04.11.2025, 19:31 ✶
— W takim razie musiałam się wyjątkowo postarać.
Mona nigdy nie miała nic przeciwko temu, aby wychodzić z inicjatywą — przynajmniej w teorii. W praktyce… Różnie to bywało. Ich wcześniejsze rozmowy o uczuciach, o tym co było między nimi, kończyły się nienajlepiej. Za pierwszym razem tamtego dnia na Pokątnej odniosła wrażenie, że zupełnie go od siebie odepchnęła. Może była zbyt szczera, bezpośrednia? Tego wieczoru z kolei w Little Hangleton zdawało się, że udało jej się powiedzieć to, co najważniejsze na tyle delikatnie, aby nie spłoszyć prawdy, która między nimi dojrzewała od Spalonej Nocy.
Nie odwróciła spojrzenia, kiedy uniósł jej podbródek.
„Obiecałaś mi wycieczkę do Walii, prawda?”
Kobieta otworzyła szerzej oczy. Icarus nie powinien był wypowiadać takich niedorzecznych słów, ponieważ razu tchnęły w nią nadzieję. Że mogłaby naprawdę go tam zabrać. Że mógłby zobaczyć świat, który ją ukształtował. Co jeśli przez to jeszcze bardziej by się w nim zakochała?
Szczerze wątpiła, aby był świadomy, co z nią robił. Co wyprawiała z jej głową sama myśl o wspólnej podróży do jej rodzinnych stron — o pokazaniu mu ogromnej części siebie.
Dwi’n dy garu di. Słowa zatańczyły na końcu języka.
Nie zastanawiała się długo. Myśli uciekły zanim zdążyła je poskładać. Wystarczyło jedno drgnienie, jedno drżące westchnienie i była już na tyle blisko, że ciepło jego oddechu mieszało się z jej własnym. Potem po prostu go pocałowała. Wyszła z prawy, bo pocałunek był koślawy i pewnie mężczyzna mógł poczuć, że dawno tego nie robiła. Niestety, nie mogła się powstrzymać.
Przyszedł jej do głowy jeden pomysł. Odwiedzą Walię. Może szybciej niż my się wydaje. Właściwie i tak miała go o to zapytać już wcześniej. Czuła jego oddech na swoich ustach, kiedy oderwała się od niego.
— To możemy zaczniemy od ślubu?
Mona nigdy nie miała nic przeciwko temu, aby wychodzić z inicjatywą — przynajmniej w teorii. W praktyce… Różnie to bywało. Ich wcześniejsze rozmowy o uczuciach, o tym co było między nimi, kończyły się nienajlepiej. Za pierwszym razem tamtego dnia na Pokątnej odniosła wrażenie, że zupełnie go od siebie odepchnęła. Może była zbyt szczera, bezpośrednia? Tego wieczoru z kolei w Little Hangleton zdawało się, że udało jej się powiedzieć to, co najważniejsze na tyle delikatnie, aby nie spłoszyć prawdy, która między nimi dojrzewała od Spalonej Nocy.
Nie odwróciła spojrzenia, kiedy uniósł jej podbródek.
„Obiecałaś mi wycieczkę do Walii, prawda?”
Kobieta otworzyła szerzej oczy. Icarus nie powinien był wypowiadać takich niedorzecznych słów, ponieważ razu tchnęły w nią nadzieję. Że mogłaby naprawdę go tam zabrać. Że mógłby zobaczyć świat, który ją ukształtował. Co jeśli przez to jeszcze bardziej by się w nim zakochała?
Szczerze wątpiła, aby był świadomy, co z nią robił. Co wyprawiała z jej głową sama myśl o wspólnej podróży do jej rodzinnych stron — o pokazaniu mu ogromnej części siebie.
Dwi’n dy garu di. Słowa zatańczyły na końcu języka.
Nie zastanawiała się długo. Myśli uciekły zanim zdążyła je poskładać. Wystarczyło jedno drgnienie, jedno drżące westchnienie i była już na tyle blisko, że ciepło jego oddechu mieszało się z jej własnym. Potem po prostu go pocałowała. Wyszła z prawy, bo pocałunek był koślawy i pewnie mężczyzna mógł poczuć, że dawno tego nie robiła. Niestety, nie mogła się powstrzymać.
Przyszedł jej do głowy jeden pomysł. Odwiedzą Walię. Może szybciej niż my się wydaje. Właściwie i tak miała go o to zapytać już wcześniej. Czuła jego oddech na swoich ustach, kiedy oderwała się od niego.
— To możemy zaczniemy od ślubu?
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła