06.11.2025, 00:57 ✶
Ordynator puszczał ich ze szpitala rotacyjnie zaczynając od tych, którzy, jak ona, zostali z dniówki. Nie ma pożytku z zamęczonego pracownika, który nie potrafi sklecić zdania przez zacięcia się lub zapętlenia. Poza tym, gdy dopadało zmęczenie, to zaraz za nim strach co z rodziną, bliskimi lub domem, w ogóle czy było do czego wracać. Sidonie wspomniała, że jeśli o ile jej mieszkanie stoi, to miała jakieś kroplówki, pojedyncze i eliksiry przeciwbólowe, a już wiedzieli, że muszą oszczędnie dysponować środkami. Chciała przez kominek skontaktować się z ojcem czy wszystko u nich w porządku, czy wie co z resztą rodziny, wiedziała, że jeśli w Dolinie jej dom rodzinny ucierpiał, to i tak matka była w lecznicy, a ojciec mógł zawsze liczyć, że znajdzie się jakiś kąt w majątku.
Na dach jej kamienicy przeskoczył ogień z sąsiedniego budynku, gdy dotarła na miejsce sąsiedzi walczyli, jak mogli. Sid zmęczona po niekończącym dyżurze jakimś cudem i to większym, niż magia, ochroniła swoje mieszkanie, wygrzebała te kilka kroplówek do torby i wyszła, w trzeszczącej kamienicy nie czuła się bezpiecznie. Gorąco od ognia wypaczało metalowe i drewniane części konstrukcji, więc miała wrażenie, że budynek się porusza, drży i ktoś nieustannie po nim chodzi. Wraz z kilkoma osobami z sąsiedztwa trafiła do klubokawiarni, chciała przysiąść na chwilę, odpocząć, ale kilka osób zagadnęło ją czy może się dowiedzieć o kogoś z rodziny, z pracy, z kółka brydżowego. Ludzie zaczęli organizować coś na kształt dyżurów by pilnować tego, co nie spłonęło przed ewentualnymi szabrownikami. Nie miała siły o tym myśleć ani ile osób straciło domy.
- A, tak, chętnie - odpowiada, choć w pierwszym odruchu już chciała odmówić, bo pomyślała, że to może kolejna kawa, a mogła w sobie mieć więcej kawy, niż krwi, ale herbaty na brytyjskiej ziemi się nie odmawia. - Dziękuję.
- W porządku? W sensie fizycznym - dodała szybko, gdy się zreflektowała, że są daleko od w porządku i to na jakiś czas bliżej nieokreślony. Miała takich dzisiaj, wczoraj pacjentów, może jakiś uraz czy coś, niektórzy w złości na czekanie wychodzili z Munga. Choć Sid nie prezentowała się jakoś lepiej, blada z niewyspania i nadmiaru kawy, i zapewne użycia magii, we włosach mógł się osadzić popiół do tego zapach dymu i spalenizny, który przesycał ubrania czy włosy, ale już praktycznie nikt nie zwracał uwagi na to.
Na dach jej kamienicy przeskoczył ogień z sąsiedniego budynku, gdy dotarła na miejsce sąsiedzi walczyli, jak mogli. Sid zmęczona po niekończącym dyżurze jakimś cudem i to większym, niż magia, ochroniła swoje mieszkanie, wygrzebała te kilka kroplówek do torby i wyszła, w trzeszczącej kamienicy nie czuła się bezpiecznie. Gorąco od ognia wypaczało metalowe i drewniane części konstrukcji, więc miała wrażenie, że budynek się porusza, drży i ktoś nieustannie po nim chodzi. Wraz z kilkoma osobami z sąsiedztwa trafiła do klubokawiarni, chciała przysiąść na chwilę, odpocząć, ale kilka osób zagadnęło ją czy może się dowiedzieć o kogoś z rodziny, z pracy, z kółka brydżowego. Ludzie zaczęli organizować coś na kształt dyżurów by pilnować tego, co nie spłonęło przed ewentualnymi szabrownikami. Nie miała siły o tym myśleć ani ile osób straciło domy.
- A, tak, chętnie - odpowiada, choć w pierwszym odruchu już chciała odmówić, bo pomyślała, że to może kolejna kawa, a mogła w sobie mieć więcej kawy, niż krwi, ale herbaty na brytyjskiej ziemi się nie odmawia. - Dziękuję.
- W porządku? W sensie fizycznym - dodała szybko, gdy się zreflektowała, że są daleko od w porządku i to na jakiś czas bliżej nieokreślony. Miała takich dzisiaj, wczoraj pacjentów, może jakiś uraz czy coś, niektórzy w złości na czekanie wychodzili z Munga. Choć Sid nie prezentowała się jakoś lepiej, blada z niewyspania i nadmiaru kawy, i zapewne użycia magii, we włosach mógł się osadzić popiół do tego zapach dymu i spalenizny, który przesycał ubrania czy włosy, ale już praktycznie nikt nie zwracał uwagi na to.