10.11.2025, 20:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 21:01 przez Lorraine Malfoy.)
Peregrinus
Cóż dla mistrza Peregrinusa, którego nie można było zaskoczyć niczym, a już na pewno nie byle prezentem? Lorraine złożyła głowę na biurku, wzdychając ciężko. Sfrustrowana stwierdziła, że nie potrafi wcale a wcale wymyślać prezentów. Taka to z niej była przyjaciółka, nawet nie wiedziała, co dać prezencie Peregrinowi! Nagle poczuła się bardzo smutna, chociaż gdyby się nad tym zastanowiła, to nie brak odpowiedniego prezentu był tego powodem. Nie, powodem było to, że była głodna, bo nie zjadła kolacji. Ani obiadu. A śniadania? Też pewnie nie zjadła. Lorraine Malfoy nie zamierzała zniżać się do pamiętania o takich przyziemnych rzeczach jak śniadanie. Sen był równie przyziemną potrzebą, na którą marnotrawiła zbyt wiele czasu. Z tego, że jest zmęczona, zdała sobie sprawę wtedy, gdy zegar wybił trzecią nad ranem. Ale zostało jej jeszcze tak wiele do zrobienia! Nie przejrzała raportów od Delaneya, przed nią na biurku leżał stos listów, na które należało odpisać, a jutro czekało ją spotkanie z klientem, do którego powinna się przygotować... Na domiar złego, ogień w kominku zgasł, i było jej zimno.
Lorraine zrobiła więc to, co zrobiłaby na jej miejscu każda rozsądna osoba. Poszła pożalić się do Alhazreda, że jest jej smutno, bo tylko on w tym domu nie spał jeszcze o tej porze nocy. Bo przecież nawet Lorraine potrzebowała się czasem komuś wygadać. Przydybała nekromantę w jego biurze, gdzie pochylony nad mapami nieba, raczył się swoim przysmakiem, suszonymi odwłokami szarańczy, popijając ze zdobionego kielicha coś, co pachniało jak środek owadobójczy. Lorraine nie pytała. Usiadła obok Alhazreda, nakrywając się kocem, a ten, wyczuwszy, że coś jest nie tak, przerwał pracę.
– Wiesz co jest dobre na smutki? Sok malinowy. – Nie wiadomo skąd, w rękach starca znalazła się zakorkowana butelka, opatrzona nieco niechlujną etykietką. – A, uważaj, panna Fletcher podarowała mi dzisiaj domowej roboty flaszeczkę soku z czarnych malin.
– Że stara pani Fletcher? – wymruczała Lorraine, zbyt zmęczona jednak, żeby się zdziwić. Wiedziała, że staruszka uwielbiała flirtować z Alhazredem, chociaż ten jej awansów był kompletnie nieświadomy. A może po prostu nie chciał rezygnować z regularnych dostaw soku malinowego, o którego wspaniałych właściwościach rozwodził się jeszcze przez co najmniej kwadrans.
Napiwszy się soku, Lorraine poczuła się nieco lepiej. Zainteresowała się wówczas pracą Alhazreda, który analizował mapy nieba północnego. Ożywiła się, gdy staruszek stwierdził, że może mu pomóc przy robocie. Zawsze zadziwiało ją, jak szeroką wiedzę posiada jej mentor. Niespecjalnie przepadał jednak za magią zauroczenia, w której celowała z kolei Lorraine. Poprosił ją, aby pomogła zakląć mapy nieba, na którymi właśnie się pochylał. Chciał, aby gwiazdy mrugały na nich wesoło, a pozycje planet, oznaczone pieczołowicie na tle stałych gwiazdozbiorów, układały się w efemerydy, czyli graficzne przedstawienia ruchów planet. Chociaż Lorraine nie znała się za specjalnie na astronomii, pamiętając jedynie podstawowe wiadomości z lat szkolnych, zaczeła zaklinać ostrożnie mapę, podążając za wskazówkami Alhazreda.
zauroczenie, 4 kropki
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana
– Lorraine, zaraz zrobisz nam tu czarną dziurę – jęknął staruszek.
– Przepraszam – odpowiedziała skruszona Lorraine, po czym zaczęła splatać czar na nowo.
zauroczenie, 4 kropki
Rzut PO 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Gdy skończyli pracę, za oknem zaczynało już świtać. Alhazred wydawał się na tyle zadowolony z efektu końcowego, że podsunął w stronę półwili miseczkę z suszoną szarańczą. Lorraine pokręciła jednak głową, odmawiając uprzejmie przypadłego jej w udziale zaszczytu. Miała apetyt na co innego, a konkretnie, na jedną z zaklętych map nieba. Alhazred łaskawie odstąpił jej jeden z arkuszy. Lorraine przesunęła palcem wzdłuż wyrysowanej na krawędziach mapy skali godzinnej, obserwując jak gwiazdy wędrują po niebie, dokładnie tak, jak na hogwarckim astrolabium. Uśmiechnęła się sama do siebie. Zdobyła więc prezent dla Peregrinusa.