23.02.2023, 01:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 00:44 przez Daisy Lockhart.)
Daisy posłała Reginie promienny uśmiech.
- Mam nadzieję, że tak będzie – powiedziała szczerze. Może nie do końca kierowała się właściwymi intencjami w tej sprawie, ale fakt pozostawał faktem i rzeczywiście miała nadzieję, że jej artykuł okaże się sukcesem i zainteresuje właściwych przedstawicieli Ministerstwa Magii. I przy okazji pokaże wszystkim, że Daisy Lockhart potrafiła wyczuć nosem właściwy temat i napisach o problemach, które nękały zwykłych czarodziei i mugoli a nie tylko o balach i informacjach o czarodziejskich celebrytach. – A co się ostatnio dzieje ze społecznością trytonów na południowozachodnich wybrzeżach? Znaczy, pan Patil uważał, że ta istota, która cię zaatakowała na molo, mogła mieć coś wspólnego z trytonami? – zapytała, gdy szły do „Wesołej Makreli”.
Odwrotnie do Rowle w jej zachowaniu nie było wielkiego wahania, gdy wchodziły do środka. Tak właściwie, to nie było w niej żadnego wahania. Daisy, ogólnie, rzadko bywała na tyle krytyczna wobec samej siebie, by zastanawiać się nad tym, jak to co robiła wyglądało z boku.
I może było to z jej strony dość głupie, ale nie pomyślała wcale, że wygląd Reginy może wywołać w miejscowych zaciekawienie. Tak, była wysoka i wyglądała może nieco podejrzanie, ale młoda dziennikarka była na tyle egotyczna, by nie zrozumieć, że skoro dla niej nie stanowiło to żadnego problemu, to dla innych jednak mogło.
Choć stereotypowo, jako kobieta, Daisy powinna bardzo przejmować się swoim wyglądem – to tego dnia, jakoś o nim nie myślała (tak naprawdę to rzadko skupiała na nim szczególną uwagę). Zdarzenia z molo były zbyt żywe i zbyt fascynujące, by miała teraz zastanawiać się nad tym, że jej włosy były spuszone a cała pewnie dawała trochę wiatrem, glonami i słoną wodą. Zresztą, weszły właśnie do „Wesołej Makreli”, jej zdaniem, po dzisiejszych wydarzeniach, pasowały do wnętrza idealnie.
Uśmiechnęła się do sprzedawczyni ładnie, a potem wodziła wzrokiem między barmanką, Bernardem a Reginą. Przelotnie pomyślała o tym, że Rowle chyba była nieśmiała, co przy jej aparycji stawało się odrobinę rozczulające. A potem, w głowie, zadźwięczały jej słowa mężczyzny: „Wszyscy wiemy, że morze wymaga szacunku, a nikt teraz go nie okazuje. Z Londynu leci cały syf, łowiska są wykorzystywane do granic możliwości…” i prawie się zirytowała, że nie pozwolono mu skończyć. Osobiście, Daisy nie za bardzo się znała czarodziejskich istotach żyjących w morzu a Bernard naprawdę mógł być starym bajarzem, ale może faktycznie coś zmusiło tę przedziwną istotę do pojawienia się przy drewnianym molo. Albo nawet więcej, być może ta istota mściła się za coś? O, to znowu brzmiało jak fascynujący temat do gazety.
- Ja poproszę herbatę. Może być z czymś mocniejszym. To chyba będzie po irlandzku? – zaryzykowała z nazwą. – Tato zawsze taką pije, kiedy chce uniknąć przeziębienia – wyjaśniła. W międzyczasie sięgnęła po portfel i wyciągnęła z niego pieniądze by zapłacić za nie obie. Zachowała na tyle przytomności umysłu, by nie pokazywać barmance, że miała ze sobą też pieniądze czarodziejów. – Naprawdę tylu się tu ostatnio podobnych do nas kręci? – zapytała. – Przyjezdnych?
*
Daisy przesiedziała z Reginą jeszcze trochę czasu. Wsłuchiwała się w przyjazny głos większej kobiety i patrzyła na nią ciepłymi oczami. Potem obie rozeszły się w swoje strony.
- Mam nadzieję, że tak będzie – powiedziała szczerze. Może nie do końca kierowała się właściwymi intencjami w tej sprawie, ale fakt pozostawał faktem i rzeczywiście miała nadzieję, że jej artykuł okaże się sukcesem i zainteresuje właściwych przedstawicieli Ministerstwa Magii. I przy okazji pokaże wszystkim, że Daisy Lockhart potrafiła wyczuć nosem właściwy temat i napisach o problemach, które nękały zwykłych czarodziei i mugoli a nie tylko o balach i informacjach o czarodziejskich celebrytach. – A co się ostatnio dzieje ze społecznością trytonów na południowozachodnich wybrzeżach? Znaczy, pan Patil uważał, że ta istota, która cię zaatakowała na molo, mogła mieć coś wspólnego z trytonami? – zapytała, gdy szły do „Wesołej Makreli”.
Odwrotnie do Rowle w jej zachowaniu nie było wielkiego wahania, gdy wchodziły do środka. Tak właściwie, to nie było w niej żadnego wahania. Daisy, ogólnie, rzadko bywała na tyle krytyczna wobec samej siebie, by zastanawiać się nad tym, jak to co robiła wyglądało z boku.
I może było to z jej strony dość głupie, ale nie pomyślała wcale, że wygląd Reginy może wywołać w miejscowych zaciekawienie. Tak, była wysoka i wyglądała może nieco podejrzanie, ale młoda dziennikarka była na tyle egotyczna, by nie zrozumieć, że skoro dla niej nie stanowiło to żadnego problemu, to dla innych jednak mogło.
Choć stereotypowo, jako kobieta, Daisy powinna bardzo przejmować się swoim wyglądem – to tego dnia, jakoś o nim nie myślała (tak naprawdę to rzadko skupiała na nim szczególną uwagę). Zdarzenia z molo były zbyt żywe i zbyt fascynujące, by miała teraz zastanawiać się nad tym, że jej włosy były spuszone a cała pewnie dawała trochę wiatrem, glonami i słoną wodą. Zresztą, weszły właśnie do „Wesołej Makreli”, jej zdaniem, po dzisiejszych wydarzeniach, pasowały do wnętrza idealnie.
Uśmiechnęła się do sprzedawczyni ładnie, a potem wodziła wzrokiem między barmanką, Bernardem a Reginą. Przelotnie pomyślała o tym, że Rowle chyba była nieśmiała, co przy jej aparycji stawało się odrobinę rozczulające. A potem, w głowie, zadźwięczały jej słowa mężczyzny: „Wszyscy wiemy, że morze wymaga szacunku, a nikt teraz go nie okazuje. Z Londynu leci cały syf, łowiska są wykorzystywane do granic możliwości…” i prawie się zirytowała, że nie pozwolono mu skończyć. Osobiście, Daisy nie za bardzo się znała czarodziejskich istotach żyjących w morzu a Bernard naprawdę mógł być starym bajarzem, ale może faktycznie coś zmusiło tę przedziwną istotę do pojawienia się przy drewnianym molo. Albo nawet więcej, być może ta istota mściła się za coś? O, to znowu brzmiało jak fascynujący temat do gazety.
- Ja poproszę herbatę. Może być z czymś mocniejszym. To chyba będzie po irlandzku? – zaryzykowała z nazwą. – Tato zawsze taką pije, kiedy chce uniknąć przeziębienia – wyjaśniła. W międzyczasie sięgnęła po portfel i wyciągnęła z niego pieniądze by zapłacić za nie obie. Zachowała na tyle przytomności umysłu, by nie pokazywać barmance, że miała ze sobą też pieniądze czarodziejów. – Naprawdę tylu się tu ostatnio podobnych do nas kręci? – zapytała. – Przyjezdnych?
*
Daisy przesiedziała z Reginą jeszcze trochę czasu. Wsłuchiwała się w przyjazny głos większej kobiety i patrzyła na nią ciepłymi oczami. Potem obie rozeszły się w swoje strony.
Koniec sesji