Obietnice. Najgorsza rzecz, która zmusza nas do trzymania się ich i spełnienia. Nicholas unikał składania obietnic. Nigdy nie wiadomo, czy uda się ich dotrzymać. Co innego, jeżeli wiąże nas przysięga wieczysta. Wieczna, obietnica.
Spojrzał na siostrę poważnie. Przez moment ten milcząc. Umiała się, targować. Zgodzi się na jego propozycje, ale chciała coś w zamian. Grała tak jak on. W tę samą grę. Może jeszcze, dałoby się ją nawrócić na właściwą drogę?
- Nie lubię składać obietnic. Mogę jedynie zapewnić, że pójdę. Nie jesteś jedyną osobą, która mnie do tego nakłania.Zapewnił. Nie obiecał. Niech to ją uspokoi, że nie przez nią, a przez więcej niż jedną osobę jest nakłaniany do wizyty u uzdrowiciela.
- Pieniędzy nie musisz oddawać.
Dodał jeszcze dla informacji. Niech nowy dom, potraktuje jako prezent od niego. Jakiego jeszcze nigdy nie dostała. Nie robił tego z miłości. Robił to z obowiązku, jako starszego brata.
Powrócił spojrzeniem na krajobraz za oknem. Lecz po chwili znów zaniósł się kaszlem. Wycofał się od okna, docierając do kanapy, aby podeprzeć się jej jedną ręką. Drugą zakrył usta. Faye, nie powinna go widzieć w takim stanie.
Kiedy kaszel ustąpił, upił jeszcze parę łyków herbaty, jaką przygotowała. Zebrał swoje rzeczy, uznając, że powinien już iść.
Dodał na odchodne. Następnie opuścił jej pokój. Zszedł na dół i zatrzymał się. Powiódł wzrokiem na zniszczone wnętrze i dosłownie zabałaganione. Mógł jej ułatwić sprzątanie, ale po co? Obejrzał się na schody, jakby upewniając, że są stabilne, dzięki zaklęciu naprawczemu, jakie wcześniej rzucił. Przynajmniej dziewczyna mu się na schodach nie zabije.
Opuścił budynek, a następnie sam teren Doliny Godryka.