• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine

[28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#1
07.11.2025, 18:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2025, 18:29 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Opuszczając gabinet ministerialnego urzędnika, Ambroise miał wrażenie, że nie czuje już na sobie niczego prócz ciepłej, nieco skwaśniałej kanapki z mielonką. Takiej, która nie miała okazji napotkać chłodu, odkąd rano opuściła kuchnię w torbie człowieka najwyraźniej nie wierzącego w zachowywanie ciągu chłodniczego. Po prawdzie mówiąc, Roise miał wrażenie, że skrzywiona, niezadowolona z życia morda panicza Blacka co najmniej parokrotnie przewinęła się już przez oddział zatruć, choć równie dobrze mogła to być jego wyobraźnia podpowiadająca mu prawdopodobne scenariusze takiego postępowania z jedzeniem.
Tak czy inaczej, jeśli jeszcze kilka chwil wcześniej narzekał na cytrynowo-chemiczny smród środków do czyszczenia powierzchni w gmachu brytyjskiego Ministerstwa Magii, które drażniły jego nos jakoś bardziej niż środki do dezynfekcji używane w szpitalu. Teraz zdecydowanie nie miał już tego problemu. Wszystkie, dosłownie wszystkie nuty zapachowe zastąpiło to, co jednocześnie nieodmiennie kojarzyło mu się z kocią karmą stojącą przez cały dzień w miseczce Lili. Nie bez powodu zaczął dawać jej głównie mięso, nie mógł znieść tego smrodu.
A teraz był wszędzie. Wdarł się w jego nozdrza, zawisł we włosach, osadził się w strukturze płaszcza i na spodniej części podszewki, przesiąkły nim jego spodnie i koszula. Posłał spojrzenie w kierunku Geraldine, starając się wyczytać z wyrazu jej twarzy, czy także usiłowała wstrzymywać oddech, gdy zamknęli za sobą drzwi i szybkim krokiem zaczęli oddalać się od magicznego urzędu stanu cywilnego. Być może była to kwestia światła, może jego własnego spojrzenia na rzeczywistość, ale odnosił nieodparte wrażenie, że żona pozieleniała równie mocno, co i on musiał. Nie wątpił bowiem, że było to też widać na jego własnej twarzy.
Tyle tylko, że on nie był w ciąży. Nie miał porannych mdłości, nie był bardziej niż zwykle wyczulony na bodźce zewnętrzne. Te dobre i te... ...właśnie...
...niekoniecznie.
Miał mocną tolerancję na obrzydliwe zapachy, potrafił wiele wytrzymać z uwagi na pracę na bardzo specyficznym oddziale, a więc jeśli coś go ruszało...
...kurwa, miał wrażenie, że zaraz będzie rzygać.
Empatia. To na pewno była empatia.
- Winda? - Rzucił na półwydechu, marząc o wyjściu na zewnątrz, zaczerpnięciu względnie świeżego powietrza i powrocie do domu, żeby wziąć długi, naprawdę dokładny prysznic.
Dawno nie czuł, żeby tak bardzo jebał.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (1924), Geraldine Greengrass-Yaxley (1615)




Wiadomości w tym wątku
[28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 18:28
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.11.2025, 23:14
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.11.2025, 00:26
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.11.2025, 18:52
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.11.2025, 19:17
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.11.2025, 20:06
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 10.11.2025, 23:24
RE: [28.09.1972] zapuszkowani | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.11.2025, 00:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa