Nie do końca spodziewała się takiego rozwoju sytuacji, ale ten dzień udowadniał jej, że nie nad wszystkim ma kontrolę. Wyjątkowo, nie przeszkadzało jej to, aż tak bardzo. Pogodziła się już z jego obecnością, z każdą minutą przeszkadzała jej coraz mniej, co nieco ją niepokoiło, ale starała się nie dawać tego po sobie poznać. Miejsce w którym się znajdowali nie należało do szczególnie atrakcyjnych, czy malowniczych, jednak przynajmniej mogli mieć pewność, że nikt ich tutaj nie przyłapie, chociaż, czy właściwie było ich w ogóle na czym przyłapywać?
Cisza nie była taka ciężka, jak mogło się wydawać, zabawne - wydawało jej się bowiem, że milczenie przy kimś było raczej objawem zaufania, a nie kojarzyła z nim tego uczucia, chociaż dzisiaj, może trochę. Przyniósł ją tutaj we własnych ramionach, zaopiekował się Prue kiedy wyjątkowo tego potrzebował, zrobił to bez żadnego ale, sam z siebie. Pokazał jej coś, czego nie spodziewała się zobaczyć.
Nie miała w planach wychodzić poza dormitorium na dłużej, kiedy sowa zastukała w szybę, co miało być oznaką tego, że przesyłka została dostarczona wyszła na zewnątrz i jakoś tak się stało, że wylądowali w tym śmiesznym, ciasnym pomieszczeniu. Miało tu jedynie dość do wymiany, właściwie to przekazania jej potrzebnych przedmiotów, ale jakoś żadne z nich nie spieszyło się, aby stąd wyjść. To było dziwne, tak samo dziwne jak to, że nie strzelali w siebie piorunami z oczu, ani nie rzucali jak najbardziej wyszukanymi epitetami. Nie miała pojęcia, co oznaczała ta cisza, czy był to chwilowy sojusz, być może, jutro powróci do swojej zwyczajowej czujności, dzisiaj nie bardzo miała na to siłę, ten dzień naprawdę należał do bardzo wyczerpujących.
Nie zapytała go o to, czy pojawiły się jakieś problemy, kiedy wybrał się po to, czego potrzebowała. Pewnie gdyby tak się stało to i tak by sobie z nimi poradził, zresztą wrócił, miał całe zamówienie, a może nawet nieco więcej.
Śnieg za oknem nie przestawał sypać, przeniosła na moment wzrok na szybę, wieczór był naprawdę piękny, szkoda, że musiała go obserwować przez okno.
- Myślisz, że może spuchnąć jeszcze bardziej? - Przeniosła wzrok na chłopaka, który opierał się o parapet. Fakt, powinna zacząć działać, jeśli chciała w miarę szybko doprowadzić się do porządku, liczyła na to, że po urazie po kilku dniach nie będzie najdrobniejszego śladu, więc zrobiła to, co powiedział.
Zaczęła od eliksiru, wydawało jej się to być najbardziej istotną czynnością, za chwilę będzie mogła zająć się stopą, mikstura powinna złagodzić nieco ból, dzięki czemu łatwiej będzie jej się uporać z tą praktyczną częścią zabezpieczenia stopy.
- Masz z tym niemałe doświadczenie. - Nie mogła nie skomentować tego, co powiedział. Oczywiście, że miał, grał w quidditcha, pakował się w różne, niekoniecznie bezpieczne sytuacje, na pewno nabawił się w swoim życiu o wiele więcej urazów od niej. Sięgnęła po fiolkę, otworzyła ją, nim jednak wypiła zawartość zamknęła oczy - jakby to miało ustrzec ją od okropnego smaku, którego się spodziewała. Wypiła zawartość jednym haustem, skrzywiła się przy tym okropnie. - Dlaczego te eliksiry muszą tak okropnie smakować? - Nie sądziła, żeby udzielił jej odpowiedzi na to pytanie, co jednak wcale nie powstrzymało ją od tego, by je zadała.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control