08.11.2025, 16:13 ✶
Wiedziałem, że oboje byliśmy świadomi tej jednej rzeczy - nigdy bym jej tam samej nie zostawił, nie po tym, jak widziałem ją tamtą noc, bez tchu, zagubioną gdzieś daleko od rzeczywistości.
- Masz lasję. - Odparłem cicho, z lekkim rozbawieniem, kiedy powiedziała, że bym jej towarzyszył. - Oczywiście, sze bym to zlobił. Nie mogę pszeciesz pozwoliś, szeby coś cię zszarlło. To by mi tlochę zepsuło wieczól. -
Zrobiłem minę pełną udawanego namysłu. - Poza tym, jeśli jusz coś miałoby cię zjeść, to pszynajmniej chciałbym zobaczyś, co to takiego. Naukowe zaintelesowanie. - Rzuciłem jej krótkie spojrzenie, świadomie zadziorne, z tym ledwo zauważalnym błyskiem, który zawsze pojawiał się, gdy się z nią przekomarzałem. Wiedziałem, że odpowie, że nie zostawi tego bez komentarza - znałem ją, ale to nie było przewidywanie, to było coś innego, coś bliższego intuicji niż logice. Wystarczyło jedno spojrzenie, jedno drgnienie głosu i już wiedziałem, co powie. Zerknąłem na nią kątem oka, kiedy mówiła dalej. Miała rację, to „znasz mnie” i „przewidujesz mnie” było ze sobą powiązane, ale ja naprawdę nie przewidywałem, ja tylko pamiętałem. Miałem w głowie te wszystkie drobiazgi, które odróżniały ją od reszty świata - sposób, w jaki marszczyła brwi, kiedy coś ją naprawdę zaskoczyło, ten krótki moment zawahania, zanim coś powiedziała, jakby sprawdzała własne myśli.
Palce mojej dłoni, tej, w której trzymałem jej rękę, poruszyły się delikatnie, zupełnie bezwiednie, jakby chciały zapamiętać jej ciepło. To było drobne drgnięcie, które nic nie znaczyło, a jednocześnie… Znaczyło wszystko. To właśnie taki moment zostaje człowiekowi w pamięci - ten, w którym jeszcze wszystko jest dobrze, zanim zacznie się psuć.
Ścieżka urywała się tuż przy brzegu. Woda była ciemna, głęboka, a wiatr przynosił od niej zapach torfowiska i chłodu. Jezioro wyglądało spokojnie, ale to był ten rodzaj spokoju, który mógł w każdej chwili się poruszyć, zadrżeć, jak oddech. Księżyc odbijał się w wodzie jak srebrny półokrąg na czarnym lustrze. Powietrze było gęste od wilgoci, chłodu i zapachu mokrego drewna. Patrzyłem na taflę jeziora i przez krótką chwilę miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, jakby świat czekał na nasz ruch.
- Wiesz, jeśli latem była zimna jak diabli. - Powiedziałem, odrywając wzrok od wody. - To teraz jest po prostu… Diabelsko zimna? - Uśmiechnąłem się lekko, starając się zatuszować cień drżenia w głosie, nie przez strach przed wodą, tylko przez coś, co czułem głębiej. To miejsce zawsze było dla mnie żywe, ale dziś… dziś miało w sobie coś niemal przytłaczającego. Ona jednak była zdeterminowana, widziałem to, jej spojrzenie nie miało w sobie wahania.
- Ty naplawdę chcesz to zlobiś, co? - Z westchnieniem rozpiąłem górny guzik koszuli. - Dobla, ale jak umlę s zimna, to na twoich lękach. - Puszczając dłoń Prudence, zbliżyłem się do samej krawędzi pomostu. Nachyliłem się lekko, żeby dotknąć wody palcami - wystarczyło jedno muśnięcie, by poczuć ten chłód, jak setki drobnych igiełek.
- Idealna. - Mruknąłem ironicznie, otrzepując dłoń. - Nic tylko wskakiwaś. - Odwróciłem się do niej z tym półuśmiechem, który zwykle miał rozładowywać napięcie, ale tym razem coś we mnie zadrżało. Wiatr zawiał od jeziora, niosąc zapach chłodnej wody i liści. Księżyc rozlał światło po jej twarzy, a ja, nie myśląc o niczym więcej, pomyślałem tylko, że jeśli to miałoby być ostatnie dobre wspomnienie po odchodzącym lecie, to chciałbym, żeby wyglądało dokładnie tak.
- Masz lasję. - Odparłem cicho, z lekkim rozbawieniem, kiedy powiedziała, że bym jej towarzyszył. - Oczywiście, sze bym to zlobił. Nie mogę pszeciesz pozwoliś, szeby coś cię zszarlło. To by mi tlochę zepsuło wieczól. -
Zrobiłem minę pełną udawanego namysłu. - Poza tym, jeśli jusz coś miałoby cię zjeść, to pszynajmniej chciałbym zobaczyś, co to takiego. Naukowe zaintelesowanie. - Rzuciłem jej krótkie spojrzenie, świadomie zadziorne, z tym ledwo zauważalnym błyskiem, który zawsze pojawiał się, gdy się z nią przekomarzałem. Wiedziałem, że odpowie, że nie zostawi tego bez komentarza - znałem ją, ale to nie było przewidywanie, to było coś innego, coś bliższego intuicji niż logice. Wystarczyło jedno spojrzenie, jedno drgnienie głosu i już wiedziałem, co powie. Zerknąłem na nią kątem oka, kiedy mówiła dalej. Miała rację, to „znasz mnie” i „przewidujesz mnie” było ze sobą powiązane, ale ja naprawdę nie przewidywałem, ja tylko pamiętałem. Miałem w głowie te wszystkie drobiazgi, które odróżniały ją od reszty świata - sposób, w jaki marszczyła brwi, kiedy coś ją naprawdę zaskoczyło, ten krótki moment zawahania, zanim coś powiedziała, jakby sprawdzała własne myśli.
Palce mojej dłoni, tej, w której trzymałem jej rękę, poruszyły się delikatnie, zupełnie bezwiednie, jakby chciały zapamiętać jej ciepło. To było drobne drgnięcie, które nic nie znaczyło, a jednocześnie… Znaczyło wszystko. To właśnie taki moment zostaje człowiekowi w pamięci - ten, w którym jeszcze wszystko jest dobrze, zanim zacznie się psuć.
Ścieżka urywała się tuż przy brzegu. Woda była ciemna, głęboka, a wiatr przynosił od niej zapach torfowiska i chłodu. Jezioro wyglądało spokojnie, ale to był ten rodzaj spokoju, który mógł w każdej chwili się poruszyć, zadrżeć, jak oddech. Księżyc odbijał się w wodzie jak srebrny półokrąg na czarnym lustrze. Powietrze było gęste od wilgoci, chłodu i zapachu mokrego drewna. Patrzyłem na taflę jeziora i przez krótką chwilę miałem wrażenie, że czas się zatrzymał, jakby świat czekał na nasz ruch.
- Wiesz, jeśli latem była zimna jak diabli. - Powiedziałem, odrywając wzrok od wody. - To teraz jest po prostu… Diabelsko zimna? - Uśmiechnąłem się lekko, starając się zatuszować cień drżenia w głosie, nie przez strach przed wodą, tylko przez coś, co czułem głębiej. To miejsce zawsze było dla mnie żywe, ale dziś… dziś miało w sobie coś niemal przytłaczającego. Ona jednak była zdeterminowana, widziałem to, jej spojrzenie nie miało w sobie wahania.
- Ty naplawdę chcesz to zlobiś, co? - Z westchnieniem rozpiąłem górny guzik koszuli. - Dobla, ale jak umlę s zimna, to na twoich lękach. - Puszczając dłoń Prudence, zbliżyłem się do samej krawędzi pomostu. Nachyliłem się lekko, żeby dotknąć wody palcami - wystarczyło jedno muśnięcie, by poczuć ten chłód, jak setki drobnych igiełek.
- Idealna. - Mruknąłem ironicznie, otrzepując dłoń. - Nic tylko wskakiwaś. - Odwróciłem się do niej z tym półuśmiechem, który zwykle miał rozładowywać napięcie, ale tym razem coś we mnie zadrżało. Wiatr zawiał od jeziora, niosąc zapach chłodnej wody i liści. Księżyc rozlał światło po jej twarzy, a ja, nie myśląc o niczym więcej, pomyślałem tylko, że jeśli to miałoby być ostatnie dobre wspomnienie po odchodzącym lecie, to chciałbym, żeby wyglądało dokładnie tak.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)