09.11.2025, 20:28 ✶
Tego się nie spodziewała. Nie spodziewała się, że nagle zza pleców mężczyzny wychynie tleniona blond głowa Baldwina, który zacznie coś krzyczeć. Ale od naszej Charlie to ty się odpierdol z łaski swojej - to było jak miód na jej uszy. I trochę na serce. Charlotte Mulciber była osobą, która bardzo, ale to bardzo łaknęła miłości. Nie akceptacji, ale miłości i bezinteresownego zainteresowania, sympatii płynącej prosto z duszy i serca. Jej własne na moment przestało bić i zaczęło się rozpływać, gdy zaraz po tym nie padły kolejne słowa.
A więc to tak, chuju? Bo Madame ci głowę urwie? Miałaby uwierzyć, że nie czuł ani odrobiny sympatii, płynącej w jej stronę, a wszystko to przez Madame? Chuj ci w oko, Baldwinie Malfoy, bo w dupę to nie zasługujesz - tak by mu powiedziała, gdyby mogła cokolwiek powiedzieć. Zaraz jednak na jej oczach nóż zmienił się w chujoświeczkę, która była tak abstrakcyjna, tak nie na miejscu, że spowodowała gwałtowne wciągnięcie powietrza w płucach.
A potem mogła się ruszyć. Chciała przekoziołkować z łóżka, rzucić się gwałtownie, ale zamiast tego zaczęła krzyczeć. Nie krzyczała nic konkretnego, z jej gardła wydobył się po prostu czysty, pierwotny wrzask przerażonej osoby, który odbijał się od ścian nieco zbyt mocno. A mężczyzna, który jeszcze chwilę temu nachylał się nad jej łóżkiem, uśmiechnął się bez sympatii. Jego puste oczy zamigotały, a potem bezgłośne puff sprawiło, że zniknął. Teleportował się? Bez różdżki? Ale teleportacja nie zostawiała za sobą strużki dymu.
- Gdzie... Gdzie on jest? - przestała się drzeć, spadła z tego łóżka i gruchnęła o ziemię. Zabolało, to chyba nie był sen.
A potem świat zawirował.
Obudziła się we własnym łóżku, zlana potem. To był tylko sen, pieprzony sen. Ale dlaczego, do kurwy nędzy, przyśnił jej się akurat jakiś creep, i wyjątkowo nie miała tu na myśli Baldwina? Serce łomotało w jej piersi, pragnąc wydostać się z klatki żeber, by uciec na wolność i przestać pompować krew. Musiała złapać się na wysokości mostka, żeby upewnić się, że organ nie zamierzał wyskoczyć. Bolała ją lewa ręka, co było dziwne, bo nie pamiętała, żeby po drodze do domu się uderzyła. Spociła się, a prawa ręka piekła żywym ogniem. Odruchowo sięgnęła do szafki nocnej w poszukiwaniu maści. Dawała naprawdę mało, szczególnie w sytuacjach takich jak ta, ale na moment mogła przynieść ulgę. Pamiętała to, co mówiła jej mama - nie drap, bo zostawisz blizny. I chociaż miała gdzieś te blizny, to jednak zdążyła już się zorientować, że drapanie tylko pogarszało sprawę.
- Chore pojeby - poskarżyła się samej sobie, wcierając białą maść w srebrny rumień, który naokoło czerwienił się jak krew.
- Tak myślisz? - szept, który rozległ się z jej szafy, zmroził krew w jej żyłach. Drzwiczki skrzypnęły, ale ona nie czekała. Wyskoczyła z łóżka jak oparzona i rzuciła się do drzwi. Drzwi sypialni, potem wejściowe, które nie były zamknięte, a przeciez na pewno je zakluczała!
W niebieskiej piżamie w brązowe misie, na boso, wybiegła na ulice Nokturnu. Bez butów, bez różdżki. Wciąż słyszała za sobą kroki. Ludzie obdarzali ją dziwnymi spojrzeniami, ale nie odsuwali się. Musiała się przepychać, a za sobą słyszała cichy śmiech.
- Baldwin! Baldwin, ratuj! - przyśnił jej się poprzednio, bo musiał być blisko. A może to kolejna sztuczka jej mózgu albo daru, który w sobie miała? Siedział na schodach i pił wino prosto z butelki. - Baldwin, kurwa mać!
Doskoczyła do niego. Był jedyną osobą, którą znała w morzu ludzi, którzy patrzyli na nią dziwnie. Potrząsnęła blondynem, była przerażona.
@Baldwin Malfoy
A więc to tak, chuju? Bo Madame ci głowę urwie? Miałaby uwierzyć, że nie czuł ani odrobiny sympatii, płynącej w jej stronę, a wszystko to przez Madame? Chuj ci w oko, Baldwinie Malfoy, bo w dupę to nie zasługujesz - tak by mu powiedziała, gdyby mogła cokolwiek powiedzieć. Zaraz jednak na jej oczach nóż zmienił się w chujoświeczkę, która była tak abstrakcyjna, tak nie na miejscu, że spowodowała gwałtowne wciągnięcie powietrza w płucach.
A potem mogła się ruszyć. Chciała przekoziołkować z łóżka, rzucić się gwałtownie, ale zamiast tego zaczęła krzyczeć. Nie krzyczała nic konkretnego, z jej gardła wydobył się po prostu czysty, pierwotny wrzask przerażonej osoby, który odbijał się od ścian nieco zbyt mocno. A mężczyzna, który jeszcze chwilę temu nachylał się nad jej łóżkiem, uśmiechnął się bez sympatii. Jego puste oczy zamigotały, a potem bezgłośne puff sprawiło, że zniknął. Teleportował się? Bez różdżki? Ale teleportacja nie zostawiała za sobą strużki dymu.
- Gdzie... Gdzie on jest? - przestała się drzeć, spadła z tego łóżka i gruchnęła o ziemię. Zabolało, to chyba nie był sen.
A potem świat zawirował.
Scena 2
Obudziła się we własnym łóżku, zlana potem. To był tylko sen, pieprzony sen. Ale dlaczego, do kurwy nędzy, przyśnił jej się akurat jakiś creep, i wyjątkowo nie miała tu na myśli Baldwina? Serce łomotało w jej piersi, pragnąc wydostać się z klatki żeber, by uciec na wolność i przestać pompować krew. Musiała złapać się na wysokości mostka, żeby upewnić się, że organ nie zamierzał wyskoczyć. Bolała ją lewa ręka, co było dziwne, bo nie pamiętała, żeby po drodze do domu się uderzyła. Spociła się, a prawa ręka piekła żywym ogniem. Odruchowo sięgnęła do szafki nocnej w poszukiwaniu maści. Dawała naprawdę mało, szczególnie w sytuacjach takich jak ta, ale na moment mogła przynieść ulgę. Pamiętała to, co mówiła jej mama - nie drap, bo zostawisz blizny. I chociaż miała gdzieś te blizny, to jednak zdążyła już się zorientować, że drapanie tylko pogarszało sprawę.
- Chore pojeby - poskarżyła się samej sobie, wcierając białą maść w srebrny rumień, który naokoło czerwienił się jak krew.
- Tak myślisz? - szept, który rozległ się z jej szafy, zmroził krew w jej żyłach. Drzwiczki skrzypnęły, ale ona nie czekała. Wyskoczyła z łóżka jak oparzona i rzuciła się do drzwi. Drzwi sypialni, potem wejściowe, które nie były zamknięte, a przeciez na pewno je zakluczała!
W niebieskiej piżamie w brązowe misie, na boso, wybiegła na ulice Nokturnu. Bez butów, bez różdżki. Wciąż słyszała za sobą kroki. Ludzie obdarzali ją dziwnymi spojrzeniami, ale nie odsuwali się. Musiała się przepychać, a za sobą słyszała cichy śmiech.
- Baldwin! Baldwin, ratuj! - przyśnił jej się poprzednio, bo musiał być blisko. A może to kolejna sztuczka jej mózgu albo daru, który w sobie miała? Siedział na schodach i pił wino prosto z butelki. - Baldwin, kurwa mać!
Doskoczyła do niego. Był jedyną osobą, którą znała w morzu ludzi, którzy patrzyli na nią dziwnie. Potrząsnęła blondynem, była przerażona.
@Baldwin Malfoy