04.11.2025, 19:11 ✶
To miało być kulturalne spotkanie z kolegą. Dwa piwa, sam mówił Jessiemu, chcąc rozwiać jego wątpliwości co do wieczornego wyjścia w tygodniu. No, może trzy. Spędzili razem zabawny, przyjemny wieczór i Hannibal cieszył się, że wreszcie udało im się spotkać i porozmawiać bez upiora nawiedzającego mieszkanie i nastającego na ich szyje.
Potem postanowili, równie kulturalnie, wpaść do Jonathana i przeczekać ulewę, której pierwsze krople dopadły ich pod klatką kamienicy.
A potem do mieszkania wparował całkiem znienacka…
- Gabriel?! - imię wypadło z ust Hannibala zanim zdążył zorientować się, że wampir i jego kuzyn najwyraźniej się znają. Więcej, przyjaźnią. I że najwyraźniej to właśnie starszy Selwyn, a nie on, jest głównym celem wizyty.
Pojawienie się gościa i następujące kolejno konstatacje wywołały w młodzieńcu falę całkiem niespodziewanych emocji. Zaskoczenie, bo właściwie nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy, a już na pewno nie w mieszkaniu Jonathana. Zaczynającą się gdzieś nisko w brzuchu ekscytację, bo najwyraźniej jego ciało miało własne zdanie na temat tego, jak należy reagować na obecność wampira. Wreszcie całkowitą konfuzję. I trochę zawodu, bo oto Montbel przesunął po nim wzrokiem, jak po elemencie wystroju mieszkania, a potem rzucił się na sofę naprzeciwko, och, jakże dramatycznie. Oczy Hannibala na krótką chwilę zwęziły się w wyrazie irytacji. Nie lubił być elementem wystroju.
- Quelle surprise - mruknął, nie wiadomo, do siebie, czy do obecnych.
Coś mocniejszego, tak? Kącik ust drgnął w nieznacznym uśmiechu. Aktor, udając, że wcale, ale to wcale nie poświęca nowo przybyłemu wiele uwagi, poprawił podwinięte (doskonały zbieg okoliczności) rękawy koszuli tak, by nie opadały. Oparł jedno przedramię na podłokietniku, wnętrzem do góry, jakby rozciągał zmęczone mięśnie. Odpowiedział wampirowi równie mało zainteresowanym spojrzeniem. Nie zamierzał dać po sobie poznać, że ta wizyta robiła na nim jakiekolwiek wrażenie. Nawet, jeżeli Montbel był przystojny, taki malowniczo półleżący na kanapie, z krwią na wargach i kroplami wody ściekającymi po szyi, niknącymi za kołnierzykiem przemoczonej koszuli, oblepiającej jego umięśnione....
Cholera.
Hannibal opanował swój wyraz twarzy w mgnieniu oka. Poruszył wywróconą wnętrzem do góry dłonią, aż chrupnęło mu coś w nadgarstku i zerknął obojętnie na swoje paznokcie.
”Czy nie tak powiedziałeś? Zostańmy przyjaciółmi!”
Co za dziwny dobór słów. To wzburzenie, ten cień jadu w głosie, to wejście, jak do siebie… zupełnie, jakby…
Nie, pomyślał Selwyn. To niemożliwe. Jego wzrok padł mimo woli na pieszczące drogi, mediolański dywan palce wampira i opadło go przedziwne uczucie deja vu. Nieco ponad tydzień temu kto inny, łudząco podobny, leżał, co prawda na fotelu, który teraz on sam zajmował, ale w tej samej pozycji, i przypominał mu… przypominał mu…
”Miłość czasami potrafi… ugryźć…”, powiedział wtedy Jonathan.
Kto normalny tak mówi?
Hannibal zamyślił się, przesuwając mechanicznie drugą dłonią po odsłoniętym przedramieniu, od nadgarstka aż do wnętrza łokcia, gdzie, gdyby przycisnąć, możnaby wyczuć żyłę.
...chcę przestać widzieć Cię we wszystkim co mnie otacza!
I jeszcze:
...tak jak nie każde zauroczenie to miłość, tak nie każda... Miłość to dobry znak…
…duch był niemalże obsesyjnie zakochany w jednym przedmiocie i niemal nie skończył tragicznie.
...miłość może być niespotykanie bolesna…
Nie wierzył. nie chciał wierzyć. Ale... Miłość potrafi ugryźć? Kto normalny tak, kurwa, mówi?!
Zostańmy... przyjaciółmi...
Och. O c h .
Głaszcząca dłoń znieruchomiała, a potem powoli, powolutku wróciła na drugi podłokietnik.
Elementy układanki pasowały do siebie zatrważająco dobrze, a wyłaniający się obrazek wcale się młodemu aktorowi nie spodobał. Rozszerzone nagłym zrozumieniem oczy chłopaka przeskoczyły między Gabrielem a Jonathanem, a następnie wbiły się w podłogę. Niby wiedział tamtej nocy, w co się pakuje. Wiedział, że służy jako pocieszenie po zawiedzionej miłości, że jest przygodą, reboundem. Nie był to jego pierwszy raz.
Ale… Jonathan?... JONATHAN? Serio!?
...łajdak zrobił to specjalnie. Nie było innego wyjaśnienia.
Spokojnie, tylko spokojnie. Play it cool. To tylko scena. To tylko rola.
Hannibal postanowił chwilowo zignorować swoje urażone ego. Powoli podniósł ciężkie, znaczące spojrzenie na Gabriela i przywrócił na twarz półuśmiech.
- Miałem już… przyjemność - odpowiedział na prezentację Jonathana.