09.11.2025, 15:40 ✶
W pierwszej chwili stopa Basiliusa natrafiła na nicość, kiedy teleportowali się do mieszkania. Prewett skrzywił się nieco, gdy stracił na chwilę równowagę, a chwilę później po raz kolejny, gdy do jego nosa dotarł nieprzyjemny smród, którego zdecydowanie nie było tu ostatnim razem. Zapach dymu i spalenizny wdarł się do płuc Prewetta, który jeszcze chwilę temu oddychał relatywnie czystszym miejskim powietrzem, a jego ciało zaprotestował wobec tej zmiany krótkim kaszlem.
– Przywykłem – mruknął nieco ochrypne w odpowiedzi na pytanie Ceo, ale i tak skorzystał z oferowanego przez nią siedzenia. Z teleportacją problem był taki, że nawet gdy czasem Basilius na nią narzekał, to bardzo szybko przypominał sobie, że nie raz najprostszą dla niej alternatywą było chodzenie, a miewał dni, kiedy i za tym szczególnie nie przepadał. Nie wspominając już o tym, że po tej części miasta w ogóle nie chodził zbyt chętnie. – A ty? Pobladłaś.
Gdy już usiadł, rozejrzał się po pomieszczeniu, aż jego wzrok nie natrafił na odznaczające się na kremowym kolorze ścian zacieki i zmarszczył brwi.
– To wygląda inaczej niż u mnie – powiedział nie odrywając spojrzenia od źródła problemów w tym mieszkaniu. – Wszystko tam jest w sadzy, ciężko się oddycha, a w nocy hm... Pojawiają się u ciebie jakieś ślady dłoni? Czy coś takiego? – Zamyślił się na chwilę. – Ale mój brat ma podobny problem w swoim barze. Możesz zapalić tutaj ogień?
– Przywykłem – mruknął nieco ochrypne w odpowiedzi na pytanie Ceo, ale i tak skorzystał z oferowanego przez nią siedzenia. Z teleportacją problem był taki, że nawet gdy czasem Basilius na nią narzekał, to bardzo szybko przypominał sobie, że nie raz najprostszą dla niej alternatywą było chodzenie, a miewał dni, kiedy i za tym szczególnie nie przepadał. Nie wspominając już o tym, że po tej części miasta w ogóle nie chodził zbyt chętnie. – A ty? Pobladłaś.
Gdy już usiadł, rozejrzał się po pomieszczeniu, aż jego wzrok nie natrafił na odznaczające się na kremowym kolorze ścian zacieki i zmarszczył brwi.
– To wygląda inaczej niż u mnie – powiedział nie odrywając spojrzenia od źródła problemów w tym mieszkaniu. – Wszystko tam jest w sadzy, ciężko się oddycha, a w nocy hm... Pojawiają się u ciebie jakieś ślady dłoni? Czy coś takiego? – Zamyślił się na chwilę. – Ale mój brat ma podobny problem w swoim barze. Możesz zapalić tutaj ogień?