Uśmiechnęła się do niego promiennie. Usiadła na stołku, który całkiem zgrabnie dla niej odsunął nogą. Cieszyło ją to, że nie będzie tutaj siedzieć sama, co wcale nie było takie oczywiste, ledwie dwa dni temu płonęła cała stolica, mało kto raczej plątał się teraz po pubach. - Mów mi tak dalej, a niedługo się rozpłynę. - Nie, żeby sądziła, iż faktycznie był z nią szczery, na pewno spotykał dłuższe i ładniejsze nogi na ulicach Londynu, jednak przynajmniej próbował być miły. Nie wszystkich było stać na podobne gesty.
Rozsiadła się całkiem wygodnie na stołku, zarzuciła swoje długie włosy na ramię i odwróciła nieco bokiem w stronę chłopaka. Opierała się jedną ręką o ladę, ale dzięki temu, że była odwrócona mogła mu się dokładnie przyjrzeć. Wyglądał nie najgorzej, najwyraźniej i on miał sporo szczęścia podczas ostatnich dni. To znaczy żył, a to już było dużo. Dobrze, dobrze dla niego.
Przewróciła oczami, gdy usłyszała jego słowa. Nie musiała dostawać tego, co najlepsze, chociaż oczywiście doceniała ten gest, ale nie uważała, że trzeba się z nią obchodzić, jak z czymś wyjątkowym. Była zwyczajnym zjadaczem chleba, nie żadną gwiazdą. - Psst. - Nachyliła się nieco, aby nikt jej nie usłyszał. - Wypiję każde wino, nie ma potrzeby sięgać po najlepsze. - Odsunęła się po tym ponownie na odpowiednią odległość. Zresztą tak naprawdę nie wydawało jej się nawet, by mieli w tym miejscu jakieś wybitne trunki, po spalonej nocy... cóż - dobrze, jeśli mieli jakiekolwiek, bo to też nie było takie oczywiste.
Kiedy na moment się do niego zbliżyła zrozumiała, że pierwszy osąd nie był do końca odpowiedni. Na twarzy chłopaka dostrzegła kilka blizn, przekrwione oczy, na pierwszy rzut oka, przy tym ciemnym świetle nie było tego widać. Przełknęła głośno ślinę, może nie powinna, ale nieco ją to zmartwiło, jak blisko śmierci się znajdował tamtej nocy?
- Tak, nie są to najlepsze czasy. - Przez usta Kelly raczej nie przeszłoby przekleństwo, więc starała się mówić swoimi słowami o tym, co myślała na ten temat. - Malowanie i czyszczenie to małe straty, jak na to, jak wygląda reszta miasta. Masz jakiś pomysł, gdzie się przeniesiesz? - Do rodziny, przyjaciół? Możliwości było wiele, na pewno, był to moment, w którym ludzie pokazywali jak bardzo bezinteresowni potrafili być, bo jak wiadomo tragedia jednoczy. - Nasze mieszkanie spłonęło. - Dodała jeszcze lekko, jakby to nie było nic wielkiego. Mogli się tego spodziewać, czyż nie? Jej matka nie była tutaj mile widziana, zresztą tak jak i oni, chociaż przecież sami nie pchali się na ten świat.