04.11.2025, 23:01 ✶
Zerknął na zegarek, który tkwił schowany w wewnętrznej kieszonce marynarki i westchnął, zaciągając się palonym ukradkiem papierosem. Wyszedł do łazienki, zgodnie z planem. Ludzi było mnóstwo, działo się dookoła tyle, że większości nie mógł zapamiętać. Obiecał, że nie będzie cuchnął tytoniem, więc wybrał słabszy wyrób i pozbawiony zapachu, jakaś nowość na rynku, dzięki czemu pachniał wybranymi perfumami z nutą drzewa sandałowego i jakiegoś kwiatu chyb, nie był pewien. Czas płynął wolno na gratulacjach i prezentach, ceremonia była piękna. Trzeba przyznać, że Geraldine wyglądała zjawiskowo, nawet jeśli była blondynką, których przecież nie lubił. Zostawił prezenty, złożył życzenia, a potem pilnował Rosie, okazjonalnie zerkając na Atreusa, który był w towarzystwie Brenny, co poniekąd go irytowało. Bawili się dobrze, ładnie razem wyglądali i zastanawiał się, czy byli już oficjalnie parą, bo przecież pojawienie się na tak wielkim wydarzeniu towarzyskim o czymś świadczyło. On jednak skupiał się na Rosie, która – co nieco karmiło jego wewnętrznego pawia, wyglądała tego wieczora zjawiskowo. Dostrzegał te wszystkie spojrzenia, które mężczyźni posyłali w stronę jego udawanej czy nie, narzeczonej, co uruchamiało w nim typowo samczą potrzebę zaznaczania swojego terytorium. Trzymał się więc blisko niej, czasem przesuwając dłonią po jej tali może centymetr niżej, niż gentlemanowi wypadało, ale tak, aby potencjalny zainteresowany to dostrzegł. Był z klasą i elegancki, tak, jak sobie tego życzyła, a co z tym idzie – nie odzywał się za dużo, żeby nie pierdolnąć jakiegoś komentarza niewłaściwego, o którym potem dowiedziałby się Staszek lub Dziadek, a przez co miałby reprymendę godziną o honorze Borginów. Wzdrygał się, zgasił papierosa, poprawił marynarkę i wrócił na tyły posiadłości, do gości.
Stanął za jej plecami, delikatnie otaczając ją ręką w talii i układając w okolicach jej biodra. Chyba zbierano się do toastu, więc uśmiechał się i rozejrzał dookoła, zanim zerknął w dół, na swoją partnerkę.
- Nie jest Ci chłodno? - zapytał cicho, czując chłodniejszy podmuch wiatru, który wdarł mu się pod koszulę, co natychmiast go orzeźwiło. Nie dość, że miał szlaban na częste palenie papierosów, to musiał ograniczać się z alkoholem, bo wtedy również bywał zbyt szczery i bezpośredni, co mogłoby się jej rodzicom nie spodobać. A chciał, żeby mieli o nim dobre zdanie, bo przecież obiecał brak problemów. - Mam nadzieję, że podczas mojej krótkiej nieobecności nikt Ci się nie naprzykrzał i zarezerwowałaś dla mnie najbliższy taniec, Panno Greengrass? - dodał nieco głośniej, unosząc brew, gdy dostrzegł, że jakiś wąsaty jegomość – na pewno starszy od niego, kawaler, wskazał na nią ruchem głowy z błyskiem w oczach, które mu się wcale nie podobało. Antek, chociaż zwykle był dość uśmiechnięty i miał bogatą, raczej zabawną mimikę twarzy, umiał też przybrać maskę surowego komornika i urzędnika bez litości, w którego tęczówkach tliła się jedynie pogarda i chłód. I nie robił tego zwykle celowo, czasem po prostu nad sobą nie panował, co zapewne miało miejsce teraz, bo mężczyzna natychmiast odwrócił wzrok. - Jesteś już mniej zdenerwowana? - pytanie, chociaż ogólne i dotyczące pozornie emocji związanych z uroczystością, było znacznie głębsze, co mogła z łatwością odczuć, bo przecież znała już młodego Borgina trochę czasu. Kolejny podmuch wiatru sprawił, że stanął nieco bliżej, zasłaniając jej plecy i nieco ramiona, tak, jak pozwalała przyzwoitość i dobre maniery. - Właściwie, to gdybyś miała brać teraz ślub, też chciałabyś ceremonię tego typu, jak Twój brat i moja piękna kuzynka? Czy myślałaś o czymś bardziej.. Nie wiem, dworskim? A może ucieczką na wyspę Skye i ciche zawarcie małżeństwa? Chociaż z Twoim nazwiskiem, to by raczej nie przeszło.
Nie sądził, że ktokolwiek zwraca uwagę na ich konwersację, która niknęła wśród podnieconych szeptów.
Stanął za jej plecami, delikatnie otaczając ją ręką w talii i układając w okolicach jej biodra. Chyba zbierano się do toastu, więc uśmiechał się i rozejrzał dookoła, zanim zerknął w dół, na swoją partnerkę.
- Nie jest Ci chłodno? - zapytał cicho, czując chłodniejszy podmuch wiatru, który wdarł mu się pod koszulę, co natychmiast go orzeźwiło. Nie dość, że miał szlaban na częste palenie papierosów, to musiał ograniczać się z alkoholem, bo wtedy również bywał zbyt szczery i bezpośredni, co mogłoby się jej rodzicom nie spodobać. A chciał, żeby mieli o nim dobre zdanie, bo przecież obiecał brak problemów. - Mam nadzieję, że podczas mojej krótkiej nieobecności nikt Ci się nie naprzykrzał i zarezerwowałaś dla mnie najbliższy taniec, Panno Greengrass? - dodał nieco głośniej, unosząc brew, gdy dostrzegł, że jakiś wąsaty jegomość – na pewno starszy od niego, kawaler, wskazał na nią ruchem głowy z błyskiem w oczach, które mu się wcale nie podobało. Antek, chociaż zwykle był dość uśmiechnięty i miał bogatą, raczej zabawną mimikę twarzy, umiał też przybrać maskę surowego komornika i urzędnika bez litości, w którego tęczówkach tliła się jedynie pogarda i chłód. I nie robił tego zwykle celowo, czasem po prostu nad sobą nie panował, co zapewne miało miejsce teraz, bo mężczyzna natychmiast odwrócił wzrok. - Jesteś już mniej zdenerwowana? - pytanie, chociaż ogólne i dotyczące pozornie emocji związanych z uroczystością, było znacznie głębsze, co mogła z łatwością odczuć, bo przecież znała już młodego Borgina trochę czasu. Kolejny podmuch wiatru sprawił, że stanął nieco bliżej, zasłaniając jej plecy i nieco ramiona, tak, jak pozwalała przyzwoitość i dobre maniery. - Właściwie, to gdybyś miała brać teraz ślub, też chciałabyś ceremonię tego typu, jak Twój brat i moja piękna kuzynka? Czy myślałaś o czymś bardziej.. Nie wiem, dworskim? A może ucieczką na wyspę Skye i ciche zawarcie małżeństwa? Chociaż z Twoim nazwiskiem, to by raczej nie przeszło.
Nie sądził, że ktokolwiek zwraca uwagę na ich konwersację, która niknęła wśród podnieconych szeptów.