06.11.2025, 04:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2025, 07:30 przez Atreus Bulstrode.)
Oj tak, musiał mieć dużo szczęścia i sam zdawał sobie z tego sprawę. Rzeczy, które niknęły na Nokturnie, zazwyczaj zostawały tam już na zawsze i nie było szans na odnalezienie ich, no chyba że robiło się regularne przechadzki po średniej klasy sklepikach, gdzie sprzedawano najgorszej klasy rupiecie.
- Jak ktoś zjadał za dużo świstusów to się przyczepiało do niego sznurek i ciągnęło za sobą jak balon - prychnął. W jego przypadku, to podkładanie innym świstusów było jak najbardziej celowe, bo człowiek sobie nawet nie wyobrażał, ile nieświadomych ich działania dzieciaków można było znaleźć w Hogwarcie. Z resztą, podmienienie opakowania też nie było przesadnie ciężką rzeczą, a utyskiwania unoszących się nad ziemią rówieśników były momentalnie bezcenne.
Bulstrode nie miał nic przeciwko temu, żeby mówić samemu. Serio. Nie wymagał też od niej jakiegokolwiek wykazywania się, bo wciskał jej w ręce to zadanie głównie dlatego, że nie był nim zainteresowany. To była robota dla brygadzistów - tak podpowiadał mu cichy głosik w głowie, który był z nim od początku jego aurorskiej kariery. Kiedy więc Hestia zagadała do chłopaczków, on przyklęknął nad rozłożonym kocykiem, z zainteresowaniem przyglądając się wszystkim szpargałom, które można było tam znaleźć. Zestaw był zróżnicowany; zegarki, zabytkowe monety, jakieś fikuśne figurki, kolekcjonerskie karty z Lorettą i innymi popularnymi czarownicami.
- Tak - oznajmił jeden z chłopaków, wygładzając szatę. Na pierwszy rzut oka było widać że to jakiś młokos, który na dobrą sprawę powinien być w szkole. - Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie! - błysnął zębami w cwaniackim uśmiechu. - Jest czymś pani zainteresowana? Mamy bardzo urokliwe... eee... spinki do włosów, na przykład. I takie te, szczypce do nich.
- Jak ktoś zjadał za dużo świstusów to się przyczepiało do niego sznurek i ciągnęło za sobą jak balon - prychnął. W jego przypadku, to podkładanie innym świstusów było jak najbardziej celowe, bo człowiek sobie nawet nie wyobrażał, ile nieświadomych ich działania dzieciaków można było znaleźć w Hogwarcie. Z resztą, podmienienie opakowania też nie było przesadnie ciężką rzeczą, a utyskiwania unoszących się nad ziemią rówieśników były momentalnie bezcenne.
Bulstrode nie miał nic przeciwko temu, żeby mówić samemu. Serio. Nie wymagał też od niej jakiegokolwiek wykazywania się, bo wciskał jej w ręce to zadanie głównie dlatego, że nie był nim zainteresowany. To była robota dla brygadzistów - tak podpowiadał mu cichy głosik w głowie, który był z nim od początku jego aurorskiej kariery. Kiedy więc Hestia zagadała do chłopaczków, on przyklęknął nad rozłożonym kocykiem, z zainteresowaniem przyglądając się wszystkim szpargałom, które można było tam znaleźć. Zestaw był zróżnicowany; zegarki, zabytkowe monety, jakieś fikuśne figurki, kolekcjonerskie karty z Lorettą i innymi popularnymi czarownicami.
- Tak - oznajmił jeden z chłopaków, wygładzając szatę. Na pierwszy rzut oka było widać że to jakiś młokos, który na dobrą sprawę powinien być w szkole. - Zbieramy na zakupy w Miodowym Królestwie! - błysnął zębami w cwaniackim uśmiechu. - Jest czymś pani zainteresowana? Mamy bardzo urokliwe... eee... spinki do włosów, na przykład. I takie te, szczypce do nich.