02.11.2025, 00:46 ✶
- Szczerze wątpię - powiedział powoli, bo przez moment faktycznie się zaczął zastanawiać, czy przypadkiem nie chodziło o szpital, ale w sumie czemu by miało? Odnosił wrażenie, że wtedy otrzymana wiadomość brzmiałaby nieco inaczej, bo może i Florence bywała w szpitalu nieco zbyt długo, ale tam nie mieszkała.
- Laurent to taki brat - przyznał, bo zwykle myślał o nim w tych kategoriach, a nie spychając go na dalszą linię pokrewieństwa. Nie był też pewien, na ile blisko Victoria była z takim Louvainem czy Aidanem. - A ty... ty jesteś kobietą, Vika, nie wiem czy zauważyłaś. To co innego, jak baba ma braci - pokręcił nosem. Pewnie inaczej by się zapatrywał na całą sytuację, gdyby nie prosty fakt że Florence była jaka była. Atreus mógł wydziwiać i wykręcać się od odpowiedzialności całe życie, albo robić rodzeństwu na złość, ale nigdy się z nią przecież nie tłukł. To samo tyczyło się jego kuzynek. Bić się mógł tylko z bratem, kuzynami i kolegami. - Oj ja już doskonale pamiętam jaki był z niego gnojek jak był młodszy - odpowiedział z przekąsem, zaciągając się zaraz znowu papierosem. - No przecież nie - wywrócił na nią oczami i to był trochę dla niego koniec rozmowy, bo chyba by go na kole musiała łamać, żeby się przed nią przyznał do strzelenia Laurenta w lecie. Ta historia miała zostać między nim, Prewettem i Florence.
- Wydaje mi się, że nie? A przynajmniej byłoby dobrze, gdyby się pośpieszył, ale tak, zaczekałbym na niego. Chodź, usiądź sobie - westchnął sobie i usadowił się na podłokietniku szerokiej kanapy. - Ja mam trochę nadzieję, ze nie, bo nie wiem gdzie on tego konia zaparkuje - prychnął jeszcze. Ale cóż, pozostawało im tylko czekać.
- Laurent to taki brat - przyznał, bo zwykle myślał o nim w tych kategoriach, a nie spychając go na dalszą linię pokrewieństwa. Nie był też pewien, na ile blisko Victoria była z takim Louvainem czy Aidanem. - A ty... ty jesteś kobietą, Vika, nie wiem czy zauważyłaś. To co innego, jak baba ma braci - pokręcił nosem. Pewnie inaczej by się zapatrywał na całą sytuację, gdyby nie prosty fakt że Florence była jaka była. Atreus mógł wydziwiać i wykręcać się od odpowiedzialności całe życie, albo robić rodzeństwu na złość, ale nigdy się z nią przecież nie tłukł. To samo tyczyło się jego kuzynek. Bić się mógł tylko z bratem, kuzynami i kolegami. - Oj ja już doskonale pamiętam jaki był z niego gnojek jak był młodszy - odpowiedział z przekąsem, zaciągając się zaraz znowu papierosem. - No przecież nie - wywrócił na nią oczami i to był trochę dla niego koniec rozmowy, bo chyba by go na kole musiała łamać, żeby się przed nią przyznał do strzelenia Laurenta w lecie. Ta historia miała zostać między nim, Prewettem i Florence.
- Wydaje mi się, że nie? A przynajmniej byłoby dobrze, gdyby się pośpieszył, ale tak, zaczekałbym na niego. Chodź, usiądź sobie - westchnął sobie i usadowił się na podłokietniku szerokiej kanapy. - Ja mam trochę nadzieję, ze nie, bo nie wiem gdzie on tego konia zaparkuje - prychnął jeszcze. Ale cóż, pozostawało im tylko czekać.
Koniec sesji