04.11.2025, 10:24 ✶
Woda również została podana, a Anthony nie zdradzał objawów niezadowolenia, że ktoś nie chce skosztować jego wina. Również nie zachwycał się ostentacyjnie kaczką, choć mógł być bardziej małostkowy. Zapewne by to robił, gdyby był bardziej rozdrżniony niż zmęczony. Tymczasem ta druga emocja towarzyszyła mu mocniej. Silniej. Dociążała barki, ale też otulała myśli grubym wełnianym płaszczem, tępiąc jego małostkowość i zachowania - nawet jeśli okraszone piękną mową - całkiem niskie.
Dziś miał jednak inny cel i bynajmniej nie było to wcale sprawdzenia posiadłości pod kątem klątw.
- Ludzie z którymi mam najwięcej do czynienia mają albo spalone mienie do gołej ziemi, albo wybite szyby. Nie wiedziałem, że dodatkowo domostwa zostały obłożone klątwą choć... w miejscu w którym finalnie znależliśmy się z wujami przed świtem było straszliwie dużo sadzy i przylepiała się do rąk... - na tamtym etapie było mu już absolutnie wszystko jedno. Miał wrażenie, że jest umorusany czernią od stóp do głów, tymbardziej, że właśnie w ten sposób percepował czerwień magicznej farby oblepiającej mu skórę. Zamyślił się na moment próbując odtworzyć te kilka chwil na podłodze klubokawiarni. Miejsce to zmieniło się nie do poznania tamtej nocy. Pełno było ludzi, pełno skarg i płaczu. - Zdaje się... Że jeśli ktoś tam próbował przysnąć, to momentalnie coś go zaduszało i pozostawiało ślady na szyi, choć tamtej nocy... Łatwiej było znaleźć miejsce bez czerni niż z. Ale przyznam, że nie zaglądałem do tego miejsca później. Nie było okazji. - Szczerze wątpił, aby po jego rozstaniu z Erikiem był w tym miejscu mile widziany. Figgówna już wcześniej była blisko młodego mężczyzny, nie byłoby to wielkim zaskoczeniem, gdyby okazało się, że zwierzają się sobie wzajem z rzeczy, które w normalnych okolicznościach należało utrzymać w największym sekrecie. - Niemniej. Nie będę się powtarzał, że będę w stanie ściągnąć do Was ekipę. Chociaż teraz chodzi mi po głowie nieco większa odbudowa. Jutro wybieram się do Doliny Godryka, żeby ocenić straty i spotkać się z panem Bottem, a przynajmniej na to liczę, bo w sumie nie anonsowałem się u niego wcześniej. - Oczywiście, żadne z tych jeszcze nie pojawiło się w jego kalendarzu. - Ale te klątwy? Cóż to jeszcze jest? W jaki sposób ten okrutnik nie chce dać o sobie zapomnieć? Może powinno mnie dziwić, że jeszcze mu mało, ale w sumie mnie to nie dziwi. Jedyne co mnie przeraża to moc zaklęcia, jego skala. - westchnął, zamykając sobie na moment usta perfekcyjnie wąskim plasterkiem ukrojonej kaczej piersi. - Jestem ciekaw, to najprawdopodobniej energia Limbo. Nie widzę innej możliwości do takiego zasięgu. Rozważałem przez moment czy ten łuk nie wyznacza obecnego jego miejsca pobytu i czy na całym okręgu nie wytąpiły anomalie. Ponoć zwierzęta morskie zachowują się conajmniej niespokojnie, mieliśmy problem z kilkoma transprtami tą drogą. - Możliwe, że nie powinien być taki spokojny w przedstawianiu tych faktów. Możliwe, że powinien bardziej się bać, albo mocniej zaciskać na szyi powróz poczucia winy. I tak było zazwyczaj, ale nie teraz, gdy obiad pachniał tak pięknie, a on miał szansę spędzić torchę czasu z Jasperem, z którym tak się zbliżył podczas wyjazdu do Egiptu. Tamten kramarz. Sprzedane wspomnienie. Strata łączyła. Czy udałoby mu się połąćzyć magiczną społeczność za pomocą ich strat? Kto wie...
- Preweci znani są z tego, że spadają na cztery łapy. Cieszę się, że Twojej przyjaciółce nic się nie stało złego. Szczególnie, że czystokrwiści czarodzieje nie ciszyli się wielką popularnością podczas spalonej nocy. - Rasizm w odwróceniu. Nie mógł winić tłuszczy. Z definicji zbiorowość ludzka nie była zbyt mądra.
Dziś miał jednak inny cel i bynajmniej nie było to wcale sprawdzenia posiadłości pod kątem klątw.
- Ludzie z którymi mam najwięcej do czynienia mają albo spalone mienie do gołej ziemi, albo wybite szyby. Nie wiedziałem, że dodatkowo domostwa zostały obłożone klątwą choć... w miejscu w którym finalnie znależliśmy się z wujami przed świtem było straszliwie dużo sadzy i przylepiała się do rąk... - na tamtym etapie było mu już absolutnie wszystko jedno. Miał wrażenie, że jest umorusany czernią od stóp do głów, tymbardziej, że właśnie w ten sposób percepował czerwień magicznej farby oblepiającej mu skórę. Zamyślił się na moment próbując odtworzyć te kilka chwil na podłodze klubokawiarni. Miejsce to zmieniło się nie do poznania tamtej nocy. Pełno było ludzi, pełno skarg i płaczu. - Zdaje się... Że jeśli ktoś tam próbował przysnąć, to momentalnie coś go zaduszało i pozostawiało ślady na szyi, choć tamtej nocy... Łatwiej było znaleźć miejsce bez czerni niż z. Ale przyznam, że nie zaglądałem do tego miejsca później. Nie było okazji. - Szczerze wątpił, aby po jego rozstaniu z Erikiem był w tym miejscu mile widziany. Figgówna już wcześniej była blisko młodego mężczyzny, nie byłoby to wielkim zaskoczeniem, gdyby okazało się, że zwierzają się sobie wzajem z rzeczy, które w normalnych okolicznościach należało utrzymać w największym sekrecie. - Niemniej. Nie będę się powtarzał, że będę w stanie ściągnąć do Was ekipę. Chociaż teraz chodzi mi po głowie nieco większa odbudowa. Jutro wybieram się do Doliny Godryka, żeby ocenić straty i spotkać się z panem Bottem, a przynajmniej na to liczę, bo w sumie nie anonsowałem się u niego wcześniej. - Oczywiście, żadne z tych jeszcze nie pojawiło się w jego kalendarzu. - Ale te klątwy? Cóż to jeszcze jest? W jaki sposób ten okrutnik nie chce dać o sobie zapomnieć? Może powinno mnie dziwić, że jeszcze mu mało, ale w sumie mnie to nie dziwi. Jedyne co mnie przeraża to moc zaklęcia, jego skala. - westchnął, zamykając sobie na moment usta perfekcyjnie wąskim plasterkiem ukrojonej kaczej piersi. - Jestem ciekaw, to najprawdopodobniej energia Limbo. Nie widzę innej możliwości do takiego zasięgu. Rozważałem przez moment czy ten łuk nie wyznacza obecnego jego miejsca pobytu i czy na całym okręgu nie wytąpiły anomalie. Ponoć zwierzęta morskie zachowują się conajmniej niespokojnie, mieliśmy problem z kilkoma transprtami tą drogą. - Możliwe, że nie powinien być taki spokojny w przedstawianiu tych faktów. Możliwe, że powinien bardziej się bać, albo mocniej zaciskać na szyi powróz poczucia winy. I tak było zazwyczaj, ale nie teraz, gdy obiad pachniał tak pięknie, a on miał szansę spędzić torchę czasu z Jasperem, z którym tak się zbliżył podczas wyjazdu do Egiptu. Tamten kramarz. Sprzedane wspomnienie. Strata łączyła. Czy udałoby mu się połąćzyć magiczną społeczność za pomocą ich strat? Kto wie...
- Preweci znani są z tego, że spadają na cztery łapy. Cieszę się, że Twojej przyjaciółce nic się nie stało złego. Szczególnie, że czystokrwiści czarodzieje nie ciszyli się wielką popularnością podczas spalonej nocy. - Rasizm w odwróceniu. Nie mógł winić tłuszczy. Z definicji zbiorowość ludzka nie była zbyt mądra.