05.11.2025, 11:27 ✶
– Nawet myślałam, żeby zapolować na niego z egzorcystą, ale okazało się, że drań pojawia się w innych miejscach… więc niewiele to da, jeżeli może fruwać w tę i z powrotem po wszystkich magicznych ulicach.
Niby to było nic. Złośliwe żarty. Dezorganizujące życie, ale nieszkodliwe. Tylko czy na pewno? Co jeżeli poltergeist zmieni w dzieciaka aurora, akurat ścigającego przestępcę? Albo jeśli ofiarą zamiany ciał padną dwie przypadkowe osoby i jedna z nich wykorzysta tę okazję do popełnienia przestępstwa? Jakby szukanie przestępców nie było obecnie dostatecznie skomplikowane: zawsze musieli brać pod uwagę metamorfomagów, eliksiry wielosokowe czy namieszanie komuś w głowie hipnozą.
– Hm… myślisz że przywykły czy po prostu ich nie słyszą? – zastanowiła się Brenna, bo przecież ostatnio, gdy to poltergeist wydawał te wszystkie odgłosy, okazało się, że tak naprawdę sprowadzał halucynacje na Victorię. Może koty były spokojne, bo nie było żadnych bębnów, a jedynie zaklęcie? – Jeżeli nic nie znajdziemy, to może spróbować u klątwołamacza? – zasugerowała, przypominając sobie te wszystkie dziwne wydarzenia, do których dochodziło w niektórych mieszkaniach po Spalonej Nocy. – Może w Spaloną Noc coś dotknęło też tej kamienicy, tylko objawiło się później? U niektórych na ścianach pojawiały się odciski rąk, u innych jakieś runy… obeszłam trochę domów z takimi pamiątkami…
Zamilkła, gdy pojawiła się skrzatka. Skrzaty z natury zawsze zdawały się na swój sposób przestraszone, nawet jeżeli rodzina nie miała w zwyczaju się nad nimi znęcać, Brenna więc po prostu milczała, nie chcąc przypadkiem Strzałki zdenerwować.
– Piwnica, hm – mruknęła Brenna. Sięgnęła do kieszeni, wyciągając różdżkę, bo jednak dźwięki w piwnicy tego typu mogły oznaczać wszystko: że zagnieździł się tam bogin, że ktoś z mieszkańców postanowił zacząć karierę perkusisty (w sumie to Brenna tego nie wiedziała, ale taki Sauriel mógł przecież zamienić gitarę na perkusję…), że byli właściciele zostawili tam pamiątkę… ale też że Thoran faktycznie był demonem, nie udało się go pozbyć i wrócił tutaj, w pobliże kamienicy, którą wynajmował…
Uśmiechnęła się do Victorii promiennie, chociaż spojrzenie miała czujne i mocno zaciskała palce na różdżce.
– To co, Tori? Pokażesz mi kotki w swojej piwnicy? – zażartowała. Nie to, że nie wiedziała, że Kwiatuszek i Luna mieszkają na kanapie, a nie w piwnicy.
Niby to było nic. Złośliwe żarty. Dezorganizujące życie, ale nieszkodliwe. Tylko czy na pewno? Co jeżeli poltergeist zmieni w dzieciaka aurora, akurat ścigającego przestępcę? Albo jeśli ofiarą zamiany ciał padną dwie przypadkowe osoby i jedna z nich wykorzysta tę okazję do popełnienia przestępstwa? Jakby szukanie przestępców nie było obecnie dostatecznie skomplikowane: zawsze musieli brać pod uwagę metamorfomagów, eliksiry wielosokowe czy namieszanie komuś w głowie hipnozą.
– Hm… myślisz że przywykły czy po prostu ich nie słyszą? – zastanowiła się Brenna, bo przecież ostatnio, gdy to poltergeist wydawał te wszystkie odgłosy, okazało się, że tak naprawdę sprowadzał halucynacje na Victorię. Może koty były spokojne, bo nie było żadnych bębnów, a jedynie zaklęcie? – Jeżeli nic nie znajdziemy, to może spróbować u klątwołamacza? – zasugerowała, przypominając sobie te wszystkie dziwne wydarzenia, do których dochodziło w niektórych mieszkaniach po Spalonej Nocy. – Może w Spaloną Noc coś dotknęło też tej kamienicy, tylko objawiło się później? U niektórych na ścianach pojawiały się odciski rąk, u innych jakieś runy… obeszłam trochę domów z takimi pamiątkami…
Zamilkła, gdy pojawiła się skrzatka. Skrzaty z natury zawsze zdawały się na swój sposób przestraszone, nawet jeżeli rodzina nie miała w zwyczaju się nad nimi znęcać, Brenna więc po prostu milczała, nie chcąc przypadkiem Strzałki zdenerwować.
– Piwnica, hm – mruknęła Brenna. Sięgnęła do kieszeni, wyciągając różdżkę, bo jednak dźwięki w piwnicy tego typu mogły oznaczać wszystko: że zagnieździł się tam bogin, że ktoś z mieszkańców postanowił zacząć karierę perkusisty (w sumie to Brenna tego nie wiedziała, ale taki Sauriel mógł przecież zamienić gitarę na perkusję…), że byli właściciele zostawili tam pamiątkę… ale też że Thoran faktycznie był demonem, nie udało się go pozbyć i wrócił tutaj, w pobliże kamienicy, którą wynajmował…
Uśmiechnęła się do Victorii promiennie, chociaż spojrzenie miała czujne i mocno zaciskała palce na różdżce.
– To co, Tori? Pokażesz mi kotki w swojej piwnicy? – zażartowała. Nie to, że nie wiedziała, że Kwiatuszek i Luna mieszkają na kanapie, a nie w piwnicy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.