10.11.2025, 23:05 ✶
Nie miał pojęcia jakim cudem jego krótkie To miłe że pan się tutaj dzisiaj pojawił sprawiło, że Shafiq otoczył go ramieniem i zabrał od kuzynostwa, ale Basilius, próbując robić dobrą minę do złej gry nie oponował. Głównie dlatego, że nie chciał nikogo dzisiaj niepokoić, ale też po prostu zdecydowanie nie miał na to teraz siły. Najlepiej było więc odnosić się do Shafiqa uprzejmie, ale zachowując pewien dystans. Dał mu się więc zaprowadzić do Victorii, która jeszcze chwilę temu rozmawiała z Laurentem.
– Tak rzeczywiście, ale kojarzę pani nazwisko. Miło poznać – potwierdził uśmiechając się możliwe, że nieco za słabo i jednocześnie próbując ustalić jaka była relacja pomiędzy nią, a Shafiqiem, aż nie padło magiczne słowo: kondolencjs. – Dziękuję.
Na pewien dziwny sposób poczuł ulgę, gdy Lestrange zaprzeczyła bliskiej współpracy z Florence. Już wystarczyła mu świadomość, że jego kuzynka najwyraźniej potajemnie dołączyła do pewnej organizacji (do której i on potajemnie dołączył, ale to już nie było aż tak istotne) nie potrzebował więc chyba dowiadywać się dzisiaj, że Flo miała najlepszą przyjaciółkę, o której nigdy mu nie wspominała.
— Oh, naprawdę? Cieszę się więc, że może ją pani wspominać ze względu na jej sukces – powiedział, próbując ukryć zawodowe zainteresowanie sprawą więzi z Beltane. Było w tym coś... Bardzo fascynującego, jeśli patrzył na to z perspektywy klątwołamacz i absolutnie koszmarnego, gdy myslał o tym jako ktoś kto w ostatnim czasie już i tak miał zdecydowanie za dużo... pewnych uczuć do pewnych osób i to jedynie za sprawą własnego głupiego ciała, a nie magii. – Mam nadzieję jednak, że w dalszym ciągu wszystko jest w porządku. I dziękuję w takim razie, że przyszła pani z Laurentem.
– Tak rzeczywiście, ale kojarzę pani nazwisko. Miło poznać – potwierdził uśmiechając się możliwe, że nieco za słabo i jednocześnie próbując ustalić jaka była relacja pomiędzy nią, a Shafiqiem, aż nie padło magiczne słowo: kondolencjs. – Dziękuję.
Na pewien dziwny sposób poczuł ulgę, gdy Lestrange zaprzeczyła bliskiej współpracy z Florence. Już wystarczyła mu świadomość, że jego kuzynka najwyraźniej potajemnie dołączyła do pewnej organizacji (do której i on potajemnie dołączył, ale to już nie było aż tak istotne) nie potrzebował więc chyba dowiadywać się dzisiaj, że Flo miała najlepszą przyjaciółkę, o której nigdy mu nie wspominała.
— Oh, naprawdę? Cieszę się więc, że może ją pani wspominać ze względu na jej sukces – powiedział, próbując ukryć zawodowe zainteresowanie sprawą więzi z Beltane. Było w tym coś... Bardzo fascynującego, jeśli patrzył na to z perspektywy klątwołamacz i absolutnie koszmarnego, gdy myslał o tym jako ktoś kto w ostatnim czasie już i tak miał zdecydowanie za dużo... pewnych uczuć do pewnych osób i to jedynie za sprawą własnego głupiego ciała, a nie magii. – Mam nadzieję jednak, że w dalszym ciągu wszystko jest w porządku. I dziękuję w takim razie, że przyszła pani z Laurentem.