10.11.2025, 23:42 ✶
Basilius i tak uznał, że koniec końców lepiej było o tym powiedzieć. Nie koniecznie dlatego, że planował zwierzać się Flintowi ze swoich sekretów, ale... No cóż. Kiedy było się na łodzi w dwie osoby, a w umyśle jednej z tych osób, morze jawiło się jako koszmar gorszy od niejednych istot poznawanych na lekcjach obrony przed czarną magią, to chyba ostatecznie wypadałoby poinformować o tym swojego towarzysza w tym szaleństwie. Zwłaszcza gdy ten towaszysz zakładał, że chodziło o coś zupełnie innego.
– W porządku – wymamrotał. – To nie jest wielki sekret.
Przecież chyba zdecydowanie częściej mówił o swojej awersji do otwartych zbiorników wodnych, niż na przykład o chorobie. A już na pewno nie mówił nikomu o sytuacji rodzinnej. Tak... Gdy zestawiło się obok siebie ojca Prewetta, serce które uparcie go sabotażowało i lęk przed wodą to... Ten ostatni problem nie był wcale aż tak złym tematem do otwartej dyskusji.
Najwyraźniej jednak ziołowy napar i opowieści o Egipcie były całkiem dobrym remedium na spanikowane myśli. Basilius całą drogę był oczywiście spięty i co jakiś czas zastanawiał się, czy aby przypadkiem właśnie nie tonęli, ale morze było przynajmniej teraz schowane przed oczami Prewetta, a on sam mógł skupić się na kojącym smaku i barwnej historii. Słuchając tak o bazarach w Kairze, czy byciu piaskowcem (na co nawet prychnął niemrawo) Prewett aż zaczął rozważać, czy nie zadać Flintowi kolejnych pytań. Na przykład jak to było aż tyle podróżować, czemu ocean wcale go nie przerażał skoro czarodziej doskonale wiedział, jak paskudny potrafi być żywioł wody i jak to tak naprawdę było z tą żoną i dzieckiem. Tego ostatniego tematu oczywiście nawet nie planował poruszać, wbrew rosnącej ciekawości, więc po prostu słuchał dalej i pozwolił płynąć kolejnym minutom.
Przeżył. Nie miał pojęcia, jak ale przeżył i po czasie, który wydawał mu się wiecznością, Basilius wreszcie postawił rozchybotaną nogę z powrotem na lądzie. Był wykończony. Bledszy niż wczoraj i zdecydowanie nie w nastroju do przeżywania tego dnia inaczej niż przy kartkach, ale żył. Łódka się nie zatopiła. Morze ich nie zabiło. Nie wypadł przez burtę. Żył.
Basilius, gdy już do niego dotarło, że jednak naprawdę nie zostanie dzisiaj topielcem, odwrócił się do Flinta i z całych sił powstrzymał ciężkie westchnienie.
– To było... Przeżycie – powiedział w końcu, przejeżdżając bladą dłonią po równie bladej twarzy. – Jakbyś potrzebował kiedyś uzdrowiciela lub klatwołamacza to daj znać. Bez problemu cię przyjmę. Tylko proszę... Najlepiej na lądzie.
– W porządku – wymamrotał. – To nie jest wielki sekret.
Przecież chyba zdecydowanie częściej mówił o swojej awersji do otwartych zbiorników wodnych, niż na przykład o chorobie. A już na pewno nie mówił nikomu o sytuacji rodzinnej. Tak... Gdy zestawiło się obok siebie ojca Prewetta, serce które uparcie go sabotażowało i lęk przed wodą to... Ten ostatni problem nie był wcale aż tak złym tematem do otwartej dyskusji.
Najwyraźniej jednak ziołowy napar i opowieści o Egipcie były całkiem dobrym remedium na spanikowane myśli. Basilius całą drogę był oczywiście spięty i co jakiś czas zastanawiał się, czy aby przypadkiem właśnie nie tonęli, ale morze było przynajmniej teraz schowane przed oczami Prewetta, a on sam mógł skupić się na kojącym smaku i barwnej historii. Słuchając tak o bazarach w Kairze, czy byciu piaskowcem (na co nawet prychnął niemrawo) Prewett aż zaczął rozważać, czy nie zadać Flintowi kolejnych pytań. Na przykład jak to było aż tyle podróżować, czemu ocean wcale go nie przerażał skoro czarodziej doskonale wiedział, jak paskudny potrafi być żywioł wody i jak to tak naprawdę było z tą żoną i dzieckiem. Tego ostatniego tematu oczywiście nawet nie planował poruszać, wbrew rosnącej ciekawości, więc po prostu słuchał dalej i pozwolił płynąć kolejnym minutom.
Przeżył. Nie miał pojęcia, jak ale przeżył i po czasie, który wydawał mu się wiecznością, Basilius wreszcie postawił rozchybotaną nogę z powrotem na lądzie. Był wykończony. Bledszy niż wczoraj i zdecydowanie nie w nastroju do przeżywania tego dnia inaczej niż przy kartkach, ale żył. Łódka się nie zatopiła. Morze ich nie zabiło. Nie wypadł przez burtę. Żył.
Basilius, gdy już do niego dotarło, że jednak naprawdę nie zostanie dzisiaj topielcem, odwrócił się do Flinta i z całych sił powstrzymał ciężkie westchnienie.
– To było... Przeżycie – powiedział w końcu, przejeżdżając bladą dłonią po równie bladej twarzy. – Jakbyś potrzebował kiedyś uzdrowiciela lub klatwołamacza to daj znać. Bez problemu cię przyjmę. Tylko proszę... Najlepiej na lądzie.
Koniec sesji