04.11.2025, 15:50 ✶
Jeżeli chodziło o kaszel, to miała ten luksus, że zdobyła trochę eliksirów, które pozwalały jej go łagodzić. Nie były jakoś specjalnie mocne czy skuteczne, no i musiała pić je co chwilę, a w przerwach piła syropek na kaszel - ale dawały radę. Tak naprawdę Charlotte miała dużo szczęścia, że nie zdążyła nałykać się tego dymu 8 września. Wiedziała jednak, że niektórzy mieli większego pecha i Richard chyba należał do tej grupy. Gdy potwierdził, że było ok, kiwnęła głową. Nie będzie mu matkować, była zdecydowanie młodsza.
- Wieki nie widziałam nikogo poza wami, nie chciałabym też narobić sobie wstydu, wiesz? - odpowiedziała z przekąsem, bo być może dla niego to nie było ważne, ale dla niej: owszem. Poza tym uważała, że mężczyźni mieli dużo łatwiej, jeżeli chodziło o ubiór. Wystarczyła marynarka, koszula i czyste buty - i gotowe. A kobiety? Ach, niesprawiedliwość.
Granatowa sukienka była jakby wprost uszyta na nią. Podobała się jej, a gdy kuzyn dodatkowo ją zaaprobował, klasnęła w dłonie.
- Nie, płaszcz mam. Ta ma cienkie, ale długie rękawy, powinno być dobrze. Ale jeszcze nie mam butów - zerknęła na niego, przekrzywiając głowę. Zastanawiała się, czy nie przeciąga struny, ale z drugiej strony co lepszego do roboty miał Richard? Zjawił się dużo wcześniej, niż data podana na zaproszeniu, więc brakiem czasu nie mógł się wymigać. - Sydney. Co o niej sądzisz?
Nie odpuszczała, zostawiła mu naprawdę mało czasu na reakcję, bo weszła z powrotem do przymierzalni. Przebrała się w swoje zwyczajowe ubrania, a potem wzięła wszystkie sukienki. Odwiesiła je na wieszaczek przy przymierzalni, bo przecież nie będzie ich odnosić. Wzięła ze sobą do lady tylko tę granatową.
- Myślę, że jakieś zwykłe, czarne, na niskim obcasie - takie chyba będą odpowiednie? - zapytała, zerkając na niego. Zaczęła szukać portfela - sukienka była tania, chociaż w duchu Lotte liczyła na to, że Richard zaproponuje zakup ubrania i sam zapłaci. Prosić jednak nie zamierzała, chociaż bardzo by jej na tym zależało.
- Wieki nie widziałam nikogo poza wami, nie chciałabym też narobić sobie wstydu, wiesz? - odpowiedziała z przekąsem, bo być może dla niego to nie było ważne, ale dla niej: owszem. Poza tym uważała, że mężczyźni mieli dużo łatwiej, jeżeli chodziło o ubiór. Wystarczyła marynarka, koszula i czyste buty - i gotowe. A kobiety? Ach, niesprawiedliwość.
Granatowa sukienka była jakby wprost uszyta na nią. Podobała się jej, a gdy kuzyn dodatkowo ją zaaprobował, klasnęła w dłonie.
- Nie, płaszcz mam. Ta ma cienkie, ale długie rękawy, powinno być dobrze. Ale jeszcze nie mam butów - zerknęła na niego, przekrzywiając głowę. Zastanawiała się, czy nie przeciąga struny, ale z drugiej strony co lepszego do roboty miał Richard? Zjawił się dużo wcześniej, niż data podana na zaproszeniu, więc brakiem czasu nie mógł się wymigać. - Sydney. Co o niej sądzisz?
Nie odpuszczała, zostawiła mu naprawdę mało czasu na reakcję, bo weszła z powrotem do przymierzalni. Przebrała się w swoje zwyczajowe ubrania, a potem wzięła wszystkie sukienki. Odwiesiła je na wieszaczek przy przymierzalni, bo przecież nie będzie ich odnosić. Wzięła ze sobą do lady tylko tę granatową.
- Myślę, że jakieś zwykłe, czarne, na niskim obcasie - takie chyba będą odpowiednie? - zapytała, zerkając na niego. Zaczęła szukać portfela - sukienka była tania, chociaż w duchu Lotte liczyła na to, że Richard zaproponuje zakup ubrania i sam zapłaci. Prosić jednak nie zamierzała, chociaż bardzo by jej na tym zależało.