- Pewnie jest jakimś prezentem, ludzie często bezmyślnie kupują zwierzaki dzieciakom, a te sobie później na nich używają, jakby zapominali o tym, że to nie są maskotki.- Miała wrażenie, że dokładnie tak było w tym przypadku, choć właściwie nie mogła tego potwierdzić w żaden sposób. Wydawanie osądów jednak było całkiem proste.
- Kto wie, gdzie wcześniej właził ten kocur. Wie Pan, nie warto ryzykować, lepiej coś z tym zrobić, szczególnie, że faktycznie nie wyglądał na specjalnie zadbanego. Najwyraźniej, co chwilę uciekał tej dziewczynce.- Naprawdę ogromnie się cieszyła, że to nie ona została poszkodowana w tym starciu. Na samą myśl o tym, że kot mógł ją podrapać po twarzy przechodziły jej dreszcze. - Prawdziwy z pana bohater, tak bezinteresownie pomagać dziecku, mało kto w dzisiejszych czasach by się na to zdecydował. - Ona sama nie wiedziała właściwie dlaczego zareagowała. Musiała miec jakiś lepszy dzień, bo normalnie przeszłaby obok ignorując płacz dzieciaka.
- Książki na pewno też są bezpieczniejsze i dużo bardziej użyteczne. Ja osobiście preferuję obrazy. - Wspomniała o tym, co kolekcjonuje, sztuka była naprawdę istotną częścią życia panny Avery.
Dotarli do apteki, w której to Darcy miał poszuac czegoś na swoje zadrapania. Jeszcze chwila i Stella będzie mogła go opuścić i wrócić do domu. Nie do końca lubiła włóczyć się bez celu, także była zadowolona, że dotarli tu dosyć szybko. - Avery, jestem Stella Avery.- Odparła jeszcze, zanim go pożegnała. Uśmiechnęła się na odchodne. - Zapewne się jeszcze spotkamy panie Darcy, myślę, że w lepszych okolicznościach.- Rzekła jeszcze do mężczyzny, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę swojego mieszkania.