04.11.2025, 21:59 ✶
Pocałowała go.
Pocałowała go.
Icarus przez chwilę nie wiedział, czy to jawa, czy sen. Delikatny dotyk jej ust na jego ustach nie mógł się równać z niczym innym. Jej obecność, zapach, dotyk, wszystko to powodowało, że mężczyźnie wydawało się, że życie było piękne. Mimo wszystkich przeciwności losu, kiedy Mona była obok, kiedy go całowała, wszystkie problemy wydawały się nieważne. Wcześniej śnił o tej chwili. Wspomnienia mieszały się tam z wytworzoną przez wyobraźnię fikcją, a te nie potrafiły w żadnym stopniu dorównać prawdziwemu życiu.
Kiedy się odsunęła, Ari odgarnął kosmyk włosów z jej czoła, uśmiechając się. Być może chciałby, żeby uczucie towarzyszące pocałunkowi nie odchodziło, by trwało już zawsze. Jednak samo patrzenie w oczy Mo wystarczyło. Jej piękno urzekło go tak, że dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa.
Ślub... Na bogów! Ślub! Coś w Icarusie zadrżało z nerwów. Czy tego chciał? Tak, absolutnie. Marzył o tym od... lat. Czy chciał tego już? Może Mo żartowała? A co jeśli wcale nie?
– Naprawdę jesteśmy tak grzeczni, żeby zaczynać od ślubu? – Icarus sam siebie zaskoczył tą odpowiedzią. Ten flirt nie był tym, co towarzyszyło jego nastoletnim latom. Nabył to w... doświadczeniu życiowym. Flirt jako zasłona dymna, bariera przed zdradzeniem prawdziwych emocji... Nie no. Musiał naprostować te słowa. Ujął jej dłoń w swoją. Niełatwo było mu tak szczerze o tym mówić. Wziął głęboki oddech i spoważniał.– Mo, zanim zdecydujemy się na coś takiego... Muszę się ogarnąć. Tak całkiem szczerze. Jeszcze dwie godziny temu byłem wrakiem. A ja praktycznie pod tym względem jestem jak statek Tezeusza. Muszę odbudować się na nowo, kawałek po kawałku. Nie chcę, byś... podejmowała to ryzyko, kiedy ta konstrukcja jest jeszcze tak niestabilna.
Pocałowała go.
Icarus przez chwilę nie wiedział, czy to jawa, czy sen. Delikatny dotyk jej ust na jego ustach nie mógł się równać z niczym innym. Jej obecność, zapach, dotyk, wszystko to powodowało, że mężczyźnie wydawało się, że życie było piękne. Mimo wszystkich przeciwności losu, kiedy Mona była obok, kiedy go całowała, wszystkie problemy wydawały się nieważne. Wcześniej śnił o tej chwili. Wspomnienia mieszały się tam z wytworzoną przez wyobraźnię fikcją, a te nie potrafiły w żadnym stopniu dorównać prawdziwemu życiu.
Kiedy się odsunęła, Ari odgarnął kosmyk włosów z jej czoła, uśmiechając się. Być może chciałby, żeby uczucie towarzyszące pocałunkowi nie odchodziło, by trwało już zawsze. Jednak samo patrzenie w oczy Mo wystarczyło. Jej piękno urzekło go tak, że dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa.
Ślub... Na bogów! Ślub! Coś w Icarusie zadrżało z nerwów. Czy tego chciał? Tak, absolutnie. Marzył o tym od... lat. Czy chciał tego już? Może Mo żartowała? A co jeśli wcale nie?
– Naprawdę jesteśmy tak grzeczni, żeby zaczynać od ślubu? – Icarus sam siebie zaskoczył tą odpowiedzią. Ten flirt nie był tym, co towarzyszyło jego nastoletnim latom. Nabył to w... doświadczeniu życiowym. Flirt jako zasłona dymna, bariera przed zdradzeniem prawdziwych emocji... Nie no. Musiał naprostować te słowa. Ujął jej dłoń w swoją. Niełatwo było mu tak szczerze o tym mówić. Wziął głęboki oddech i spoważniał.– Mo, zanim zdecydujemy się na coś takiego... Muszę się ogarnąć. Tak całkiem szczerze. Jeszcze dwie godziny temu byłem wrakiem. A ja praktycznie pod tym względem jestem jak statek Tezeusza. Muszę odbudować się na nowo, kawałek po kawałku. Nie chcę, byś... podejmowała to ryzyko, kiedy ta konstrukcja jest jeszcze tak niestabilna.