10.11.2025, 23:49 ✶
Longbottom opuścił budynek Strażnicy chwilę po swojej siostrze, jednak droga powrotna do domu zajęła mu dużo dłużej. Gdyby był w lepszym nastroju, to niewykluczone, że pokusiłby się o to, aby zostać w kwaterze nieco dłużej. Może spróbowałby porozmawiać z niektórymi członkami organizacji i poukładać sobie ostatnie wydarzenia w głowie poprzez dialog z innymi ludźmi. Nie mógł się jednak wyzbyć wrażenia, że akurat tego dnia jakakolwiek próba dyskusji skończyłaby się tylko frustracją, a może nawet wymianą paru nieprzyjemnych słów.
W gruncie rzeczy zawsze mogło być gorzej, pomyślał Erik, maszerując samotnie przez ciche ulice Doliny Godryka. Ech, ciężko było mu uwierzyć, że jeszcze parę miesięcy temu wiózł tą trasę Norę Figg w taczce po nocnej imprezie. Jeszcze bardziej przerażające było to, że zaczynał odczuwać nostalgię w stosunku do wydarzeń, które wcale nie wydarzyły się tak dawno temu. A może była to kolejna oznaka tego, jak mocno odcisnęły się na nim ostatnie wypadki?
Westchnął cicho. Niezaprzeczalnie, mogło być dużo gorzej. Bądź co bądź, Zakon Feniksa dalej funkcjonował i nie siedzieli bezczynnie. Mieli jakiś plan. A przynajmniej plan, który za jakiś czas miał wprowadzić w życie szereg innych mniejszych planów. A to już było coś. Bądź co bądź, transformacja organizacji była nieunikniona. Zwłaszcza po tym, jak Patrick musiał wycofać się z aktywnej pracy na rzecz Zakonu. Tyle dobrego, że Brenna wciąż jest na posterunku, skomentował bezgłośnie.
Może pokładał ostatnimi czasy w siostrze bardzo wygórowane nadzieje, ale Spalona Noc skutecznie wbiła mu do głowy, że potrzebowali kogoś takiego jak ona na wysokim stanowisku. Prawa Ręka, Lewa Rękę - to już było drugorzędne. A Jonathan wydawał się rozsądnym czarodziejem, toteż Erik miał sporą wiarę w to, że współpraca między nim a Brenną doprowadzi do odpowiednich rezultatów. W końcu im wszystkim zależało na osiągnięciu tych samych celów. A kto wie, może nawet Matka w końcu zacznie im sprzyjać i...
— Ja pierdole — wymsknęło mu się, gdy Warownia znalazła się w jego polu widzenia i nieopodal wejścia zauważył niepokojące światło Podobne do tych, które widział tamtej okropnej nocy jeszcze w Dolinie Godryka czy nawet Londynie.
Od razu przyspieszył kroku, który dość szybko zmienił się w bieg; w emocjach nawet nie przyszło mu do głowy, aby próbować się teleportować na tak krótki dystans. Oczami wyobraźni widział już jak płomień rozpełza się na wszystkie stronę, wdrapując się po ścianach coraz wyżej i wyżej, aby dostać się na najwyższe kondygnacje budynku, gdy... Łuna przygasła, a kiedy Erik dotarł na miejsce zobaczył przy wejściu do domu nawet nie jedną a dwie osoby: Brennę i Heather.
— Domyślam się, że to nie był żaden spontaniczny samozapłon? — rzucił bezosobowym tonem, wpatrując się z kwaśną miną w parę unoszącą się tuż nad schodami; efekt zderzenia się zaklęcia gaszącego z gorejącym płomieniem. — Ech. — Podszedł bliżej i przykucnął przed schodami. — Najpierw prawie rujnują nam posiadłość, a teraz co, ktoś zastawia na nas pułapki na progu?
!Strach przed imieniem
W gruncie rzeczy zawsze mogło być gorzej, pomyślał Erik, maszerując samotnie przez ciche ulice Doliny Godryka. Ech, ciężko było mu uwierzyć, że jeszcze parę miesięcy temu wiózł tą trasę Norę Figg w taczce po nocnej imprezie. Jeszcze bardziej przerażające było to, że zaczynał odczuwać nostalgię w stosunku do wydarzeń, które wcale nie wydarzyły się tak dawno temu. A może była to kolejna oznaka tego, jak mocno odcisnęły się na nim ostatnie wypadki?
Westchnął cicho. Niezaprzeczalnie, mogło być dużo gorzej. Bądź co bądź, Zakon Feniksa dalej funkcjonował i nie siedzieli bezczynnie. Mieli jakiś plan. A przynajmniej plan, który za jakiś czas miał wprowadzić w życie szereg innych mniejszych planów. A to już było coś. Bądź co bądź, transformacja organizacji była nieunikniona. Zwłaszcza po tym, jak Patrick musiał wycofać się z aktywnej pracy na rzecz Zakonu. Tyle dobrego, że Brenna wciąż jest na posterunku, skomentował bezgłośnie.
Może pokładał ostatnimi czasy w siostrze bardzo wygórowane nadzieje, ale Spalona Noc skutecznie wbiła mu do głowy, że potrzebowali kogoś takiego jak ona na wysokim stanowisku. Prawa Ręka, Lewa Rękę - to już było drugorzędne. A Jonathan wydawał się rozsądnym czarodziejem, toteż Erik miał sporą wiarę w to, że współpraca między nim a Brenną doprowadzi do odpowiednich rezultatów. W końcu im wszystkim zależało na osiągnięciu tych samych celów. A kto wie, może nawet Matka w końcu zacznie im sprzyjać i...
— Ja pierdole — wymsknęło mu się, gdy Warownia znalazła się w jego polu widzenia i nieopodal wejścia zauważył niepokojące światło Podobne do tych, które widział tamtej okropnej nocy jeszcze w Dolinie Godryka czy nawet Londynie.
Od razu przyspieszył kroku, który dość szybko zmienił się w bieg; w emocjach nawet nie przyszło mu do głowy, aby próbować się teleportować na tak krótki dystans. Oczami wyobraźni widział już jak płomień rozpełza się na wszystkie stronę, wdrapując się po ścianach coraz wyżej i wyżej, aby dostać się na najwyższe kondygnacje budynku, gdy... Łuna przygasła, a kiedy Erik dotarł na miejsce zobaczył przy wejściu do domu nawet nie jedną a dwie osoby: Brennę i Heather.
— Domyślam się, że to nie był żaden spontaniczny samozapłon? — rzucił bezosobowym tonem, wpatrując się z kwaśną miną w parę unoszącą się tuż nad schodami; efekt zderzenia się zaklęcia gaszącego z gorejącym płomieniem. — Ech. — Podszedł bliżej i przykucnął przed schodami. — Najpierw prawie rujnują nam posiadłość, a teraz co, ktoś zastawia na nas pułapki na progu?
!Strach przed imieniem
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞