04.11.2025, 10:54 ✶
- Cieszę się Thomasie, rad jestem, że spojrzałeś na te ramy, bo na cóż mi szklarz, jak nie ma gdzie wstawić tych przeklętych szyb? - zmarszczył na moment czoło, gdy Figg mu powiedział, że nie jest tak źle. - A sprawdzałeś zachodnie skrzydło? Moją sypialnie za smokiem? Ekipa z Alchemii mówiła, że tam jest najgorzej. - śmieci były uprzątnięte, książki, fortepian i łóżko odpowiednio zabezpieczone. Ach i runy wyciszające, te na pewno będą do odświeżenia, ale o tym może i nie chciał za bardzo wspominać przy asytencie, spontanicznie pilnując granicy między życiem zawodowym a prywatnym, które w każdej innej okoliczności tak ochoczo przekraczał.
- Na dole jest dobrze Thomasie, dziękuję. - wiedział, że czas klątwołamacza jest bardzo cenny, szczególnie że teraz i jego bardziej przyziemne umiejętności okazywały się na wagę złota. Bardzo zależało Anthony'emu mimo wszystko na tym, aby nie schodził do piwnicy teraz. Nie kiedy po posiadłości kręcili się obcy podwykonawcy. Tymbardziej, że w fontannie nie płynęła obecnie woda i zbyt łatwo można było ułożenie stopni skojarzyć z magicznymi schodami. Szczególnie jeśli ktoś był wychowankiem domu Slytherina. - Proszę Thomas, przyjrzyj się temu oknu, przyznaję że na skrzydle zachodnim zależy mi najbardziej, głównie tam przebywam, gdy pozostaje w Little Hangleton - poprosił. - A potem nigdzie nie uciekaj, będę miał jeszcze jedną sprawę.
To gwoli zakończenia, to gwoli rozmowy, która odbyła się chwilę wcześniej. Kiwnął głową Lazarusowi, że nie musi więcej patrzeć Figgowi na ręce. Wolał go mieć blisko siebie, dodatkowa para oczu i uszu, dodatkowa pamięć ale też każda minuta, którą spędzali razem była też w pewien sposób elementem tego swoistego dziwacznego stażu. Anthony wiedział, że aby Lazarus był możliwie skuteczny, musiał wiedzieć gdzie i nade wszystko jak myśli Anthony'ego kształtują otaczający świat.
Teraz zaś sam zainteresowany stał w innym miejscu posiadłości, na głównym holu, którego podłoga wyłożona była w czarno i znów białą szachownicę. Fontanna - jak było wspomniane - nie działała, a wąż próbował pożreć złocistą kulę bez akompaniamentu poszumu źródlanej wody. Szerokie schody zapraszały do centralnej sali balowej i tuż przed nią rozchodziły się antresolą do wschodniego i zachodniego skrzydła.
- Tak, te największe to południowa ściana na piętrze. Te specjalne, które z zewnątrz imitują fasadę budynku nie dając osobom z ogrodu zobaczyć kto jest na korytarzu. - upewnił się, rozpoznając że męzczyzna który przyszedł montować mu okna nie jest tym samym, który spisywał miarę i słuchał wszystkich antoniuszowych utyskiwań na temat tego jakie rozwiązania były w tym miejscu zastosowane. Biblioteka okien nie wymagała, tam szczęśliwie światło było magiczne, imitujące pogodne popołudnie, zamiast zwykle ponurej littlehangletońskiej pogody.
- Zatem kawa, za moment Wergiliusz przyniesie. - uśmiechnął się do rzemieślnika, który może jeszcze nie miał pełnej kieszeni złota, ale za moment mogło się to drastycznie zmienić. Wszak każdy rzemieślnik był teraz bezcenny! Tymbardziej kiedy kilku idiotów w maskach regularnie przetrzebiało ich szeregi, krótkowzrocznie zapominając że mrowisko potrzebuje tak królowych i strażników jak i robotnic. - Tak lusterka... zastanawiałem się, czy byłaby możliwość do tej ramy dodanie takiego szczegółu, aby po obręczy przetaczała się perła i zatrzymywała w kierunku z którego nadchodzi mmm sygnał. Znaczy... - mugolskie słowo wysmyknęło mu się z ust, pospiesznie złożył to na karb niewyspania, ale co gorsza nie przychodził mu do głowy żaden magiczny zamiennik. Czy to starość? Nie nie... to kryzys spalonej nocy. Cały czas to samo....- Chodzi mi o to, aby wskazywała drogę w linii prostej do drugiego lusterka. Jak kompas. Czy to się dałoby zrobić? Oczywiście za dodatkową opłatą. - być może powinien o tym powiedzieć prędzej. - Ewetualnie, czy dałoby się luterko umieścić w obwolucie, która ma tę właściwość, bez obaw że zakłóci to obraz czy fonię? - rozważał możliwości. I znów. Po chaosie spalonej nie wątpił, że takich kompletów chciałby mieć kilka. Na tych wszystkich idiotów bez masek, którzy lekkomyślnie rzucają się w ogień. - A jeśli mogę spytać... dużo macie zamówień z Doliny? - ręce złożył za siebie i spacerował powolutku z Eliasem, korzystając ze wszystkiego, co chłopak mógł mu na ten moment ofiarować. Poza dobrze osadzonymi szybami informacje był również wartościowe. Zawsze.
- Na dole jest dobrze Thomasie, dziękuję. - wiedział, że czas klątwołamacza jest bardzo cenny, szczególnie że teraz i jego bardziej przyziemne umiejętności okazywały się na wagę złota. Bardzo zależało Anthony'emu mimo wszystko na tym, aby nie schodził do piwnicy teraz. Nie kiedy po posiadłości kręcili się obcy podwykonawcy. Tymbardziej, że w fontannie nie płynęła obecnie woda i zbyt łatwo można było ułożenie stopni skojarzyć z magicznymi schodami. Szczególnie jeśli ktoś był wychowankiem domu Slytherina. - Proszę Thomas, przyjrzyj się temu oknu, przyznaję że na skrzydle zachodnim zależy mi najbardziej, głównie tam przebywam, gdy pozostaje w Little Hangleton - poprosił. - A potem nigdzie nie uciekaj, będę miał jeszcze jedną sprawę.
To gwoli zakończenia, to gwoli rozmowy, która odbyła się chwilę wcześniej. Kiwnął głową Lazarusowi, że nie musi więcej patrzeć Figgowi na ręce. Wolał go mieć blisko siebie, dodatkowa para oczu i uszu, dodatkowa pamięć ale też każda minuta, którą spędzali razem była też w pewien sposób elementem tego swoistego dziwacznego stażu. Anthony wiedział, że aby Lazarus był możliwie skuteczny, musiał wiedzieć gdzie i nade wszystko jak myśli Anthony'ego kształtują otaczający świat.
Teraz zaś sam zainteresowany stał w innym miejscu posiadłości, na głównym holu, którego podłoga wyłożona była w czarno i znów białą szachownicę. Fontanna - jak było wspomniane - nie działała, a wąż próbował pożreć złocistą kulę bez akompaniamentu poszumu źródlanej wody. Szerokie schody zapraszały do centralnej sali balowej i tuż przed nią rozchodziły się antresolą do wschodniego i zachodniego skrzydła.
- Tak, te największe to południowa ściana na piętrze. Te specjalne, które z zewnątrz imitują fasadę budynku nie dając osobom z ogrodu zobaczyć kto jest na korytarzu. - upewnił się, rozpoznając że męzczyzna który przyszedł montować mu okna nie jest tym samym, który spisywał miarę i słuchał wszystkich antoniuszowych utyskiwań na temat tego jakie rozwiązania były w tym miejscu zastosowane. Biblioteka okien nie wymagała, tam szczęśliwie światło było magiczne, imitujące pogodne popołudnie, zamiast zwykle ponurej littlehangletońskiej pogody.
- Zatem kawa, za moment Wergiliusz przyniesie. - uśmiechnął się do rzemieślnika, który może jeszcze nie miał pełnej kieszeni złota, ale za moment mogło się to drastycznie zmienić. Wszak każdy rzemieślnik był teraz bezcenny! Tymbardziej kiedy kilku idiotów w maskach regularnie przetrzebiało ich szeregi, krótkowzrocznie zapominając że mrowisko potrzebuje tak królowych i strażników jak i robotnic. - Tak lusterka... zastanawiałem się, czy byłaby możliwość do tej ramy dodanie takiego szczegółu, aby po obręczy przetaczała się perła i zatrzymywała w kierunku z którego nadchodzi mmm sygnał. Znaczy... - mugolskie słowo wysmyknęło mu się z ust, pospiesznie złożył to na karb niewyspania, ale co gorsza nie przychodził mu do głowy żaden magiczny zamiennik. Czy to starość? Nie nie... to kryzys spalonej nocy. Cały czas to samo....- Chodzi mi o to, aby wskazywała drogę w linii prostej do drugiego lusterka. Jak kompas. Czy to się dałoby zrobić? Oczywiście za dodatkową opłatą. - być może powinien o tym powiedzieć prędzej. - Ewetualnie, czy dałoby się luterko umieścić w obwolucie, która ma tę właściwość, bez obaw że zakłóci to obraz czy fonię? - rozważał możliwości. I znów. Po chaosie spalonej nie wątpił, że takich kompletów chciałby mieć kilka. Na tych wszystkich idiotów bez masek, którzy lekkomyślnie rzucają się w ogień. - A jeśli mogę spytać... dużo macie zamówień z Doliny? - ręce złożył za siebie i spacerował powolutku z Eliasem, korzystając ze wszystkiego, co chłopak mógł mu na ten moment ofiarować. Poza dobrze osadzonymi szybami informacje był również wartościowe. Zawsze.