05.11.2025, 14:37 ✶
Z Morpheusem na parkiecie.
Gdyby zapytał, odpowiedziałaby, że przecież nie zostało im nic innego.
Żadne z nich nie tańczyło, gdy płomienie wznosiły się nad ulicami Londynu, pożerały zabytkowe kamienice, a wraz z nimi wspomnienia pokoju, o który walczyli i który pielęgnowali całe życie. Pokoju, który wyrwano im gwałtem. Ale świat nie zatrzymał się tego 8. września - prace nie ustały, kolejki w sklepach wcale nie zmalały; ludzie wrócili do swojej codzienności, choć ta zdawała się być tak odległa jak jeszcze nigdy wcześniej.
Oparła dłoń na piersi Morpheusa, co było wygodniejszym dla kogoś jej wzrostu odpowiednikiem pochwycenia go za ramię. Pozwoliła mu objąć się w pasie, a nawet odrobinę wyżej. Niestety, taniec z takim krasnalem jak ona miał swoją cenę, a nie chciała żeby szanownemu panu Longbottoom trzasnął kręgosłup. W tym wieku to się zdarzało.
Znajome ruchy, znajomych kroków do znajomej muzyki.
Miło było przez moment udawać, że nic złego się nie zdarzyło. Kiedy tak tańczyli po raz ostatni? Yule dwa lata temu? Przyjęcie integracyjne Ministerstwa Magii, na którym ktoś dodał do pączu wyciągu z rechotka w takiej ilości, że biedny Alexander Bletchley dostał godzinnego napadu śmiechu. Przecież już wtedy wojna wisiała w powietrzu, ale... czy gdyby nie machnęli ręką na groźby psychopaty zawarte w tym jego manifeście, mogliby tego wszystkiego uniknąć?
Podniosła głowę.
Czy wiedział? Przewidział to?
Nie zapytała. Pewnie każdy zawracał mu takimi pytaniami głowę.
- Zaskoczę cię. Pan Moody jest tu wyjątkowo na prywatne zaproszenie. W cywilu. Wiem, nie widać.- Zniżyła głos do żartobliwego szeptu, jak gdyby opowiadała wieszczowi najnowsze ploteczki z ministerialnych korytarzy. Spoważniała jednak chwilę później.- Po tym zamachu terrorystycznym z początku września, Aaron… znaczy pan Moody - poprawiła się szybko. Odchrząknęła, próbując zatuszować lekkie zakłopotanie- uznał, że będę bezpieczniejsza w jego towarzystwie.
Była mile zaskoczona tym, że całe przyjęcie przebiegło tak naprawdę bez żadnych... problemów. Przecież słyszała (każdy słyszał) co wydarzyło się na koncercie pod koniec sierpnia. O tej biednej dziewczynce. Jak jej było? Raphaela? Selwynowie z pewnością nie mogli sobie pozwolić na podobnego typu zaniedbania.
- A ty, mój drogi Morpheusu? Widziano Cię dzisiaj przy pannie Dolohov... Czyżbyś planował wreszcie pożegnać swój stan kawalerski?- Zapytała jak najbardziej szczerze. Niekoniecznie niewinnie, ale skoro sam zaczął temat... Co złego to nie ona!
Gdyby zapytał, odpowiedziałaby, że przecież nie zostało im nic innego.
Żadne z nich nie tańczyło, gdy płomienie wznosiły się nad ulicami Londynu, pożerały zabytkowe kamienice, a wraz z nimi wspomnienia pokoju, o który walczyli i który pielęgnowali całe życie. Pokoju, który wyrwano im gwałtem. Ale świat nie zatrzymał się tego 8. września - prace nie ustały, kolejki w sklepach wcale nie zmalały; ludzie wrócili do swojej codzienności, choć ta zdawała się być tak odległa jak jeszcze nigdy wcześniej.
Oparła dłoń na piersi Morpheusa, co było wygodniejszym dla kogoś jej wzrostu odpowiednikiem pochwycenia go za ramię. Pozwoliła mu objąć się w pasie, a nawet odrobinę wyżej. Niestety, taniec z takim krasnalem jak ona miał swoją cenę, a nie chciała żeby szanownemu panu Longbottoom trzasnął kręgosłup. W tym wieku to się zdarzało.
Znajome ruchy, znajomych kroków do znajomej muzyki.
Miło było przez moment udawać, że nic złego się nie zdarzyło. Kiedy tak tańczyli po raz ostatni? Yule dwa lata temu? Przyjęcie integracyjne Ministerstwa Magii, na którym ktoś dodał do pączu wyciągu z rechotka w takiej ilości, że biedny Alexander Bletchley dostał godzinnego napadu śmiechu. Przecież już wtedy wojna wisiała w powietrzu, ale... czy gdyby nie machnęli ręką na groźby psychopaty zawarte w tym jego manifeście, mogliby tego wszystkiego uniknąć?
Podniosła głowę.
Czy wiedział? Przewidział to?
Nie zapytała. Pewnie każdy zawracał mu takimi pytaniami głowę.
- Zaskoczę cię. Pan Moody jest tu wyjątkowo na prywatne zaproszenie. W cywilu. Wiem, nie widać.- Zniżyła głos do żartobliwego szeptu, jak gdyby opowiadała wieszczowi najnowsze ploteczki z ministerialnych korytarzy. Spoważniała jednak chwilę później.- Po tym zamachu terrorystycznym z początku września, Aaron… znaczy pan Moody - poprawiła się szybko. Odchrząknęła, próbując zatuszować lekkie zakłopotanie- uznał, że będę bezpieczniejsza w jego towarzystwie.
Była mile zaskoczona tym, że całe przyjęcie przebiegło tak naprawdę bez żadnych... problemów. Przecież słyszała (każdy słyszał) co wydarzyło się na koncercie pod koniec sierpnia. O tej biednej dziewczynce. Jak jej było? Raphaela? Selwynowie z pewnością nie mogli sobie pozwolić na podobnego typu zaniedbania.
- A ty, mój drogi Morpheusu? Widziano Cię dzisiaj przy pannie Dolohov... Czyżbyś planował wreszcie pożegnać swój stan kawalerski?- Zapytała jak najbardziej szczerze. Niekoniecznie niewinnie, ale skoro sam zaczął temat... Co złego to nie ona!