05.11.2025, 02:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2025, 03:34 przez Hestia Bletchley.)
Londyn płonął i płonął, aż w pewnym momencie po prostu... Przestał płonąć. Płomienie powoli zaczęły dogorywać, podpalacze najwyraźniej przestali atakować kolejne cele i prawdę mówiąc Hestia czuła się obecnie jeszcze gorzej. Teraz gdy żar skrajnych emocji zostapiła po prostu spopielona pustka. Noc powoli zbliżała się do końca, gdy wraz z ojcem przeniosła się w okolice ich domu. Hestia rozejrzała się po okolicy i z ulgą zobaczyła, że budynek nie spłonął.
– Patrz. Chyba nie jest źle – powiedziała w stronę starszego Bletchleya ze słabym uśmiechem i po raz pierwszy od kiedy powiedziano jej, aby zakończyła pracę na tę noc poczuła jakąś pozytywną emocję. Dalej miała na sobie zwykły szary strój brygadzistki, teraz dodatkowo jeszcze udekorowany śladami osmolenia, a to co miała na głowie już dawno nie przypominało kucyka, ale przynajmniej na jej twarzy pojawić się jakiś cień wesołości. Była wykończona. Całą noc biegała po Londynie próbując zapanować nad sytuacją i pomóc komu się tylko dało. Martwiła się o rodzinę. Martwiła się o przyjaciół. Martwiła się o dom i teraz przynajmniej wiedziała, że stał. Przynajmniej tyle. – Jeśli stoi cały to chyba większa szansa że ibw środku będzie wszystko dobrze, nie? Mama i Alice na pewno się ucieszą. Może zobaczymy co jest w środku, weźmiemy kilka rzeczy i hm... Skoczymy po nie do Munga?
Nie było jednak takiej potrzeby, bo ledwo skończyła mówić to zdanie przed domem pojawiły się również pozostałe członkinie rodziny Bletchley, a Hestii z ulgi pojaśniały oczy.
– Mamo, Alice! Żyjecie! Nic wam nie jest? – spytała podbiegając do obu kobiet.
– Patrz. Chyba nie jest źle – powiedziała w stronę starszego Bletchleya ze słabym uśmiechem i po raz pierwszy od kiedy powiedziano jej, aby zakończyła pracę na tę noc poczuła jakąś pozytywną emocję. Dalej miała na sobie zwykły szary strój brygadzistki, teraz dodatkowo jeszcze udekorowany śladami osmolenia, a to co miała na głowie już dawno nie przypominało kucyka, ale przynajmniej na jej twarzy pojawić się jakiś cień wesołości. Była wykończona. Całą noc biegała po Londynie próbując zapanować nad sytuacją i pomóc komu się tylko dało. Martwiła się o rodzinę. Martwiła się o przyjaciół. Martwiła się o dom i teraz przynajmniej wiedziała, że stał. Przynajmniej tyle. – Jeśli stoi cały to chyba większa szansa że ibw środku będzie wszystko dobrze, nie? Mama i Alice na pewno się ucieszą. Może zobaczymy co jest w środku, weźmiemy kilka rzeczy i hm... Skoczymy po nie do Munga?
Nie było jednak takiej potrzeby, bo ledwo skończyła mówić to zdanie przed domem pojawiły się również pozostałe członkinie rodziny Bletchley, a Hestii z ulgi pojaśniały oczy.
– Mamo, Alice! Żyjecie! Nic wam nie jest? – spytała podbiegając do obu kobiet.