08.11.2025, 23:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 19:17 przez Sebastian Macmillan.)
Schowany za stołem Sebastian nie był do końca świadomy tego, co się działo parę metrów dalej. Gorączkowe modlitwy sprawiły, że kompletnie nie zarejestrował tego, że Felix nie tylko podjął próbę walki z potencjalnie agresywnym mężczyzną ,ale zaczął jeszcze wykrzykiwać ku niemu inwektywy. Kto wie, może w przeciwnym razie kapłan byłby w stanie jakoś powstrzymać chłopaka przed zwracaniem na siebie nadmiernej uwagi? Z drugiej strony... Czy nawet by się temu dziwił? Raczej żaden z nich nie przywykł do brania udziału w takich zamieszkach, a pośród okrzyków tłumu i całej masy bodźców z ulicy, trudno było utrzymać emocje na wodzy.
Wołania Felixa okazały się jednak dla nich małym błogosławieństwem: chociaż agresor oberwał zupą co go dodatkowo rozsierdziło, tak zwróciło to też na nich uwagę... innych agresorów. Ci jednak znajdowali się na tyle daleko, że po prostu cisnęli w stronę straganu z jedzeniem serię magicznych wstęg, które sprawiły, że całe stoisko zadrżało w posadach i rozpadło się na kawałki na ich oczach. Garnki z resztkami jedzenia wylądowały na bruku, podobnie jak standardowe wyposażenie kuchenne jakim posługiwały się kapłanki kowenu, kubki, widelce, łyżki... Sebastian pozostał w swojej kryjówce, modląc się w duchu, aby chłopak poszedł po rozum do głowy i po prostu zbiegł z miejsca zdarzenia.
Bądź co bądź, z Ulicy Pokątnej było parę przejść z których mógłby skorzystać ten tłumek. A jakby udało im się dorwać do przejścia przy Dziurawym Kotle, to mogliby momentalnie zniknąć po mugolskiej stronie miasta. Skup się lepiej na przeżyciu, napomniał siebie Macmillan, przykładając ręce do głowy, co by obronić ją przed ewentualnymi obrażeniami i szukając wzrokiem, gdzie też pochowały się kapłanki z kowenu. Jedno było pewne: gdy ten koszmar dobiegnie końca, wszyscy odbędą bardzo długą modlitwę dziękczynną za to, że udało im się to wszystko przetrwać. O ile im się to uda... I tak o to, Macmillan spędził następne kilkadziesiąt minut zamieszek skryty w ruinach straganu kowenu, czekając aż najgorsza fala walk przejdzie przez ten sektor magicznej dzielnicy. Dopiero kiedy sytuacja się nieco uspokoiła, odważył się na wyściubienie nosa ze swojej kryjówki.
Wołania Felixa okazały się jednak dla nich małym błogosławieństwem: chociaż agresor oberwał zupą co go dodatkowo rozsierdziło, tak zwróciło to też na nich uwagę... innych agresorów. Ci jednak znajdowali się na tyle daleko, że po prostu cisnęli w stronę straganu z jedzeniem serię magicznych wstęg, które sprawiły, że całe stoisko zadrżało w posadach i rozpadło się na kawałki na ich oczach. Garnki z resztkami jedzenia wylądowały na bruku, podobnie jak standardowe wyposażenie kuchenne jakim posługiwały się kapłanki kowenu, kubki, widelce, łyżki... Sebastian pozostał w swojej kryjówce, modląc się w duchu, aby chłopak poszedł po rozum do głowy i po prostu zbiegł z miejsca zdarzenia.
Bądź co bądź, z Ulicy Pokątnej było parę przejść z których mógłby skorzystać ten tłumek. A jakby udało im się dorwać do przejścia przy Dziurawym Kotle, to mogliby momentalnie zniknąć po mugolskiej stronie miasta. Skup się lepiej na przeżyciu, napomniał siebie Macmillan, przykładając ręce do głowy, co by obronić ją przed ewentualnymi obrażeniami i szukając wzrokiem, gdzie też pochowały się kapłanki z kowenu. Jedno było pewne: gdy ten koszmar dobiegnie końca, wszyscy odbędą bardzo długą modlitwę dziękczynną za to, że udało im się to wszystko przetrwać. O ile im się to uda... I tak o to, Macmillan spędził następne kilkadziesiąt minut zamieszek skryty w ruinach straganu kowenu, czekając aż najgorsza fala walk przejdzie przez ten sektor magicznej dzielnicy. Dopiero kiedy sytuacja się nieco uspokoiła, odważył się na wyściubienie nosa ze swojej kryjówki.
Koniec sesji