Morpheus powstrzymał się przed przeszukaniem parkietu i tłumu w poszukiwaniu Aarona. Przynajmniej obecnie nie musiał pilnować sędziny jak ten sokół, który wpatruje się w swoją ofiarę, bo zamiast tańczyć z potencjalnym zagrożeniem, trafiła w nie tylko zajome, ale i zaufane ręce innego zakonnika. Longbottom mógł nie być najlepszym wojownikiem, ale był w stanie przewidzieć zagrożenie. Moody mógł spokojnie jeść tort lub malutkie kanapeczki z ogórkiem, sosem, który zawsze wyglądał jasnowidzów podejrzanie i szynką.
Ułożył dłoń wygodnie pod łopatką Lorien, pozwalając jej oprzeć się na jego ręce, w prawidłowej postawie do tańca towarzyskiego. Nie był najwspanialszym tancerzem, ale godziny treningów matki sprawiły, że nawet trzydzieści lat później był przyzwoitym tancerzem. Pani Mulciber nie musiała obawiać się o czubki swojego obuwia czy wpadniecie na inną parę.
— Aaron nigdy nie jest po cywilu, nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem go inaczej niż w tym czy innym mundurze. Chyba jak miałem trzynaście lat. Podczas protestów charłaków musiałem siedzieć z jego córką, żeby z klątwą też nie poszła do pracy, to u nich rodzinne— zaśmiał się, dyskretnie, przypominając sobie cały czas, że nie jest w romatycznych pokojach swojej wyobraźni, a bardzo realnym zbiorowisku potencjalnych sojuszników oraz wrogów. — Suszyli mi głowę razem z Clemensem, gdy byłem mały, żaden tam pan Moody. Nie wiedziałem, że jesteście po imieniu.
Morpheusa ciekawiło w jakim celu Moody sprawował tak skrupulatną opiekę nad Lorien. Czy była potencjalną rekrutką w szeregi walczących o uciśnionych? Powiedziałaby, że to raczej nie dobry adres, ale sam siebie by też o to nie oskarżył, a jednak tam był i jeszcze nosił kandydaturę na wysokie stanowisko, które o jeden głos przegrał z Jonathanem. Jeśli jednak nie rekrutacja, to co? Czyżby była podejrzana ze względu na jej zmarłego męża i powiązania z Mulciberami? A może z innych powodów? Nie przyszło mu to wcześniej do głowy i pluł sobie w brodę.
Na wspomnienie o żonie w kontekście Lyssy zrobił minę, jakby wdepnął w psie odchody. To, że chciał nosić nazwisko Dolohov wiązało się z pokoleniem wyżej i osobą, o której Lorien nawet by nie pomyślała, przede wszystkim dlatego, że był mężczyzną.
— Mógłbym być jej ojcem — zmarszczył się bardzo w wyraźnym wyrazie obrzydzenia. Było to o tyle dziwne, że Morpheus bardzo mało patrzył na metrykę, nie chodziło przecież o związek tylko przelotne przygody. W normalnych okolicznościach nigdy by to nie padło z jego ust, ale dziwne przemyślenia same mu to wyrwały z głowy. — Gdy będę musiał się ożenić, to zaproponuję to tobie. Każde z nas będzie robić to, co chce, z benefitem twojego wsparcia prawnego i mojego wobec ciebie arkanów Departamentu Tajemnic. Twoi wrogowie polityczni mogliby zniknąć w tajemniczych okolicznościach — proponując jej na gwieździstym parkiecie morderstwo i korupcję, uśmiechał się tak słonecznie, jak zwykle. Żart, oczywiście. Jeszcze aż tak nie oszalał. Chyba. W pewności kroków i tańca ciężko było stwierdzić, zwłaszcza przy obrotach, które wzburzały krew i słodkie aromaty z perfumowanych ciał.
Zawsze aktywny trans wywoływał w nim lepsze widzenie. Tak było o tym razem.
Przewaga: Wróżbiarstwo (III), wróżba dla Lorien
Pięść (sprzeczka)