- Czasem mi się zdarza. - Nie był to moment, w którym zamierzała się kłócić, że w jej mniemaniu zawsze była rozsądna, chociaż trochę tak to widziała. No, bywały chwile, kiedy nie do końca kierowała się rozsądkiem, ale zazwyczaj działo się tak przez to, że znajdowała się w nieodpowiednim towarzystwie, przy osobie, która potrafiła powodować, że przestawała myśleć, dzisiaj jednak całkiem wyjątkowo było wręcz przeciwnie.
Naprawdę miała nadzieję, że szybko uda im się dotrzeć do zamku i będą mogli zapomnieć o tym, co się wydarzyło, albo chociaż udawać, że to nie miało miejsca, bo jednak z tym zapomnieniem... cóż, raczej nie było jej to pisane. Był to jeden z tych momentów, które pewnie będzie pamiętać bardzo długo, z racji na swoją nieporadność. - Dzięki. - Może i chciała znaleźć się w środku jak najszybciej, wiedziała jednak, że to nie było do końca możliwe, bo jej ruchy w tej chwili były bardzo spokojne, nie chciała jeszcze bardziej sobie zaszkodzić.
Śnieg nie przestawał prószyć, sceneria wyglądała jak z bajki, chociaż cała reszta nie do końca nią była. Ten dzień należał raczej do jednych z gorszych, nie spodziewała się, że tak spektakularnie rozpocznie ten semestr, ale jak widać nie zawsze miało się do końca wpływ na to, co mogło się wydarzyć.
- Może nawet w czerwca, ominęłyby nas egzaminy. - Trzeba było szukać jakichś plusów, jednak tak - miała szczęście, że padło akurat na niego. Aloysius'a nie tak łatwo było powalić na ziemię, gdyby trafiło na kogoś innego szkody mogły być zdecydowanie większe, a tak to przede wszystkim ucierpiała jej duma, z dwojga złego to chyba lepsze od bardziej skomplikowanych uszkodzeń ciała. - Na szczęście to tylko kostka, gorzej by było, gdyby padło na rękę. - Nie mogłaby wtedy pisać, co w przypadku ostatniego roku nauki nie wróżyłoby niczego dobrego. - Nie do końca takiego początku semestru się spodziewałam. - Dodała jeszcze, chociaż mogła tego nie mówić. Faktycznie liczyła na to, że tym razem będzie inaczej, że może w końcu, podczas tej końcówki nauki jakoś się odnajdzie wśród rówieśników, ale rzeczywistość całkiem szybko zweryfikowała jej plany.
Rookwood wydawał się nie odczuwać ciężaru jej książek, czy samej Prue opierającej się o niego, nie sprawiało mu problemu przemieszczanie się po oblodzonym podłożu, wiedziała, że jest zwinny, jednak nigdy nie miała szansy doświadczyć tego na własnej skórze, był całkiem niezłym oparciem, chociaż nie podzieliłaby się tą myślą z nikim. Nie musiał się nią przejmować, ale szedł z nią teraz tym żółwim tempem w stronę zamku, pozwalając aby śnieg sypał mu w oczy.
Dotarli w końcu do zamku, jednak to wcale nie był koniec jej problemów, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, na jej nieszczęście dormitorium Krukonów znajdowało się wysoko. Nie miała póki co na to żadnego planu, jakoś musiała sobie poradzić.
- Zawsze są jakieś szanse. - Nie chciała dłużej zawracać mu głowy, i tak czuła, że spotkało ją z jego strony wiele dobrego, nie chciała tego nadużywać. Przynajmniej nie znajdowała się już na zewnątrz.
- Do dormitorium, jakoś się doczołgam. - Zdecydowanie nie chciała trafić do skrzydła szpitalnego, wolała jakoś sama sobie poradzić z tym drobnym uszkodzeniem ciała.
Uniosła głowę, by na niego spojrzeć. Propozycja była całkiem logiczna, jednak czy na pewno chciał to zrobić, co jeśli jednak ktoś ich zobaczy? Dla niej to było nic takiego, jednak jego reputacja mogłaby na tym ucierpieć, jeszcze ktoś by pomyślał, że nie ma wszystkiego w nosie. - Co jeśli jednak nie wszyscy są w Wielkiej Sali? Jesteś przekonany o tym, że chcesz mi pomóc? - Wolała się upewnić co do tego, nie musiał się jej tłumaczyć, zrozumiałaby gdyby było inaczej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control