzać zaufanie.
Zamiast tego wpatrywał się we mnie ktoś, kto wyglądał, jakby zaraz miał coś złamać, albo kogoś. Zacisnąłem usta, poprawiłem kołnierz koszuli, poprawiłem raz jeszcze, chociaż nie wymagał poprawki - odruch, tak samo sztuczny jak ten wyraz twarzy, który właśnie sobie narzucałem. Ta maska - napięta, nieprzystępna, odporna, nie pozwalała mi się rozsypać, ale robiła ze mnie kogoś, kogo nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby zaprosić na obiad.
Miałem dziś wyglądać jak człowiek - taki, którego można lubić, zaprosić do stołu, pochwalić przed sąsiadami. Tym, który potrafił się uśmiechnąć i powiedzieć coś miłego, kiedy ojciec Prudence opowiadałby o swoich sukcesach w szpitalu, a matka mówiłaby coś o ciastach. Tym, który nie budził niepokoju, ale w lustrze widziałem tylko kogoś, kto udawał, że nie słyszał własnego głosu sprzed pięciu minut, wypowiadającego bluźnierstwo w kuchni. Miałem być „chłopakiem Prudence” - tym, który potrafił powiedzieć „dzień dobry” bez brzmienia, jakby warczał to przez zaciśnięte zęby. Miałem wyglądać jak ktoś, kto był wart jej zainteresowania. A zobaczyłem w odbiciu twarz człowieka, który przywdziewał maskę tylko po to, żeby się nie rozpaść. Pociągnąłem materiał koszuli, wygładziłem ją na piersi, poprawiłem kołnierzyk. Ręce lekko mi drżały, ale zignorowałem to, jak wszystko inne - przynajmniej ruchy miałem wciąż precyzyjne. Rytuał - każdy gest to sposób na przeżycie.
W kuchni piec już ucichł - wyłączyłem go wcześniej, wyjąłem formę, pozwoliłem, by to coś, co tam zrobiłem, ostygało. Nie miałem apetytu, wino kończyło się w butelce, a ja naprawdę próbowałem zakończyć na tamtych dwóch kieliszkach. Nie dla zdrowia - dla kontroli. Obiecałem sobie, że nie będzie trzeciego - obiecałem sobie wiele rzeczy. Usiadłem na brzegu kanapy, cisza znów mnie owinęła. Czekałem - na nią, na ten cholerny dźwięk klucza, na powód, żeby udawać, że wszystko jest w porządku, ale wiedziałem, że się nie uda, nie potrafię być tym, kim powinienem, i nawet jeśli się uśmiechnę, to będzie to ten uśmiech, który ludzie widzą i czują w nim coś niebezpiecznego. Miałem wyrzut do siebie o to - o wszystko. O to, że nawet próbując się postarać, wychodziłem jak parodia człowieka, ktoś, kto nie umiał być miły i przystępny, tylko udawał, że wie, jak to się robi.
Zegar tykał zbyt głośno, jakby liczył czas do mojej porażki. Wypuściłem powietrze, powoli, z oporem, złapałem się na tym, że raz po raz poprawiam mankiet, jakbym szykował się nie na kolację, tylko na przesłuchanie. Wiedziałem już, że nie uda mi się dziś sprawiać dobrego wrażenia. Nie z taką twarzą, nie z tym, co siedziało mi pod skórą, w tym właśnie tkwił ten obrzydliwy paradoks - chciałem się postarać, naprawdę, chciałem, by rodzice Prudence pomyśleli „dobrze trafiła”, a nie „co ona w nim widzi”.
- Nie spiepsz tego. - Powiedziałem do swojego odbicia, mierząc się z nim wzrokiem z kilku metrów, ale nawet ono nie wyglądało, jakby mi wierzyło - i może to właśnie było najgorsze, bo kiedy patrzyłem w lustro, nie widziałem w nim kłamcy. Widziałem kogoś, kto naprawdę jest tym, za kogo ludzie go biorą.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2296), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (1957)




Wiadomości w tym wątku
[22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 02.11.2025, 00:35
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 02.11.2025, 00:35
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 02.11.2025, 16:21
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 03.11.2025, 00:23
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 03.11.2025, 18:36
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 03.11.2025, 19:59
RE: [22/09/1972] And a white fucked fence… | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 03.11.2025, 22:20

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa