05.11.2025, 21:04 ✶
Stanowiła widok świętej męczennicy po egzorcyzmie, jak mu się tak rozciągnęła po tej jego podłodze w błogim stanie poemocjonalnym. Pacjent po takim zabiegu, który nie skończył się wrzaskiem, wyzwiskiem ani zdemolowaniem gabinetu, był wyjątkowo rzadkim przypadkiem, toteż i Odys poczuł, jak coś w nim się odkorowało.
I nie odpowiedział na jej pytanie od razu. Ręce założył na piersi, a brew uniosła mu się z niedowierzaniem. Sam był wciąż w lekkim szoku na własne umiejętności (co za narcyz pierdolony).
— Do usług — uśmiechnął się krzywo. — Jakby cię to ciekawiło — to, co ci właśnie zrobiłem, można porównać do sytuacji, w której wycinasz Voldemorta z własnego łba skalpelem. Naprawdę możesz świętować.
Następnie wysłuchał ją. Zapisał sobie w myślach każde słowo, a kiedy zaczęła mówić o „bramie” i „prawdzie objawionej”, nie brzmiało to jak klasyczny bełkot posttraumatyczny.
— Jakby próbowali z was zrobić nośniki lęku. Po co siać klątwę skoro można zaszczepić ideę? Strach zrobi resztę sam. Czysta magia socjotechniczna, tylko z… takim skutkiem ubocznym — wyjaśnił, drapiąc się po brwi. — Na swój sposób to genialny ruch. Szkoda tylko, że wszystko sprowadza się do ideologicznie czystokrwistej pobudki. Co za skończone pojeby.
Nie żebym sam był normalny.
Wahadełko trzymał między palcami, a światło lamp odbijało się w metalu, tańcząc drobnym refleksem po jego knykciach.
— Nie. Nie miałem takich przypadków. Przynajmniej nie dokładnie takich, jak twój — odpowiedział. Mężczyzna wstał, wyciągnął różdżkę i lekkim ruchem nadgarstka przywrócił fotel na miejsce. Spodziewał się, że zaraz znowu w niego by przywaliła.
I nie odpowiedział na jej pytanie od razu. Ręce założył na piersi, a brew uniosła mu się z niedowierzaniem. Sam był wciąż w lekkim szoku na własne umiejętności (co za narcyz pierdolony).
— Do usług — uśmiechnął się krzywo. — Jakby cię to ciekawiło — to, co ci właśnie zrobiłem, można porównać do sytuacji, w której wycinasz Voldemorta z własnego łba skalpelem. Naprawdę możesz świętować.
Następnie wysłuchał ją. Zapisał sobie w myślach każde słowo, a kiedy zaczęła mówić o „bramie” i „prawdzie objawionej”, nie brzmiało to jak klasyczny bełkot posttraumatyczny.
— Jakby próbowali z was zrobić nośniki lęku. Po co siać klątwę skoro można zaszczepić ideę? Strach zrobi resztę sam. Czysta magia socjotechniczna, tylko z… takim skutkiem ubocznym — wyjaśnił, drapiąc się po brwi. — Na swój sposób to genialny ruch. Szkoda tylko, że wszystko sprowadza się do ideologicznie czystokrwistej pobudki. Co za skończone pojeby.
Nie żebym sam był normalny.
Wahadełko trzymał między palcami, a światło lamp odbijało się w metalu, tańcząc drobnym refleksem po jego knykciach.
— Nie. Nie miałem takich przypadków. Przynajmniej nie dokładnie takich, jak twój — odpowiedział. Mężczyzna wstał, wyciągnął różdżkę i lekkim ruchem nadgarstka przywrócił fotel na miejsce. Spodziewał się, że zaraz znowu w niego by przywaliła.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób