03.11.2025, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.11.2025, 20:54 przez Lorien Mulciber.)
Nie trzeba było na nią długo specjalnie czekać, bo pani Mulciber nie praktykowała jakże popularnego i szalenie w jej opinii nieuprzejmego spóźniania się na kolację. Zresztą ze wszystkich zaproszonych (może z wyjątkiem samego Alexandra) miała zwyczajnie w świecie najbliżej. Jej pokój był na tym samym piętrze.
Pojawiła się w jadalni prowadząc pod ramię znacznie wyższą od siebie, lekko przygarbioną Selinę Ayers. Spędziła z nią praktycznie całe popołudnie, pomagając dobrać jasne, miękkie szaty na uroczystość; upinając jej włosy w koka, którego kobieta nosiła cale życie, manewrując wsuwkami i ozdobami tak, by żadna nie przeszkadzała. Umalowała jej usta ciemną czerwienią, a oczy - czernią, zupełnie niczym mała dziewczynka, która dorwała się do kosmetyczki mamy.
- Wyglądamy podobnie.-Uśmiechnęła się, obejmując ją i na moment przytulając policzek do policzka ciotki Mulciber. Ileż by dała by cień uśmiechu zagościł na twarzy ciotki, zupełnie jak kiedyś. Wystarczyło jej jednak łagodne pogłaskanie po policzku.
Zadbała, żeby nadgarstki prorokini zdobiły cenne bransolety, a kościste palce - pierścienie. Każdy jeden ofiarowany czarownicy przez świętej pamięci Duncana Mulcibera. Dopiero zapinając ślubne perły na szyi czarownicy poczuła jak kobieta drży.
- Jeśli ciocia nie chce…- Zaczęła cicho, gotowa w tej jednej chwili odwołać cały ten rodzinny spęd. Mabon nie Mabon, komfort pani domu był najważniejszy.
Nie dostała odpowiedzi. Nie spodziewała się zresztą żadnej, bo Selina ostatnimi dniami nie odzywała się do nikogo. Ale nie było też sprzeciwu, więc w końcu sprowadziła ją do jadalni.
Czy to dlatego sama nie miała na sobie charakterystycznego ciężkiego makijażu, a jej włosy układały się w niesfornych lokach? Czy zwyczajnie w świecie nie zdążyła, pchana powinnościami, które przypadać powinny córce, a gdy takowa się w rodzinie nie zrodziła to synowej? A może było w tym zabiegu coś przemyślanego, bo (choć odrobinę bardziej zmęczona) w tym wydaniu wyglądała zdecydowanie młodziej.
To, że Lorien nie pokaże się w żałobnej szacie było rzeczą oczywistą. Nosiła czerń każdego dnia, gdy zasiadała w sędziowskich ławach. Nosiła ją po ofiarach tragicznych wydarzeń z początku września i spopielonego systemu. Czerń nie była dla Lorien kolorem żałoby - była codziennością.
Ale jakie było prawdopodobieństwo, że nabożnie podążająca za modą Lorien pojawi się na kolacji w szacie sprzed półwieku? Niewielkie. A jednak. Dziś miała na sobie bogato zdobioną suknię w jasnym, żółtym odcieniu, tkaną srebrną nicią w finezyjne wzory liści i pnączy. Dokładnie tą samą, jaką miała na sobie uwieczniona na swoim ślubnym portrecie Selina..
- Ciociu, usiądź proszę.- Głos czarownicy był cichy i łagodny. Nie brzmiała tak jak zwykła brzmieć na sali sądowej czy w codziennym życiu. Bez pogardy i ostrego, pełnego żądania i pretensji tonu, ciężko byłoby pewnie ją rozpoznać po czymś innym niż nikły włoski akcent. Skinęła głową służącemu, który odsunął krzesło pani domu, a Lorien pomogla jej zająć miejsce. Sama jeszcze nie usiadła, nachylona nad starszą czarownicą, zbyt nią zaaferowana, żeby zwrócić uwagę na resztę osób przy stole.
-Będziemy tu z Alexandrem cały czas.- Dodała. Poprawiła bardzo ostrożnie osuwający się z ramion kobiety szal, nie chcąc zaburzyć jej spokoju.
Podeszła do Alexandra i swojego szwagra, który zdążył się już pojawić w jadalni. Powieka jej lekko drgnęła, gdy dostrzegła, że założył golf, chociaż sprawy nie skomentowała.
- Richardzie.- przywitała się. Oczywiście, że podsunęła dłoń do ucałowania, dokładnie tak jak nakazywała kultura. Nie miała dziś na sobie zbyt wielu pierścieni, ale przede wszystkim nie miała obrączki po Robercie.- Cieszę się, że bezpiecznie dotarłeś.- Mówiła prawdę? Kłamała? A kto by tam wiedział.
Cały ten czas stała jednak u boku Alexandra, wolną dłonią obejmując jego ramię. Do niego zresztą zwróciła się, ucinając swoją rozmowę z Richardem na tych kilku uprzejmościach.
- Ma… Ciocia się dobrze czuje. Zabiorę ją na górę jeśli to wszystko ją przytłoczy.- Powiedziała. Odruchowo poprawiła źle odwinięty kołnierzyk szaty młodszego Mulcibera.
Skinęła jeszcze raz Richardowi głową, by wrócić na swoje miejsce.
Daję do wglądu inspo pod Selinkę, gdyby ktoś chciał się nad najpiękniejszą i najlepszą prorokinią pozachwycać: LINK O TUTAJ
Pojawiła się w jadalni prowadząc pod ramię znacznie wyższą od siebie, lekko przygarbioną Selinę Ayers. Spędziła z nią praktycznie całe popołudnie, pomagając dobrać jasne, miękkie szaty na uroczystość; upinając jej włosy w koka, którego kobieta nosiła cale życie, manewrując wsuwkami i ozdobami tak, by żadna nie przeszkadzała. Umalowała jej usta ciemną czerwienią, a oczy - czernią, zupełnie niczym mała dziewczynka, która dorwała się do kosmetyczki mamy.
- Wyglądamy podobnie.-Uśmiechnęła się, obejmując ją i na moment przytulając policzek do policzka ciotki Mulciber. Ileż by dała by cień uśmiechu zagościł na twarzy ciotki, zupełnie jak kiedyś. Wystarczyło jej jednak łagodne pogłaskanie po policzku.
Zadbała, żeby nadgarstki prorokini zdobiły cenne bransolety, a kościste palce - pierścienie. Każdy jeden ofiarowany czarownicy przez świętej pamięci Duncana Mulcibera. Dopiero zapinając ślubne perły na szyi czarownicy poczuła jak kobieta drży.
- Jeśli ciocia nie chce…- Zaczęła cicho, gotowa w tej jednej chwili odwołać cały ten rodzinny spęd. Mabon nie Mabon, komfort pani domu był najważniejszy.
Nie dostała odpowiedzi. Nie spodziewała się zresztą żadnej, bo Selina ostatnimi dniami nie odzywała się do nikogo. Ale nie było też sprzeciwu, więc w końcu sprowadziła ją do jadalni.
Czy to dlatego sama nie miała na sobie charakterystycznego ciężkiego makijażu, a jej włosy układały się w niesfornych lokach? Czy zwyczajnie w świecie nie zdążyła, pchana powinnościami, które przypadać powinny córce, a gdy takowa się w rodzinie nie zrodziła to synowej? A może było w tym zabiegu coś przemyślanego, bo (choć odrobinę bardziej zmęczona) w tym wydaniu wyglądała zdecydowanie młodziej.
To, że Lorien nie pokaże się w żałobnej szacie było rzeczą oczywistą. Nosiła czerń każdego dnia, gdy zasiadała w sędziowskich ławach. Nosiła ją po ofiarach tragicznych wydarzeń z początku września i spopielonego systemu. Czerń nie była dla Lorien kolorem żałoby - była codziennością.
Ale jakie było prawdopodobieństwo, że nabożnie podążająca za modą Lorien pojawi się na kolacji w szacie sprzed półwieku? Niewielkie. A jednak. Dziś miała na sobie bogato zdobioną suknię w jasnym, żółtym odcieniu, tkaną srebrną nicią w finezyjne wzory liści i pnączy. Dokładnie tą samą, jaką miała na sobie uwieczniona na swoim ślubnym portrecie Selina..
- Ciociu, usiądź proszę.- Głos czarownicy był cichy i łagodny. Nie brzmiała tak jak zwykła brzmieć na sali sądowej czy w codziennym życiu. Bez pogardy i ostrego, pełnego żądania i pretensji tonu, ciężko byłoby pewnie ją rozpoznać po czymś innym niż nikły włoski akcent. Skinęła głową służącemu, który odsunął krzesło pani domu, a Lorien pomogla jej zająć miejsce. Sama jeszcze nie usiadła, nachylona nad starszą czarownicą, zbyt nią zaaferowana, żeby zwrócić uwagę na resztę osób przy stole.
-Będziemy tu z Alexandrem cały czas.- Dodała. Poprawiła bardzo ostrożnie osuwający się z ramion kobiety szal, nie chcąc zaburzyć jej spokoju.
Podeszła do Alexandra i swojego szwagra, który zdążył się już pojawić w jadalni. Powieka jej lekko drgnęła, gdy dostrzegła, że założył golf, chociaż sprawy nie skomentowała.
- Richardzie.- przywitała się. Oczywiście, że podsunęła dłoń do ucałowania, dokładnie tak jak nakazywała kultura. Nie miała dziś na sobie zbyt wielu pierścieni, ale przede wszystkim nie miała obrączki po Robercie.- Cieszę się, że bezpiecznie dotarłeś.- Mówiła prawdę? Kłamała? A kto by tam wiedział.
Cały ten czas stała jednak u boku Alexandra, wolną dłonią obejmując jego ramię. Do niego zresztą zwróciła się, ucinając swoją rozmowę z Richardem na tych kilku uprzejmościach.
- Ma… Ciocia się dobrze czuje. Zabiorę ją na górę jeśli to wszystko ją przytłoczy.- Powiedziała. Odruchowo poprawiła źle odwinięty kołnierzyk szaty młodszego Mulcibera.
Skinęła jeszcze raz Richardowi głową, by wrócić na swoje miejsce.
Daję do wglądu inspo pod Selinkę, gdyby ktoś chciał się nad najpiękniejszą i najlepszą prorokinią pozachwycać: LINK O TUTAJ