06.11.2025, 16:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2025, 16:34 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan westchnął cicho rozkoszując się dotykiem palców ukochanego pomiędzy własnymi kosmykami włosów. Nie trwało to jednak długo zanim kolejne słowa Anthony'ego nie sprawiły, że nagle jego powieki stały się lższejsze, a umysł Selwyna zdecydowanie bardzo mocno rozbudzony. Głowa Jonathana, wciąż pozostając na drugim czarodzieju, przekręciła się tak, aby móc teraz patrzeć temu właśnie czarodziejowi w oczy, nawet jeśli te były zamknięte.
– Czemu miałbym myśleć co by było wczoraj, gdy wolę skupić się na tym jak piękne jest dzisiaj – wymruczał, przesuwając delikatnie dłonią po policzku Tony'ego. Zastanawiał się nad tym. Oczywiście, że zdarzyło mi się rozmyślać jakby to było, gdyby byli razem od lat. Nie były to jednak poważne, pełne wyrzutów myśli, a raczej drobna zagwozdka, która szybko traciła na znaczeniu w obliczu tego co mieli teraz. – I czemu zarzucasz sobie tchórzostwo, kiedy ja sam nie wiedziałem wtedy jakie mam zainteresowania? Sam przecież kilka lat później ci o nich nie powiedziałem. Podjęliśmy wtedy dezycje, które były dla nas najbardziej w tamtym momencie zasadne, nie ważne czym kierowane.
Umilkł, aby poprzyglądać mu się chwilę w milczeniu. Czystym zachwycie tego, że leżał właśnie z nim w łóżku i wszystko było tak idealnie. Za kilka godzin będzie musiał się zbierać. Zająć zakonnymi sprawami. Ale to za kilka godzin. Teraz miał go tylko dla siebie.
– I wiesz co w tym wszystkim jest najważniejsze? – spytał, nieprzerwanie pieszcząc tak piękną twarz Shafiqa. – Że chociaż przez tyle lat nie wyznaliśmy sobie tego i pewnie nie raz nie rozumieliśmy, że powinniśmy to sobie wyznać, to nie ma ani roku, od początku naszej znajomości, z którego nie mam przynajmniej dwóch cudownych wspomnień z tobą. A nie raz jest ich zdecydowanie więcej. Nie wspominając już o tym, że zamiast wyrzucać sobie, że nie pocałowałeś mnie kiedyś, o wiele bardziej wolałbym abyś zrobił to teraz.
– Czemu miałbym myśleć co by było wczoraj, gdy wolę skupić się na tym jak piękne jest dzisiaj – wymruczał, przesuwając delikatnie dłonią po policzku Tony'ego. Zastanawiał się nad tym. Oczywiście, że zdarzyło mi się rozmyślać jakby to było, gdyby byli razem od lat. Nie były to jednak poważne, pełne wyrzutów myśli, a raczej drobna zagwozdka, która szybko traciła na znaczeniu w obliczu tego co mieli teraz. – I czemu zarzucasz sobie tchórzostwo, kiedy ja sam nie wiedziałem wtedy jakie mam zainteresowania? Sam przecież kilka lat później ci o nich nie powiedziałem. Podjęliśmy wtedy dezycje, które były dla nas najbardziej w tamtym momencie zasadne, nie ważne czym kierowane.
Umilkł, aby poprzyglądać mu się chwilę w milczeniu. Czystym zachwycie tego, że leżał właśnie z nim w łóżku i wszystko było tak idealnie. Za kilka godzin będzie musiał się zbierać. Zająć zakonnymi sprawami. Ale to za kilka godzin. Teraz miał go tylko dla siebie.
– I wiesz co w tym wszystkim jest najważniejsze? – spytał, nieprzerwanie pieszcząc tak piękną twarz Shafiqa. – Że chociaż przez tyle lat nie wyznaliśmy sobie tego i pewnie nie raz nie rozumieliśmy, że powinniśmy to sobie wyznać, to nie ma ani roku, od początku naszej znajomości, z którego nie mam przynajmniej dwóch cudownych wspomnień z tobą. A nie raz jest ich zdecydowanie więcej. Nie wspominając już o tym, że zamiast wyrzucać sobie, że nie pocałowałeś mnie kiedyś, o wiele bardziej wolałbym abyś zrobił to teraz.