10.11.2025, 23:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 23:27 przez Sidonie Lockhart.)
Sidonie mogłaby przysiąc na, na coś bardzo drogiego jej sercu i najpewniej żołądkowi, że widziały się całkiem niedawno, jednak spojrzenie w kalendarz, który mieścił grafik, zmiany, nadgodziny, umówione wizyty bardzo prywatne i te które wpadały jej niespodziewanie, bo często wymagały wizyty kontrolnej, a to również wymagało od niej wykrojenia odpowiedniej porcji czasu. Szczególnie, gdy chciała uniknąć teleportacji. To jednak wychodziło, że ostatni raz widziały się dość dawno, jak na normy zwykłych ludzi. Problem z pracą długą i na zmiany, brakowało czasu.
Pokiwała głową, rozumiała powody odejścia Prudence ze szpitala. Praca na oddziale podlegała takim samym zmianom, jak pory roku - i mimo zimy czy zmiany sezonu czasem nie dało się wyjaśnić, że katar czy kaszel to nie kwestia zatrucia eliksirem czy złośliwej klątwy, nie wspominając o sezonowych nieżytach przewodu pokarmowego, wbrew pozorom klątwa wiecznej biegunki nie byłaby tak łatwa do rzucenia. Mimo tego tłumaczenia i tak takich pacjentów trzeba było zbadać i poświęcić czas, który by się przydał gdzieś indziej.
- Kilka osób, małe pomieszczenie i dużo magicznych przedmiotów i zrobił się jakiś magiczny rezonans. Magia - dodała, mogły być z czarodziejskich rodzin, skończyć magiczne szkoły, ale i tak żadna z nich nie byłaby przewidzieć tych wypadków, z którymi stykały się w pracy. Teoretycy magii też, może zwłaszcza oni, zasady i prawa czasem istniały tylko by móc je złamać. A w temacie łamania praw, może niekoniecznie natury czy sił magicznych, a całkiem przyziemnych i ludzkich, to chyba widząc reakcję przyjaciółki również ledwie na moment zatrzymała wzrok na różdżkach. Oczywiście można uznać, że to jakieś zagubione, porzucone w roztargnieniu fanty, z drugiej Lockhartówna po latach obcowania ze swoimi krewnymi oraz pacjentami, nierzadko mijającymi się z prawdą, jakoś potrafiła wyczuć krętacza. Jednak sięgnęła po chustkę: - to na pewno, bo nie do płaszcza - zaśmiała się wesoło. - Ale przyjemna w dotyku, moja ciotka ma kilka apaszek jedwabnych, podobna tekstura. Jej chyba są ręcznie malowane. W młodości ponoć miała kilku absztyfikantów, dziwnym trafem wszyscy byli z majętnych rodzin - gadka-szmatka na stępienie czujności chłopców, z drugiej strony, no cóż czy faktycznie to jej miejsce by bawić się w przesłuchiwanie. - Zbieracie na coś pieniądze? - Jeśli chodzili do szkoły, byli raczej w wieku by być w Hogwarcie, ale komu się nie zdarzało fiuknąć z Hogsmeade.
Pokiwała głową, rozumiała powody odejścia Prudence ze szpitala. Praca na oddziale podlegała takim samym zmianom, jak pory roku - i mimo zimy czy zmiany sezonu czasem nie dało się wyjaśnić, że katar czy kaszel to nie kwestia zatrucia eliksirem czy złośliwej klątwy, nie wspominając o sezonowych nieżytach przewodu pokarmowego, wbrew pozorom klątwa wiecznej biegunki nie byłaby tak łatwa do rzucenia. Mimo tego tłumaczenia i tak takich pacjentów trzeba było zbadać i poświęcić czas, który by się przydał gdzieś indziej.
- Kilka osób, małe pomieszczenie i dużo magicznych przedmiotów i zrobił się jakiś magiczny rezonans. Magia - dodała, mogły być z czarodziejskich rodzin, skończyć magiczne szkoły, ale i tak żadna z nich nie byłaby przewidzieć tych wypadków, z którymi stykały się w pracy. Teoretycy magii też, może zwłaszcza oni, zasady i prawa czasem istniały tylko by móc je złamać. A w temacie łamania praw, może niekoniecznie natury czy sił magicznych, a całkiem przyziemnych i ludzkich, to chyba widząc reakcję przyjaciółki również ledwie na moment zatrzymała wzrok na różdżkach. Oczywiście można uznać, że to jakieś zagubione, porzucone w roztargnieniu fanty, z drugiej Lockhartówna po latach obcowania ze swoimi krewnymi oraz pacjentami, nierzadko mijającymi się z prawdą, jakoś potrafiła wyczuć krętacza. Jednak sięgnęła po chustkę: - to na pewno, bo nie do płaszcza - zaśmiała się wesoło. - Ale przyjemna w dotyku, moja ciotka ma kilka apaszek jedwabnych, podobna tekstura. Jej chyba są ręcznie malowane. W młodości ponoć miała kilku absztyfikantów, dziwnym trafem wszyscy byli z majętnych rodzin - gadka-szmatka na stępienie czujności chłopców, z drugiej strony, no cóż czy faktycznie to jej miejsce by bawić się w przesłuchiwanie. - Zbieracie na coś pieniądze? - Jeśli chodzili do szkoły, byli raczej w wieku by być w Hogwarcie, ale komu się nie zdarzało fiuknąć z Hogsmeade.