04.11.2025, 18:47 ✶
Posłała kuzynowi ciepły, rozbawiony uśmiech.
— Podziękuję — odparła na propozycję. Kochała magiczne stworzenia, wszystkie małe i duże, ale po ostatnim incydencie wolałaby uniknąć ponownego ugryzienia. Sama myśl o tym wystarczyła, aby lekko się wzdrygnęła.
Han był w swoim żywiole. Dyskutował z pasją, gestykulował, opowiadał, wciągając wszystkich do swojego małego teatru. Wyglądał na człowieka, który potrzebował do życia uwagi innych jak powietrza i Mona nie mogła mu tego mieć za złe. Był urodzonym aktorem, społecznym motylem, tęczą pośród szarości, w jakiej sama często się poruszała. Przez moment zrobiło jej się nawet głupio, że odciągnęła go od tamtych dziewcząt, ale cóż, ciasto mogła mu przecież postawić sama. Poza tym i tak wkrótce mieli się zbierać. Nie wspomniała mu jeszcze, że planowała wracać na piechotę.
Kiedy gwar towarzystwa ucichł, a rozmowy rozpłynęły się w późno-popołudniowym powietrzu, zmarszczyła brwi.
— Czy panienki miałyby dla mnie jakieś porady? Myślisz, że powinnam wrócić jednak po tego ptaka?
Śmiała się wcześniej, jasne, wróżby zawsze traktowała z przymrużeniem oka. Być może jednak... może nie zaszkodziłoby sprawdzić, czy rzeczywiście będzie miała szczęście z Prewettem? Kobieta uśmiechnęła się do własnych myśli, zawstydzona tym, że w ogóle rozważała podobną głupotę.
— Może dlatego, że Ellie i Basilius to w gruncie rzeczy mili ludzie — zauważyła, a wiatr poruszył brzegiem jej płaszcza, kiedy schodzili ze żwirowej ścieżki. — Poza tym, wiesz jak to jest z Robertem. Widzi w każdym potencjalnym kandydacie mordercę, oszusta albo nie dajcie bogowie, poetę. A Jonathan po prostu mnie pilnuje. Zawsze to robił.
W nocy obojgu śniło się tej nocy gdakanie kur.
— Podziękuję — odparła na propozycję. Kochała magiczne stworzenia, wszystkie małe i duże, ale po ostatnim incydencie wolałaby uniknąć ponownego ugryzienia. Sama myśl o tym wystarczyła, aby lekko się wzdrygnęła.
Han był w swoim żywiole. Dyskutował z pasją, gestykulował, opowiadał, wciągając wszystkich do swojego małego teatru. Wyglądał na człowieka, który potrzebował do życia uwagi innych jak powietrza i Mona nie mogła mu tego mieć za złe. Był urodzonym aktorem, społecznym motylem, tęczą pośród szarości, w jakiej sama często się poruszała. Przez moment zrobiło jej się nawet głupio, że odciągnęła go od tamtych dziewcząt, ale cóż, ciasto mogła mu przecież postawić sama. Poza tym i tak wkrótce mieli się zbierać. Nie wspomniała mu jeszcze, że planowała wracać na piechotę.
Kiedy gwar towarzystwa ucichł, a rozmowy rozpłynęły się w późno-popołudniowym powietrzu, zmarszczyła brwi.
— Czy panienki miałyby dla mnie jakieś porady? Myślisz, że powinnam wrócić jednak po tego ptaka?
Śmiała się wcześniej, jasne, wróżby zawsze traktowała z przymrużeniem oka. Być może jednak... może nie zaszkodziłoby sprawdzić, czy rzeczywiście będzie miała szczęście z Prewettem? Kobieta uśmiechnęła się do własnych myśli, zawstydzona tym, że w ogóle rozważała podobną głupotę.
— Może dlatego, że Ellie i Basilius to w gruncie rzeczy mili ludzie — zauważyła, a wiatr poruszył brzegiem jej płaszcza, kiedy schodzili ze żwirowej ścieżki. — Poza tym, wiesz jak to jest z Robertem. Widzi w każdym potencjalnym kandydacie mordercę, oszusta albo nie dajcie bogowie, poetę. A Jonathan po prostu mnie pilnuje. Zawsze to robił.
W nocy obojgu śniło się tej nocy gdakanie kur.
Koniec sesji
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła