Nienawidziła mieć w pracy do czynienia z mugolami. Nie, żeby coś do nich miała (bo byli jej na wskroś obojętni), ale mogło to być (i najpewniej było) uprzedzenie po pracy z Czarodziejskim Pogotowiu Ratowniczym, gdzie najczęstsze interwencje mieli albo do rozszczepionych po teleportacji czarodziejów, albo do jakiegoś naruszenia Kodeksu Tajności przy mugolach (z różnego powodu) i zwyczajnie nie był to jej ulubiony moment tej pracy. Jako auror zdecydowaną większość czasu miała do czynienia z czarodziejami, z nimi wiedziała jak się obchodzić, co robić, a mugole… Nawet jeśli coś tam o nich wiedziała, siłą rzeczy, to nie byli jej ulubioną „rasą” pod słońcem i gdyby mogła – to by ich unikała.
Ale nie zawsze mogła.
I to był ten moment, gdy niestety musieli się z nimi porozumieć. Spróbować myśleć jak oni – a nie miała o mugolach najlepszego zdania, bo miała ich za chciwych i o ograniczonych horyzontach. Nie bez powodu czarodzieje ukrywali swoją społeczność w świecie pełnym mugoli.
– A bo – zaczęła, nadal trzymając dłoń przy oczach, by osłonić się od ostatnich, oślepiających promieni. – być może się to wam opłaci – nie wiedziała, czy pójdą na sypnięcie groszem, ale była gotowa na taki rozwój sytuacji, nie byłby to pierwszy raz, kiedy trzeba było rzucić hajsem, żeby się ludziom rozwiązywały usta i magicznie wróciła pamięć.