05.11.2025, 16:10 ✶
Odcięcie od Londynu było tym, czego w tej chwili potrzebował. I mimo iż nie przepadał za Irlandią głównie ze względu na temperament jej mieszkańców, przyjął od Cynthii instrukcje, co do których się zastosował. Sam nie wiedział, dlaczego - mógł po prostu dalej robić swoje, zostać w Little Hangelton i po prostu odpocząć. Jednak z tym odpoczynkiem Lestrange miał duży, duży problem - w ostatnich tygodniach po prostu nie umiał go zaznać. Gdy znalazł się w Irlandii, zastosował się do wskazówek, które skrzętnie przechowywał w pamięci. Był pod swoją postacią - nie miał na sobie maski śmierciożercy, lecz przywdział tę druga, grzeczniejszą. Ułożonego Niewymownego, pana Lestrange, pracownika Ministerstwa, osoby która zawsze wie co robi. Osoby spokojnej, opanowanej, mającej rozwiązanie na wszystko. Z tym, że na tę sytuację przygotowany nie był.
Zastanawiał się wciąż, czy dobrze robił. Nie było osoby spoza organizacji, która znałaby jego tożsamość. Cynthia byłaby pierwszą osobą, która dowiedziałaby się o tym, że na jego przedramieniu wije się Mroczny Znak, a on sam był odpowiedzialny za to, co się stało 8 września. Nie był pewny, czy chciał wtajemniczać Flintównę w to wszystko, mimo że przecież wykonał już jeden krok, pokazując jej swoje "obiekty badań". Obdarzył ją zaufaniem, ale jeżeli chodziło o bycie śmierciożercą... Podchodził do tego zupełnie inaczej.
A mimo to stanął przed drzwiami, ściskając kluczyk w dłoni. Ostrożnie włożył go w zamek i przekręcił, a potem pchnął drzwi. Był przygotowany na ewentualny atak, jak zwykle - prawą rękę miał schowaną w kieszeni, a palce zaciskały się na różdżce, tak jakby Cynthia miała go zwabić w pułapkę. Tak się jednak nie stało: pokój był pusty, gdy zamykał za sobą drzwi i przechodził do niewielkiego salonu, rozglądając się po nim tak, by zapamiętać możliwie jak najwięcej szczegółów. Gdy skrzypnęły drzwi od łazienki, przekręcił głowę w tamtą stronę. Kluczyk schował do kieszeni czarnych spodni, drugiej ręki nadal nie wyciągnął z kieszeni. Milczał, gdy opierała się o drzwi, gdy kropla wody spływała po jej szyi, a ona patrzyła w bok. Słyszał, co do niego mówiła, lecz nie przerywał jej. Zamiast tego podszedł do okna, dbając by nie odwracać się do niej plecami. Zamknął je cicho, ucinając szum wody i śmiechy, dochodzące z zewnątrz. Nie był pewny, czy umiałby zabić Cynthię, gdyby ta postanowiła go zaatakować. Była cennym nabytkiem i naprawdę liczył na to, że była tak inteligentna, za jaką ją uważał.
- Przeziębisz się - powiedział, w ogóle nie odnosząc się do słów, które wypowiedziała. Oczy... Z reguły nie zastanawiał się nad tym, bo nikomu nie pozwalał zbliżyć się na tyle blisko, by móc zajrzeć w szpary pomiędzy sztywnym materiałem maski. Postawa Rodolphusa nie wskazywała na to, by był spięty, chociaż w środku targały nim przeróżne emocje. Czy dałby radę zabić Cynthię Flint, jeżeli ta postanowiłaby wybrać drugą stronę? Milczał przez chwilę, wpatrując się w sylwetkę kobiety. Z pozoru bezbronnej, delikatnej i nieszkodliwej. Ale Merlin mu świadkiem, że podczas Spalonej Nocy pokazała, że wcale nie była taka bezbronna. - Jesteś bardziej spostrzegawcza, niż sądziłem.
Powiedział to z uznaniem w głosie, bo przecież wiedziała, że szanował jej dorobek naukowy i ją samą, nawet jeżeli nie rozmawiali ze sobą codziennie. Wyłuskując taki drobiazg z tego chaosu sprawiła, że jego podziw tylko wzrósł. Nie odpowiedział na oczywistość, że nie dał się złapać. Wyraził już swoją opinię na temat Ministerstwa i jego działania - jak ktoś taki byłby w stanie jakkolwiek mu zagrozić? Lekko rozluźnił palce, które ściskał na różdżce. Ale nie puścił jej całkowicie. Nie wiedział jakie Flint miała intencje. Chciała porozmawiać? Zaszantażować go? Zabić? Każdy jeden scenariusz był bardzo prawdopodobny.
Zastanawiał się wciąż, czy dobrze robił. Nie było osoby spoza organizacji, która znałaby jego tożsamość. Cynthia byłaby pierwszą osobą, która dowiedziałaby się o tym, że na jego przedramieniu wije się Mroczny Znak, a on sam był odpowiedzialny za to, co się stało 8 września. Nie był pewny, czy chciał wtajemniczać Flintównę w to wszystko, mimo że przecież wykonał już jeden krok, pokazując jej swoje "obiekty badań". Obdarzył ją zaufaniem, ale jeżeli chodziło o bycie śmierciożercą... Podchodził do tego zupełnie inaczej.
A mimo to stanął przed drzwiami, ściskając kluczyk w dłoni. Ostrożnie włożył go w zamek i przekręcił, a potem pchnął drzwi. Był przygotowany na ewentualny atak, jak zwykle - prawą rękę miał schowaną w kieszeni, a palce zaciskały się na różdżce, tak jakby Cynthia miała go zwabić w pułapkę. Tak się jednak nie stało: pokój był pusty, gdy zamykał za sobą drzwi i przechodził do niewielkiego salonu, rozglądając się po nim tak, by zapamiętać możliwie jak najwięcej szczegółów. Gdy skrzypnęły drzwi od łazienki, przekręcił głowę w tamtą stronę. Kluczyk schował do kieszeni czarnych spodni, drugiej ręki nadal nie wyciągnął z kieszeni. Milczał, gdy opierała się o drzwi, gdy kropla wody spływała po jej szyi, a ona patrzyła w bok. Słyszał, co do niego mówiła, lecz nie przerywał jej. Zamiast tego podszedł do okna, dbając by nie odwracać się do niej plecami. Zamknął je cicho, ucinając szum wody i śmiechy, dochodzące z zewnątrz. Nie był pewny, czy umiałby zabić Cynthię, gdyby ta postanowiła go zaatakować. Była cennym nabytkiem i naprawdę liczył na to, że była tak inteligentna, za jaką ją uważał.
- Przeziębisz się - powiedział, w ogóle nie odnosząc się do słów, które wypowiedziała. Oczy... Z reguły nie zastanawiał się nad tym, bo nikomu nie pozwalał zbliżyć się na tyle blisko, by móc zajrzeć w szpary pomiędzy sztywnym materiałem maski. Postawa Rodolphusa nie wskazywała na to, by był spięty, chociaż w środku targały nim przeróżne emocje. Czy dałby radę zabić Cynthię Flint, jeżeli ta postanowiłaby wybrać drugą stronę? Milczał przez chwilę, wpatrując się w sylwetkę kobiety. Z pozoru bezbronnej, delikatnej i nieszkodliwej. Ale Merlin mu świadkiem, że podczas Spalonej Nocy pokazała, że wcale nie była taka bezbronna. - Jesteś bardziej spostrzegawcza, niż sądziłem.
Powiedział to z uznaniem w głosie, bo przecież wiedziała, że szanował jej dorobek naukowy i ją samą, nawet jeżeli nie rozmawiali ze sobą codziennie. Wyłuskując taki drobiazg z tego chaosu sprawiła, że jego podziw tylko wzrósł. Nie odpowiedział na oczywistość, że nie dał się złapać. Wyraził już swoją opinię na temat Ministerstwa i jego działania - jak ktoś taki byłby w stanie jakkolwiek mu zagrozić? Lekko rozluźnił palce, które ściskał na różdżce. Ale nie puścił jej całkowicie. Nie wiedział jakie Flint miała intencje. Chciała porozmawiać? Zaszantażować go? Zabić? Każdy jeden scenariusz był bardzo prawdopodobny.