04.11.2025, 03:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2025, 03:39 przez Jonathan Selwyn.)
Jego umysł jeszcze nie zdążył przebić się przez senną mgłę utworzoną z dymu kadzidełek i ciepła, a Jonathan już poczuł, jak do jego serca powoli wlewają się fale radość. Poruszył się nieco, gdy poczuł dotyk dłoni, na swoim policzku, ale to dopiero szeptane mu słowo w wykonaniu piękniejszym niż Szekspir był w stanie sobie to wyobrazić, przypomniały mu o źródle tego szczęścia.
Czarodziej powoli otworzył wciąż zaspane oczy wciąż i uśmiechnął się szeroko, a następnie... Przysunął ciało nieco bliżej do Anthony'ego i ponownie zamknął powieki z cichym westchnieniem.
– Doceniam poezję, ale czy mogę podoceniać ją bardziej za chwilę? – mruknął sennie, bo gdy obok był Anthony, poranki wydawały się zbyt dobre, aby nie zatopić się jeszcze na chwilę w pościeli o jesiennych barwach i nie przysnąć na te kilka minut. W końcu przynajmniej do południa nie mieli mieć żadnych zobowiązań.
Poza sobą oczywiście.
Poruszył się niespokojnie. Coś mu to nie pasowało. O czymś zapomniał przez co ponowny powrót do krainy snów nie był na razie możliwy. Ponownie otworzył oczy, a jego wzrok spoczął na Anthonym. Jonathan nagle uniósł się lekko, nachylił w jego stronę i pocałował drugiego czarodzieja w czoło.
– Tak lepiej – mruknął bardziej do siebie, niż Shafiqa, ale jego głowa nie wróciła ponownie na własną poduszkę, na rzecz wtulenia się w bok partnera. Ponownie zamknął oczy teraz gotowy spędzić kilka następnych minut w tym dziwnym stanie pomiędzy snem, a jawą, kiedy ciało chciało jeszcze chwilę odpocząć, a umysł czerpał przyjemność z leżenia w łózku tak blisko ukochanej osoby.
Czarodziej powoli otworzył wciąż zaspane oczy wciąż i uśmiechnął się szeroko, a następnie... Przysunął ciało nieco bliżej do Anthony'ego i ponownie zamknął powieki z cichym westchnieniem.
– Doceniam poezję, ale czy mogę podoceniać ją bardziej za chwilę? – mruknął sennie, bo gdy obok był Anthony, poranki wydawały się zbyt dobre, aby nie zatopić się jeszcze na chwilę w pościeli o jesiennych barwach i nie przysnąć na te kilka minut. W końcu przynajmniej do południa nie mieli mieć żadnych zobowiązań.
Poza sobą oczywiście.
Poruszył się niespokojnie. Coś mu to nie pasowało. O czymś zapomniał przez co ponowny powrót do krainy snów nie był na razie możliwy. Ponownie otworzył oczy, a jego wzrok spoczął na Anthonym. Jonathan nagle uniósł się lekko, nachylił w jego stronę i pocałował drugiego czarodzieja w czoło.
– Tak lepiej – mruknął bardziej do siebie, niż Shafiqa, ale jego głowa nie wróciła ponownie na własną poduszkę, na rzecz wtulenia się w bok partnera. Ponownie zamknął oczy teraz gotowy spędzić kilka następnych minut w tym dziwnym stanie pomiędzy snem, a jawą, kiedy ciało chciało jeszcze chwilę odpocząć, a umysł czerpał przyjemność z leżenia w łózku tak blisko ukochanej osoby.