03.11.2025, 18:02 ✶
Ponownie skinęła głową, słysząc o Maida Vale. Z kolei informacja o stanie domu rodziny Parkinson ewidentnie bardziej ją poruszyła.
– Przykro mi. – w tych słowach można było usłyszeć szczere współczucie. Choć Lana nigdy nie była dobra w pocieszaniu innych (ani w jakiejkolwiek czynności wymagającej radzenia sobie z emocjami), tym razem naprawdę starała się okazać troskę. – Rzeczy fizyczne nie są tak istotne jak zdrowie czy życie, ale... Często mają dla ludzi pewną wartość. Mam nadzieję, że twoje kuzynki otrzymają odpowiednie wsparcie. – jako historyczka, Dolohovówna dobrze rozumiała przywiązanie do przedmiotów. W rzeczach, które inni uznaliby za śmieci, widziała świadków wydarzeń (choć zapewne wynikało to po części z bycia widmowidzem). Lana zbierała wszystko, co wzbudziło jej zainteresowanie lub mogło przydać się podczas badań. Opasłe księgi i pamiętniki, możliwie przeklęte amulety oraz wszelkie przedmioty wykorzystywane w codziennym życiu, o przeróżnych pamiątkach z zagranicznych podróży nie wspominając. Na przestrzeni lat skompletowała całkiem pokaźną kolekcję takich "zabytków", która stanowiła jej oczko w głowie. A teraz wszystko to obróciło się w popiół... Ta strata napawała ją ogromnym smutkiem, choć w porównaniu z bólem po śmierci matki, była w zasadzie nieodczuwalna.
Gdy dopadł ją atak kaszlu, intuicyjnie oparła się o ramię Louvain i przyjęła jego chusteczkę. Zupełnie nie myślała o tym, jak ten gest mógłby zostać zinterpretowany przez postronnych obserwatorów; przecież sama nie miała żadnych dwuznacznych intencji. Gdy tylko kaszel ustał, Dolohovówna chciała podziękować Lestrange'owi za pomoc oraz wytłumaczyć sytuację uzdrowicielowi ale nie zdążyła, ponieważ... Louvain nazwał ją Panią Lestrange?! Słysząc to, Lana wybałuszyła oczy z zaskoczenia. Nie mogła pojąć, jaki był w tym cel mężczyzny. Dla czarownicy większość interakcji społecznych przebiegała według określonego scenariusza, a zachowania wyłamujące się ze schematu były trudne do zrozumienia – zwłaszcza jeśli ktoś z własnej woli komplikował sytuację. Dolohovówna była w tamtym momencie zbyt oszołomiona by jakkkolwiek zareagować i dała się zaprowadzić do gabinetu, wciąż wsparta o ramię towarzysza.
Ton Louvain oraz wspomnienie nazwiska Lestrange faktycznie zadziałało na uzdrowiciela. Od razu skupił się na Lanie i odnosił się do niej z pełnym szacunkiem. Jako, że stan czarownicy szybko się ustabilizował, wizyta przebiegła dość rutynowo. Uzdrowiciel przebadał ją (szczęśliwie bez konieczności zdejmowania ubrań), a następnie zadawał pytania dotyczące stanu zdrowia. Dolohovówna odpowiadała krótko, lecz treściwie, bez wdawania się w dłuższe dyskusje (i starając się nie okazywać zmieszania obecnością młodszego mężczyzny). Ostatecznie uzdrowiciel zalecił jej specyfiki powszechnie stosowane na kaszel, co wywołało u kobiety lekkie zdziwienie.
– Na ten moment nie znamy niestety lepszego remedium. – westchnął starszy czarodziej. Najwyraźniej jego również martwił obecny stan rzeczy. – Zakładam, że ma pan takie same objawy jak żona? – zwrócił się w stronę Louvain. Lana wbiła wzrok w podłogę, żeby ukryć swoją zakłopotaną reakcję na te słowa.
– Przykro mi. – w tych słowach można było usłyszeć szczere współczucie. Choć Lana nigdy nie była dobra w pocieszaniu innych (ani w jakiejkolwiek czynności wymagającej radzenia sobie z emocjami), tym razem naprawdę starała się okazać troskę. – Rzeczy fizyczne nie są tak istotne jak zdrowie czy życie, ale... Często mają dla ludzi pewną wartość. Mam nadzieję, że twoje kuzynki otrzymają odpowiednie wsparcie. – jako historyczka, Dolohovówna dobrze rozumiała przywiązanie do przedmiotów. W rzeczach, które inni uznaliby za śmieci, widziała świadków wydarzeń (choć zapewne wynikało to po części z bycia widmowidzem). Lana zbierała wszystko, co wzbudziło jej zainteresowanie lub mogło przydać się podczas badań. Opasłe księgi i pamiętniki, możliwie przeklęte amulety oraz wszelkie przedmioty wykorzystywane w codziennym życiu, o przeróżnych pamiątkach z zagranicznych podróży nie wspominając. Na przestrzeni lat skompletowała całkiem pokaźną kolekcję takich "zabytków", która stanowiła jej oczko w głowie. A teraz wszystko to obróciło się w popiół... Ta strata napawała ją ogromnym smutkiem, choć w porównaniu z bólem po śmierci matki, była w zasadzie nieodczuwalna.
Gdy dopadł ją atak kaszlu, intuicyjnie oparła się o ramię Louvain i przyjęła jego chusteczkę. Zupełnie nie myślała o tym, jak ten gest mógłby zostać zinterpretowany przez postronnych obserwatorów; przecież sama nie miała żadnych dwuznacznych intencji. Gdy tylko kaszel ustał, Dolohovówna chciała podziękować Lestrange'owi za pomoc oraz wytłumaczyć sytuację uzdrowicielowi ale nie zdążyła, ponieważ... Louvain nazwał ją Panią Lestrange?! Słysząc to, Lana wybałuszyła oczy z zaskoczenia. Nie mogła pojąć, jaki był w tym cel mężczyzny. Dla czarownicy większość interakcji społecznych przebiegała według określonego scenariusza, a zachowania wyłamujące się ze schematu były trudne do zrozumienia – zwłaszcza jeśli ktoś z własnej woli komplikował sytuację. Dolohovówna była w tamtym momencie zbyt oszołomiona by jakkkolwiek zareagować i dała się zaprowadzić do gabinetu, wciąż wsparta o ramię towarzysza.
Ton Louvain oraz wspomnienie nazwiska Lestrange faktycznie zadziałało na uzdrowiciela. Od razu skupił się na Lanie i odnosił się do niej z pełnym szacunkiem. Jako, że stan czarownicy szybko się ustabilizował, wizyta przebiegła dość rutynowo. Uzdrowiciel przebadał ją (szczęśliwie bez konieczności zdejmowania ubrań), a następnie zadawał pytania dotyczące stanu zdrowia. Dolohovówna odpowiadała krótko, lecz treściwie, bez wdawania się w dłuższe dyskusje (i starając się nie okazywać zmieszania obecnością młodszego mężczyzny). Ostatecznie uzdrowiciel zalecił jej specyfiki powszechnie stosowane na kaszel, co wywołało u kobiety lekkie zdziwienie.
– Na ten moment nie znamy niestety lepszego remedium. – westchnął starszy czarodziej. Najwyraźniej jego również martwił obecny stan rzeczy. – Zakładam, że ma pan takie same objawy jak żona? – zwrócił się w stronę Louvain. Lana wbiła wzrok w podłogę, żeby ukryć swoją zakłopotaną reakcję na te słowa.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.