08.11.2025, 21:24 ✶
Z Morpheusem na parkiecie.
Nie odstawali specjalnie mocno od innych tancerzy, choć oboje polegali głównie na pamięci mięśniowej. Wszyscy wiedzieli, że gdy czystej krwi dzieci osiągały pewien wiek, odpalał się w głowach ich matek mały pierdolnik, który szeptał coś w stylu „czas na naukę walca.” Mogli nie potrafić wiązać sznurówek, ale foxtrota mieli wirowanego lepiej niż własny adres zamieszkania. Morpheus mógł poczuć, że zwykle sprawna w tańcu Lorien, dziś wyjątkowo mocno odciąża lewą nogę, polegając na partnerze bardziej niż zwykle.
Pozwoliła się prowadzić, bardziej skupiając się na konwersacji niż na tym co dzieje się na parkiecie.
— Bogowie jedni wiedzą, że wolę jego mundury od tych okropnych flanelowych koszul w kratę.- Przewróciła oczami. Dopiero kiedy ostatnie słowo wybrzmiało, wypowiedziane tym samym konspiracyjnym szeptem, Lorien zorientowała się, że popełniła błąd. Poważny błąd. Spoważniała w jednej chwili; przez parę, ciągnących się w nieskończoność sekund zastanawiała się jak z tego wybrnąć. Widziałam go… No właśnie. Nikt nie widział Aarona Moody’ego w cywilu. „… przy porannej kawie?” Nie. „… jak szykował się do operacji pod przykrywką”. Absolutnie nie. Musiałaby opowiedzieć o tym okropnym wąsie i jeszcze gorszym niemieckim akcencie. Kącik jej ust lekko drgnął, gdy przypomniała sobie to zmasakrowane „liebling”. Nie. Nie myśl o tym teraz. „Bo wiesz sypiam w jednej, ale chyba mam uczulenie.” Weź się w garść. Zacisnęła usta w wąską kreskę.- Nie pytaj.- Wycedziła.
Zbyt skupiła się na wspomnieniu Clemensa i popełniła błąd. Czy to dlatego, że dawno Longbottoma nie widziała? Wysłał jej bilety, więc żył. Ale do spotkań nie było zwyczajnie konkretnych powodów; nie prowadziła interesów z Nokturnem; zgodnie z zasadą „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” unikała pojawiania się w tamtych okolicach; poza tym… Nie chciała go narażać. Nie potrzebował urzędników Sądu kręcących się w pobliżu Rejwachu.
Przełknęła swoją nomen omen pogrążającą gafę.
- Na rynku matrymonialnym wiek to kategoria wtórna.- Stwierdziła tylko.-Każdy rodzic pragnie dla córki tego samego - bezpieczeństwa. A przy tobie mogłaby się realizować w tej swojej… sztuce, bez obaw o przyszłość.
Zamknęła się dopiero, gdy wygłosił swoją wielką mądrość.
Gdy będę musiał się ożenić, to zaproponuję to tobie. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, nieopatrznie wbijając paznokcie w skórę jasnowidza. Zaśmiała się - mniej niezręcznie, co bardziej… smutno. Z żalem.
- Możesz nie zdążyć.- Odpowiedziała sucho. Przygryzła lekko dolną wargę, wyraźnie uciekając spojrzeniem.
Przecież jej przeciwnicy już znikali w tajemniczych okolicznościach. Pomyślała o nieszczęsnym smarkatym Korolevie. Przewinienie? Wybrał niewłaściwego sędziego do wyżycia się, gdy Londyn płonął. Kara? Aktualnie czekał na rozprawę przed Wizengamotem w katakumbach Clerkenwell, dochodząc do siebie po wyjątkowo brutalnym przesłuchaniu. Mógł nie stawiać oporów i nie uciekać na jakieś bagna przed organami ścigania, kiedy tylko chcieli z nim porozmawiać. Ale tego nie mogła Morpheusowi opowiedzieć.
- Magomedycy nie dają mi już zbyt wiele czasu.- Dodała wzruszając niby nonszalancko ramionami. A jednak. W ciemnych oczach Lorien pojawił się ten źle skrywany smutek; usta zacisnęła nieco mocniej; parę razy zamrugała, jakby próbowała powstrzymać łzy. Niby człowiek wiedział, że przyjdzie jego czas, ale najwyraźniej zaczęło do niej docierać jak niewiele go zostało.
Nie odstawali specjalnie mocno od innych tancerzy, choć oboje polegali głównie na pamięci mięśniowej. Wszyscy wiedzieli, że gdy czystej krwi dzieci osiągały pewien wiek, odpalał się w głowach ich matek mały pierdolnik, który szeptał coś w stylu „czas na naukę walca.” Mogli nie potrafić wiązać sznurówek, ale foxtrota mieli wirowanego lepiej niż własny adres zamieszkania. Morpheus mógł poczuć, że zwykle sprawna w tańcu Lorien, dziś wyjątkowo mocno odciąża lewą nogę, polegając na partnerze bardziej niż zwykle.
Pozwoliła się prowadzić, bardziej skupiając się na konwersacji niż na tym co dzieje się na parkiecie.
— Bogowie jedni wiedzą, że wolę jego mundury od tych okropnych flanelowych koszul w kratę.- Przewróciła oczami. Dopiero kiedy ostatnie słowo wybrzmiało, wypowiedziane tym samym konspiracyjnym szeptem, Lorien zorientowała się, że popełniła błąd. Poważny błąd. Spoważniała w jednej chwili; przez parę, ciągnących się w nieskończoność sekund zastanawiała się jak z tego wybrnąć. Widziałam go… No właśnie. Nikt nie widział Aarona Moody’ego w cywilu. „… przy porannej kawie?” Nie. „… jak szykował się do operacji pod przykrywką”. Absolutnie nie. Musiałaby opowiedzieć o tym okropnym wąsie i jeszcze gorszym niemieckim akcencie. Kącik jej ust lekko drgnął, gdy przypomniała sobie to zmasakrowane „liebling”. Nie. Nie myśl o tym teraz. „Bo wiesz sypiam w jednej, ale chyba mam uczulenie.” Weź się w garść. Zacisnęła usta w wąską kreskę.- Nie pytaj.- Wycedziła.
Zbyt skupiła się na wspomnieniu Clemensa i popełniła błąd. Czy to dlatego, że dawno Longbottoma nie widziała? Wysłał jej bilety, więc żył. Ale do spotkań nie było zwyczajnie konkretnych powodów; nie prowadziła interesów z Nokturnem; zgodnie z zasadą „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz” unikała pojawiania się w tamtych okolicach; poza tym… Nie chciała go narażać. Nie potrzebował urzędników Sądu kręcących się w pobliżu Rejwachu.
Przełknęła swoją nomen omen pogrążającą gafę.
- Na rynku matrymonialnym wiek to kategoria wtórna.- Stwierdziła tylko.-Każdy rodzic pragnie dla córki tego samego - bezpieczeństwa. A przy tobie mogłaby się realizować w tej swojej… sztuce, bez obaw o przyszłość.
Zamknęła się dopiero, gdy wygłosił swoją wielką mądrość.
Gdy będę musiał się ożenić, to zaproponuję to tobie. Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni, nieopatrznie wbijając paznokcie w skórę jasnowidza. Zaśmiała się - mniej niezręcznie, co bardziej… smutno. Z żalem.
- Możesz nie zdążyć.- Odpowiedziała sucho. Przygryzła lekko dolną wargę, wyraźnie uciekając spojrzeniem.
Przecież jej przeciwnicy już znikali w tajemniczych okolicznościach. Pomyślała o nieszczęsnym smarkatym Korolevie. Przewinienie? Wybrał niewłaściwego sędziego do wyżycia się, gdy Londyn płonął. Kara? Aktualnie czekał na rozprawę przed Wizengamotem w katakumbach Clerkenwell, dochodząc do siebie po wyjątkowo brutalnym przesłuchaniu. Mógł nie stawiać oporów i nie uciekać na jakieś bagna przed organami ścigania, kiedy tylko chcieli z nim porozmawiać. Ale tego nie mogła Morpheusowi opowiedzieć.
- Magomedycy nie dają mi już zbyt wiele czasu.- Dodała wzruszając niby nonszalancko ramionami. A jednak. W ciemnych oczach Lorien pojawił się ten źle skrywany smutek; usta zacisnęła nieco mocniej; parę razy zamrugała, jakby próbowała powstrzymać łzy. Niby człowiek wiedział, że przyjdzie jego czas, ale najwyraźniej zaczęło do niej docierać jak niewiele go zostało.