10.11.2025, 18:03 ✶
– W takim razie pomożemy panu – oświadczyła.
Lazarus był wysokim mężczyzną, nawet jeśli wyjątkowo chudym, podpieranie go nie należało więc do szczególnie wygodnych, zwłaszcza że i ona trochę się poodbijała. Mieli szczęście w nieszczęściu, że Brenna jak na kobietę też była wysoka, a w jej rodzinie do aktywności fizycznej podchodzono w sposób niemalże religijny. Pomoc mugola okazała się jednak nieoceniona, bo tylko dzięki temu, że podpierali Lovegooda z dwóch stron, ten mógł faktycznie oszczędzać nogę.
W głowie Brenny tłukło się coś o tym, że chyba skręcone czy złamane kończyny trzeba było unieruchamiać, ale nie miała pojęcia, jak miałaby to zrobić na środku niemagicznego Londynu.
– Dziękujemy – powiedziała do mugola, gdy Lazarus podparł się o ścianę. Sama zrobiła to samo, wciąż gotowa go podtrzymać: stanie na jednej nodze, nawet z podparciem, nie wydawało się jej zbyt wygodne. Zwłaszcza dla kogoś, kto ewidentnie cierpiał z bólu. Bladość, krople potu, drżący głos… To wszystko sprawiało, że zaczęła się martwić, czy na pewno jedynym obrażeniem, jakiego doznał Lazarus, była ta złamana noga. – Proszę się nie martwić, ja pobiegnę po… brata, i on zaraz przyprowadzi samochód – oświadczyła, po czym poczekała, aż drzwi klatki się za nimi zamkną, a potem aż umilkną kroki. Odbiła się od ściany, by upewnić się, że ktoś zaalarmowany ich pojawieniem nie zobaczy miejsca, w którym stoją, przez wizjer: nie chciałaby żadnych pogłosek o znikających ludziach.
– Bardzo mi przykro – zadeklarowała cicho, odwracając się po chwili do Lazarusa. Nie słyszała, by ktoś schodził z góry, a jeżeli nawet ktoś spoglądał zza drzwi, według jej oceny nie powinien dostrzec ich tuż przy wejściu. – Proszę odetchnął i teleportujmy się w pobliże Munga… Pewnie nie był pan u brata, prawda? Z kimś się pan tutaj spotykał?
Mogłoby się wydawać, że pyta, bo potencjalnie ktoś mógłby służyć im pomocą. Ale w rzeczywistości interesowało ją raczej, czy ktoś wiedział, że Lazarus Lovegood był w tym miejscu, w tym czasie. Czy ten wypadek mógł być zaaranżowany? Zdawało się to Brennie straszliwie nieprawdopodobne, ale… czy bardziej nieprawdopodobne niż to, że ktoś w jej dzienniku opisał przyszłość? Morpheus doznał jakiejś wizji i zapisał ją, a akurat notatnik bratanicy znalazł się pod ręką? To nigdy się nie zdarzyło, ale do licha… jakieś wyjaśnienie musiało istnieć, prawda…?
Lazarus był wysokim mężczyzną, nawet jeśli wyjątkowo chudym, podpieranie go nie należało więc do szczególnie wygodnych, zwłaszcza że i ona trochę się poodbijała. Mieli szczęście w nieszczęściu, że Brenna jak na kobietę też była wysoka, a w jej rodzinie do aktywności fizycznej podchodzono w sposób niemalże religijny. Pomoc mugola okazała się jednak nieoceniona, bo tylko dzięki temu, że podpierali Lovegooda z dwóch stron, ten mógł faktycznie oszczędzać nogę.
W głowie Brenny tłukło się coś o tym, że chyba skręcone czy złamane kończyny trzeba było unieruchamiać, ale nie miała pojęcia, jak miałaby to zrobić na środku niemagicznego Londynu.
– Dziękujemy – powiedziała do mugola, gdy Lazarus podparł się o ścianę. Sama zrobiła to samo, wciąż gotowa go podtrzymać: stanie na jednej nodze, nawet z podparciem, nie wydawało się jej zbyt wygodne. Zwłaszcza dla kogoś, kto ewidentnie cierpiał z bólu. Bladość, krople potu, drżący głos… To wszystko sprawiało, że zaczęła się martwić, czy na pewno jedynym obrażeniem, jakiego doznał Lazarus, była ta złamana noga. – Proszę się nie martwić, ja pobiegnę po… brata, i on zaraz przyprowadzi samochód – oświadczyła, po czym poczekała, aż drzwi klatki się za nimi zamkną, a potem aż umilkną kroki. Odbiła się od ściany, by upewnić się, że ktoś zaalarmowany ich pojawieniem nie zobaczy miejsca, w którym stoją, przez wizjer: nie chciałaby żadnych pogłosek o znikających ludziach.
– Bardzo mi przykro – zadeklarowała cicho, odwracając się po chwili do Lazarusa. Nie słyszała, by ktoś schodził z góry, a jeżeli nawet ktoś spoglądał zza drzwi, według jej oceny nie powinien dostrzec ich tuż przy wejściu. – Proszę odetchnął i teleportujmy się w pobliże Munga… Pewnie nie był pan u brata, prawda? Z kimś się pan tutaj spotykał?
Mogłoby się wydawać, że pyta, bo potencjalnie ktoś mógłby służyć im pomocą. Ale w rzeczywistości interesowało ją raczej, czy ktoś wiedział, że Lazarus Lovegood był w tym miejscu, w tym czasie. Czy ten wypadek mógł być zaaranżowany? Zdawało się to Brennie straszliwie nieprawdopodobne, ale… czy bardziej nieprawdopodobne niż to, że ktoś w jej dzienniku opisał przyszłość? Morpheus doznał jakiejś wizji i zapisał ją, a akurat notatnik bratanicy znalazł się pod ręką? To nigdy się nie zdarzyło, ale do licha… jakieś wyjaśnienie musiało istnieć, prawda…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.