• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne

[Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
03.11.2025, 21:50  ✶  
Nie pamiętałem, kiedy ostatni raz czułem się tak nienaturalnie spięty. Nie wiedziałem, co było bardziej onieśmielające - to ciepłe światło bijące z zasłoniętych okien domów, które mijaliśmy, czy fakt, że za chwilę miałem stanąć twarzą w twarz z rodzicami Prudence. Nie byłem tu od lat, ale to miejsce miało w sobie coś niepokojąco znajomego, może to przez ten zapach, może przez specyficzną atmosferę nostalgii, jakby powietrze pamiętało wszystkie dziecięce głosy, które kiedyś krążyły po tych ulicach, albo może po prostu dlatego, że wiedziałem, jak łatwo można było wpaść tu w rolę, która nie do końca należała do mnie. Teraz jednak miałem wrażenie, że idę na egzekucję, a nie na kolację. Trzymałem w jednej ręce bukiet dla jej matki, a w drugiej koszyk z zapiekanką i butelkę dla ojca, starając się nie wyglądać jak ktoś, kto właśnie szedł wręczyć łapówkę w zamian za względnie dobre wrażenie.
Prudence zatrzymała się dopiero, kiedy dotarliśmy do ostatniego segmentu w rzędzie - dom Bletchleyów wyglądał dokładnie tak, jak pamiętałem, kiwnąłem więc głową, chociaż wiedziałem to od początku. Pamiętałem tę okolicę, jeszcze w czasach, gdy mieliśmy po kilkanaście lat. Szczególnie zapadł mi w pamięć sam początek, pierwsza wizyta któregoś lata, wtedy drzwi otworzył jej ojciec i spojrzał na mnie tym samym wzrokiem, którym mierzyło się pszczołę, co przypadkiem wleciała do sypialni - z mieszanką niechęci i ciekawości. Zawsze zakładałem, że tak już zostanie, nigdy mnie nie polubił, aż wreszcie przestałem bywać w tych progach. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek miałem tu powrócić, w dodatku mocniej zaciskając sobie pętlę na szyi, przez rolę, jaką tym razem pełniłem.
Kiedy na ganku zapaliło się światło, a w drzwiach stanęła jej matka, z tym uśmiechem, który był tak ciepły, że aż nieco mnie sparzył, poczułem, jak prostuję się instynktownie, jakbym miał coś do udowodnienia. Kobieta, której wyraz twarzy mógłby spokojnie ogrzać zimną noc, uśmiechała się od ucha do ucha, machając do nas z taką szczerością, że nawet we mnie coś drgnęło. Nie wiedziałem, czemu zawsze tak reagowałem - może to była stara nawykowa defensywa, może głupi lęk, że ktoś przejrzy mnie na wylot i uświadomi sobie fałsz, jakim ociekałem. To było to „ciepło domu”, o którym ludzie mówili, ale którego nigdy nie rozumiałem. 
Stanąłem obok Prue, poprawiłem płaszcz, jakby to coś miało zmienić, i kiedy ruszyła w stronę drzwi, poszedłem za nią. Ciepło bijące z wnętrza domu uderzyło mnie, gdy tylko zaczęliśmy zbliżać się do schodków na ganek. Ze środka pachniało wszystkim naraz - cytrynową świeżością, pieczonymi jabłkami, miodem, ziołami, proszkiem do prania, rodzinnym spokojem. Tym, co zwykle mnie rozstrajało, a teraz próbowałem wmówić sobie, że to po prostu... Przyjemne. Prue odsunęła się, bym mógł wejść, a ja przekroczyłem próg z tą dziwną świadomością, że każdy krok był jak test - coś niewidzialnego patrzyło i czekało, aż zrobisz coś nie tak. W środku było jasno, przez chwilę naprawdę chciałem wierzyć, że to wystarczy, żeby nie czuć tego chłodu, który od czasu do czasu wracał mi pod skórę, zbierając się z tyłu karku, we wrażeniu, że ktoś mnie obserwował.
- Dobly wieczól, pani Bletchley. - Odezwałem się, wyciągając w jej stronę kwiaty i próbując się uśmiechnąć tak, jakby to wszystko było dla mnie naturalne. - Mam nadzieję, sze nie zlobiliśmy kłopotu. - Kłamałem. Wiedziałem, że ona niczego nie traktowała jak kłopotu, ale ja sam byłem chodzącym napięciem. Czułem, jak na karku ciągle drży mi ten sam, nowonabyty niepokój. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, odniosłem wrażenie, że cały świat skurczył się do ciepła tego domu, zapachu jabłek i cykania zegara w korytarzu, i do jednego pytania, które dźwięczało mi w głowie, cichutko, mimochodem:
Czy potrafiłbym się tu naprawdę odnaleźć, gdyby to nie była tylko rola na jeden wieczór?
Zrobiłem krok, dosłownie jeden, za to nieostrożny. Szkło zabrzęczało dźwięcznie, a witrażowa lampa bez ostrzeżenia uderzyła mnie w czubek głowy, kołysząc się na wszystkie strony.
- Mellinie… - Mruknąłem pod nosem, odruchowo chwytając ją dłonią, żeby przestała się bujać. Skończyło się tylko na tym, że trąciłem ją mocniej, a kolorowe refleksy zatańczyły po ścianach i suficie. Uniosłem ręce w obronnym geście, jak winowajca przyłapany na gorącym uczynku. Nie dało się ukryć - w tym domu wszystko było za małe. Nie w sensie dosłownym, tylko takim... Metaforycznym, domowym, w którym nie było miejsca na kanciaste kontury, a już na pewno nie na mnie. Miałem wrażenie, że gdziekolwiek się obrócę, coś potrącę łokciem - doniczkę, ramkę, filiżankę, każdy przedmiot wyglądał tu na delikatny, przepełniony historią. Uśmiechnąłem się jednak, wymuszenie, wyciągając rękę po płaszcz Prudence, by odwiesić oba, poprawiłem kołnierzyk i pozwoliłem Prue wejść przodem, mając nadzieję, że reszta wieczoru nie skończy się takim hukiem jak to pierwsze spotkanie z lampą.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4408), Elias Bletchley (1760), Pan Losu (29), Paracelsus (3293), Prudence Fenwick (2856)




Wiadomości w tym wątku
[Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Benjy Fenwick - 02.11.2025, 02:24
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Pan Losu - 02.11.2025, 02:24
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Paracelsus - 03.11.2025, 16:22
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Prudence Fenwick - 03.11.2025, 20:49
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Benjy Fenwick - 03.11.2025, 21:50
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Paracelsus - 03.11.2025, 23:42
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Prudence Fenwick - 04.11.2025, 13:59
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Benjy Fenwick - 04.11.2025, 19:38
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Elias Bletchley - 04.11.2025, 22:37
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Paracelsus - 05.11.2025, 03:55
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Prudence Fenwick - 05.11.2025, 14:30
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Benjy Fenwick - 05.11.2025, 22:07
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Elias Bletchley - 10.11.2025, 21:14
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Paracelsus - 10.11.2025, 22:50
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Prudence Fenwick - 11.11.2025, 00:21
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Benjy Fenwick - 11.11.2025, 17:03
RE: [Mabon 1972] „Za chwilę” to pojęcie umowne - przez Elias Bletchley - 15.11.2025, 00:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa