- Raczej trudno byłoby tego nie zauważyć. - Nawet jeśli próbowałaby tego nie widzieć, a że było zupełnie inaczej, to doskonale zdawała sobie z tego sprawę, zresztą ona była jedną z osób, która powinna neutralizować kłopoty tego typu, a teraz poniekąd stała się ich przyczyną. To nie powinno mieć miejsca, ale chyba pogodziła się już z tym, że nie dało się inaczej. Nie dzisiaj, nie kiedy ogarnęła ją ta rezygnacja, odpuściła zupełnie, co było dla niej czymś zupełnie nowym.
Nie chciała, aby ktoś miał przez nią problemy, mogła za nim nie przepadać, mogła go zwyczajnie nie lubić, jednak nie cieszyłoby Prue gdyby przez nią wpadł w tarapaty, wolała sama odpowiadać za swoje czyny, a w tej sytuacji nie było to jednak do końca możliwe z racji na jej niekoniecznie najlepszy stan fizyczny.
- Przykro mi, na ten moment nie jestem w stanie wymyślić niczego lepszego. - Nie zamierzała nawet ukrywać, że sama uważa to za głupie rozwiązanie, tyle, że żadnego innego nie dostrzegła, nie takiego którego nie wymagałoby zaangażowania kogoś poza nią. Jasne, mogła się spodziewać, że jutro obudzi ją silniejszy ból, ba powinna się spodziewać tego, że pewnie nie zaśnie, ale niespecjalnie się tym przejmowała, naprawdę marzyła o tym, aby znaleźć się w swoim łóżku, zaszyć się pod kołdrą, by nikt nie miał szansy dostrzec jej bezradności.
- Nie wątpię w to, że masz swoje sposoby, ale... - miała zamiar powiedzieć coś więcej, tyle, że przerwała, może bez sensu było skupiać się na tym, co chciała powiedzieć. Wyjątkowo przecież mieli ze sobą współpracować, nie powinna negować jego umiejętności, tylko raczej założyć, że na pewno istnieją. Nie dokończyła więc swojej myśli, tylko zamilkła. Nie powinna teraz paplać bez sensu, zamiast tego jedynie znowu ciężko westchnęła, poddała się dzisiaj po raz kolejny.
- Za kradzież mogą Cię spotkać konsekwencje. - Te z tych bardziej poważnych, przynajmniej w mniemaniu Prue. Nie miała pojęcia, jak wyglądały jego relacja z dziewczyną, nie do końca ją to interesowało, chociaż może powinno, jeśli przez nią i to, co jej się przytrafiło mieli się pokłócić, tyle, że nie prosiła się o tę uwagę, chyba więc też nie musiała mieć do siebie żadnych pretensji... Prue zdecydowanie nie była najlepsza w interpretowaniu relacji międzyludzkich.
- Potrafię kłamać. - Przynajmniej tak się jej wydawało, może w jej przypadku wiązało się to raczej z niemówieniem pełnej prawdy... jednak poniekąd to chyba było to samo, na pewno by sobie z tym poradziła, tak jasne, od razu było widać, jak zmyśla, bo zaczynała wtedy być nieswoja. - Nie możesz tak. - Wyrwało jej się jeszcze, nie chciała, aby nadstawiał za nią karku, Bletchley miała swój honor, chociaż czuła, że tym raczej nic nie będzie w stanie wskórać. On miał najwyraźniej plan przygotowany na każdą ewentualność, zdecydowanie nie robił tego pierwszy raz. - Nikt pewnie by tego nie podważał. - Dodała nieco ciszej, zamek był ogromny, miał swoje tajemnice, nawet po siedmiu latach w tym miejscu, można się było w nim zgubić.
- Nie musiałbyś, pewnie nie byłoby, co zbierać. - Posłuchała jego rady, oparła się na nim mocniej, zacisnęła również swoją dłoń na jego ramieniu, nie polemizowała z tym, bo to nie miało większego sensu, znajdowała się na przegranej pozycji i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, była zdana na niego, co średnio napawało ją optymizmem, ale musiała oswoić się z tą myślą i pogodzić z tym, że tak potoczył się ten dzień.
Jakoś udało im się dotrzeć do schodów, okazało się to wcale nie takie trudne, chociaż gdyby nie on, pewnie nadal tkwiłaby przy jednym z parapetów. Powoli zaczynała się rozgrzewać, jej policzki zaczęły ją palić z powodu nagłego ciepła, które zaczęło rozlewać się po jej ciele. Przemieszczanie się w ten sposób sporo ją kosztowało, do tego weszli tutaj z dworu, gdzie było mroźno, swoje robiły również intensywne emocje, które się pojawiły. To wszystko spowodowało nagłą falę gorąca, która objawiła się rumieńcem na jej policzkach.
- Słucham? - Niby dotarły do niej jego słowa, ale wolała upewnić się, że się nie przesłyszała. Jak niby ją wniosą? Mina jej zrzedła, bo nie do końca się tego spodziewała. To było zbyt wiele, jak na jeden dzień. Proszę, które padło z jego ust wybiło ją nieco z rytmu, nie zakładała, że kiedyś usłyszy podobne słowa z jego ust. Westchnęła głośno, widać było, że bije się z myślami i wcale nie jest co do tego jakoś szczególnie przekonana, ale ta prośba... okazała się być dobrym posunięciem. - Dobrze. - Nie spojrzała mu w oczy kiedy się na to zgodziła, wpatrywała się w swoje stopy, które były powodem jej upadku tego dosłownego i moralnego.
- Czy możesz się nieco nachylić? - Zapytała jeszcze, bo złapanie go za szyję nie było takie proste, jak się mogło wydawać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control