09.11.2025, 19:09 ✶
Z Cynthią na parkiecie
Być może gdyby nie finalny walc to uciekłby od zgiełku szybciej. Uciekłby od wspomnień, od smutku, który infekował go w zastraszającym tempie. Im więcej uśmiechu, im więcej płytko wyplutych z siebie słów. Im więcej…
Werdykt losowania nie wzbudził w nim zbyt wiele emocji, ponad dość autentyczną ulgę, że jest to realnie ostatni punkt programu tego wieczora. Znacząco ułatwiało to rozmowę, czyniąc przyjemność płynącą z niej o wiele bardziej autentyczną. Zwłaszcza przy partnerce, którą można było z powodzeniem podziwiać niczym dzieło sztuki.
- Panno Flint... - ukłonił się przed nią gdy dygnęła, w symetrii nadanej im adekwatnym do tego typu momentów wychowaniem. Zaraz potem ujął jej delikatne kobiece ręce, które na co dzień zarządzały kryminalistyką niemagiczną w połowie Anglii. Nigdy nie był zbyt blisko Wizengamotu, szczególnie śledczym właśnie, którym zbyt łatwo mogłoby wpaść przez to kilka niewygodnych faktów w oko. Los jednak zadecydował inaczej i proszę, oto tańczyli do niespiesznego walca, pośród innych wirujących par.
- Było to niewątpliwie zajmujące oderwanie od bieżącej rzeczywistości. - odpowiedział dyplomatycznie, oprószając pozbawione opinii zdanie jednym z najbardziej galanteryjnych uśmiechów, którym przed pożarem reklamował garnitury Rosierów. Teraz zdecydowanie musieli się zastanowić nad linią marketingową. Miał dziwne wrażenie, że luksus nie będzie tym, co dobrze będzie się sprzedawać pozbawionym dachu nad głową obywatelom.
- Odnajduję tę loterię taneczną za również za bardzo zabawne rozwiązanie. Zapewne odmówiłaby mi Pani, gdybym poprosił do tańca w trakcie bankietu, a tak… największą przyjemnością móc obserwować pani grację i płynność ruchów z tak bliska. Zdaje się, że na weselu Greengrassów też nie mieliśmy przyjemności? - zadzierzgnął innym tematem towarzyskim, nieco bezpieczniejszym, bo poza plenerowym weselem ceremoniał był jak tylko się dało tradycyjny, w przeciwieństwie do tego jak została potraktowana historia legendarnego maga.
Pozwolił sobie obrócić ją w tańcu, pozwolić sukni zawirować, figurze błysnąć pośród par tańczących bardziej stonowanie. Młodość… Prezentowała się tak pięknie, czy byłaby odpowiednią osobą do szarady, którą musiał odstawić przed swoją matką? Nie… znali się zbyt krótko, a plotki dla niej mogłyby być zdecydowanie zbyt krzywdzące.
- Chociaż zdecydowanie przyjemniej tańczy mi się na tym parkiecie. Bez wiewiórek oceniających krytycznym okiem kolejne taneczne figury. - ramiona powróciły do odpowiedniego ułożenia perfekcyjnej ramy. Taniec był miejscem w które uciekał na przyjęciach od rozmów na które nie miał ochoty. Chwila zapomnienia. Chwila prywatności pośród innych tańczących par.
Werdykt losowania nie wzbudził w nim zbyt wiele emocji, ponad dość autentyczną ulgę, że jest to realnie ostatni punkt programu tego wieczora. Znacząco ułatwiało to rozmowę, czyniąc przyjemność płynącą z niej o wiele bardziej autentyczną. Zwłaszcza przy partnerce, którą można było z powodzeniem podziwiać niczym dzieło sztuki.
- Panno Flint... - ukłonił się przed nią gdy dygnęła, w symetrii nadanej im adekwatnym do tego typu momentów wychowaniem. Zaraz potem ujął jej delikatne kobiece ręce, które na co dzień zarządzały kryminalistyką niemagiczną w połowie Anglii. Nigdy nie był zbyt blisko Wizengamotu, szczególnie śledczym właśnie, którym zbyt łatwo mogłoby wpaść przez to kilka niewygodnych faktów w oko. Los jednak zadecydował inaczej i proszę, oto tańczyli do niespiesznego walca, pośród innych wirujących par.
- Było to niewątpliwie zajmujące oderwanie od bieżącej rzeczywistości. - odpowiedział dyplomatycznie, oprószając pozbawione opinii zdanie jednym z najbardziej galanteryjnych uśmiechów, którym przed pożarem reklamował garnitury Rosierów. Teraz zdecydowanie musieli się zastanowić nad linią marketingową. Miał dziwne wrażenie, że luksus nie będzie tym, co dobrze będzie się sprzedawać pozbawionym dachu nad głową obywatelom.
- Odnajduję tę loterię taneczną za również za bardzo zabawne rozwiązanie. Zapewne odmówiłaby mi Pani, gdybym poprosił do tańca w trakcie bankietu, a tak… największą przyjemnością móc obserwować pani grację i płynność ruchów z tak bliska. Zdaje się, że na weselu Greengrassów też nie mieliśmy przyjemności? - zadzierzgnął innym tematem towarzyskim, nieco bezpieczniejszym, bo poza plenerowym weselem ceremoniał był jak tylko się dało tradycyjny, w przeciwieństwie do tego jak została potraktowana historia legendarnego maga.
Pozwolił sobie obrócić ją w tańcu, pozwolić sukni zawirować, figurze błysnąć pośród par tańczących bardziej stonowanie. Młodość… Prezentowała się tak pięknie, czy byłaby odpowiednią osobą do szarady, którą musiał odstawić przed swoją matką? Nie… znali się zbyt krótko, a plotki dla niej mogłyby być zdecydowanie zbyt krzywdzące.
- Chociaż zdecydowanie przyjemniej tańczy mi się na tym parkiecie. Bez wiewiórek oceniających krytycznym okiem kolejne taneczne figury. - ramiona powróciły do odpowiedniego ułożenia perfekcyjnej ramy. Taniec był miejscem w które uciekał na przyjęciach od rozmów na które nie miał ochoty. Chwila zapomnienia. Chwila prywatności pośród innych tańczących par.